fbpx

Moje początki życia w Niemczech, czyli złe dobrego początki

Hackerbrücke – dworzec autobusowy w Monachium. To tutaj wylądowałam, wyjeżdżając za granicę. Wysiadłam z owianego legendami autobusu „Sindbad”, który – oprócz mnie – przywiózł masę innych Polaków na emigrację. Skąd taki tytuł „Początki życia w Niemczech, czyli złe dobrego początki”? Za moment się dowiesz…

Kompletnie nieznany świat

Trafiłam do świata, w którym wszystko było dla mnie nowe. Poruszanie się po dużym, obcym mieście, „dogadywanie się” w innym języku, a nawet płacenie inną walutą w sklepach było dla mnie nie lada wyzwaniem. Wcześniej za granicę pojechałam jedynie na kilka wycieczek szkolnych, podczas których nigdy nie byłam sama i nie musiałam podejmować żadnych decyzji. Nigdy sama, nigdy na długo. 

Oddać swój los w czyjeś ręce

Ale wracając do początku – z dworca odebrał nas „znajomy”, przecież nie pojechałam tam tak zupełnie w ciemno. Jednak, jak dzisiaj o tym myślę, to zdaję sobie sprawę, jak bezmyślny był to krok. No, ale cóż – było, minęło.

Cały wyjazd był zaaranżowany przez mojego partnera, który miał wspomnianego znajomego w Monachium. Pokój, mieszkanie, praca – wszystko miało być załatwione, mieliśmy po prostu szybko się odnaleźć w mieście, a reszta miała być ogarnięta i względnie przyjemna. Okazało się, że nie ma nic! Pokój, podobno przeznaczony dla nas, była zajęty, a w mieszkaniu nie wszyscy lokatorzy ucieszyli się z naszego przyjazdu – krótko mówiąc.

Możecie mi wierzyć, że początki życia w Niemczech do najprzyjemniejszych nie należały. Brakowało pokoju, łóżka, kąta, czegokolwiek, a inni mieszkańcy nie godzili się na nowych współlokatorów. Generalnie – oni nas tam nie chcieli i my nie chcieliśmy tam być. Lecz za dużo opcji nie mieliśmy. Pomysł na początek był taki – przemęczymy się, zaczniemy pracę, a potem szybko znajdziemy mieszkanie. I problem z głowy. Tylko ten, kto mieszka w Niemczech – Berlinie, Monachium lub w innym większym mieście – zrozumie ten żart i ironię sytuacji. Dla innych napiszę, że znaleźć mieszkanie w Niemczech to wyzwanie niczym udział w Olimpiadzie. 🙂

Polak Polakowi wilkiem?!

Może zapytasz: Dlaczego inni lokatorzy mieli z nami problem? A może to my jesteśmy nie do końca normalni? Wiadomo jesteśmy dziwni, jak wszyscy, czyli obiektywnie mówiąc raczej zwyczajni. 🙂 Tutaj problem był nieco inny. Za ścianą mieliśmy wówczas ludzi uzależnionych od alkoholu i narkotyków, robiących weekendowe imprezo-awantury. Dodatkowo, o zgrozo, nie dbali o higienę i szczerze mówiąc, po prostu się ich bałam. Oczywiście ich niechęć do nas zaczęła się od tego, że nie chcieliśmy płacić im haraczu – opłaty za możliwość pobytu w tym mieszkaniu. Historia ta ma jeszcze milion innych wątków, ale to tematy nie na dzisiaj.

Ten koszmar trwał pół roku

Suma summarum – pierwsze trzy miesiące na emigracji spędziłam na materacu u znajomego, w czteroosobowym pokoju, czując się intruzem, idąc nawet siku. Pierwsze pól roku – my osoby niepalące – spędziliśmy w mieszkaniu, w którym wszyscy palili gdzie popadnie. Pety i popiół walały się wszędzie, a „fajkami” śmierdziało już przed wejściem na klatkę schodową. OBRZYDLISTWO!

Uświadomiłam sobie, że albo musimy wrócić do Polski albo zacząć walczyć. I tak rozpoczęła się moja wojna o fajne życie na emigracji, walka o poszukiwanie własnego kąta oraz walka z samą sobą, własnymi słabościami i… językiem niemieckim.


Posłuchaj odcinka podcastu o mojej nauce języka niemieckiego:


Złe dobrego początki

Mieszkam w Niemczech od 2013 roku. Bardzo polubiłam ten kraj, nauczyłam się nawet tego strasznego języka niemieckiego i widzę tutaj swoją przyszłość. Jednak początki życia w Niemczech nie były łatwe, można nawet powiedzieć, że cholernie trudne. Dlaczego? Bo nieprzemyślane, bo zbyt spontaniczne, bo nieświadome. Zdaję sobie sprawę, że inni mieli gorzej, ale dla mnie to była moja osobista tragedia i moje osobiste przeżycia, które zostaną ze mną na długo. 

Gdy dzisiaj o tym wszystkim myślę, to tak naprawdę nie wierzę, że to faktycznie się wydarzyło. Wiele faktów wyleciało mi już z głowy, a te niemiłe wspomnienia wyparłam. Dlatego stworzyłam mój blog i chcę dzielić się moimi historiami, bo emigracja nie zawsze jest prosta. Jeżeli nie masz tutaj nikogo, jesteś sama i trafisz na tych złych Polaków – bo wierzę w to, że Ci fajni rodacy również tutaj są – to możesz poważnie się zrazić. Wówczas trzeba wierzyć w siebie i w moc innych ludzi. Dzisiaj już wiem, że po prostu źle trafiłam, spotkałam złych ludzi, miałam pecha. Ale wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, prawda? 🙂 

Korekta: Anna Jakubowska

ZAPISZ SIĘ NA MIGRACYJNY NEWSLETTER:

.

WIĘCEJ POSTÓW W TEJ KATEGORII:

2 KOMENTARZY

2 komentarze

  1. Adrianna

    Myślę, że wiele osób ma podobne doświadczenia z początków imigracji. Ja na pewno, więc o tym najlepiej tylko zapomnieć, i do przodu! 🙂

    Odpowiedz
    • Migrantka

      Też myślę, że dużo osób ma takie niefajne początki, ale najważniejsze, że mijają. 🙂

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

REKLAMA

O MNIE

 

Cześć! Jestem Martyna – autorka tego bloga i podcastu „Kroniki migrantki”. Z zawodu jestem socjolożką i dziennikarką, a z zamiłowania Migrantką. Jeżeli chcesz usłyszeć, że na emigracji wszystko jest piękne i kolorowe, to jesteś w złym miejscu. Swoim blogowaniem pokazuję życie w Niemczech bez ściemy, z wszystkimi jego cieniami i blaskami. Więcej o mnie! –>

.