fbpx
Święta w Polsce: o to nie pytaj przy świątecznym stole emigrantki i emigranta!

Święta w Polsce: o to nie pytaj przy świątecznym stole emigrantki i emigranta!

Coraz bliżej święta! Coraz bliżej święta! Zatem trzeba przygotować się na szereg niewygodnych pytań podczas rodzinnych spotkań. Pojawi się z pewnością pytanie o dzieci, o „ułożenie sobie życia” (to na pewno od mojej mamy) oraz kilka o powrót do Polski i emigrację. Mam apel do rodzin, które w swoich szeregach mają osoby na emigracji: o to nie pytaj przy świątecznym stole!

TO KIEDY WRÓCISZ DO POLSKI?

Nie na każdym etapie emigracji migrant_tka odpowie z całą pewnością: „Nie chcę i nie planuję” lub „Nie mam takiej potrzeby!”. Są takie okresy życia w innym kraju, że to pytanie będzie niczym nóż w migracyjnym sercu! Czasami może Ci się wydawać, że doskonale znasz przyczyny wyjazdu z kraju bliskiej osoby, ale nigdy nie wiesz, co jest schowane pod tymi oficjalnymi pobudkami.

Poza tym może cel był szczytny, ale rozłąka z krajem i rodziną bardzo boli? Może kobieta wyjechała do swojego męża, bo nie chcieli żyć na odległość, ale teraz jest jej chooooolernie ciężko? Może ktoś chce zawalczyć o lepsze warunki pracy, ale ciągły stres, stan szoku kulturowego i bariera komunikacyjna sprawiły, że nie potrafi się odnaleźć i od tygodni walczy o to, by podnieść się z łóżka?

Emigracja może być również ucieczką. Od toksycznych relacji w rodzinie, prześladowania w miejscu pracy, prześladowań ze względu na orientację seksualną lub szansą na lepszą opiekę zdrowotną dla dziecka.

W tym roku napisała do mnie jedna dziewczyna na Instagramie z prośbą o pomoc, bo wyjechała do męża z małą córeczką. Po przyjeździe nie radziła sobie kompletnie z kryzysem migracyjnym, z samotnością i tęsknotą za rodziną. Już w październiku obawiała się świąt bożonarodzeniowych i tego, jak to wszystko zniesie. Takie pytanie całkowicie by ją rozłożyło!

Mimo, że tego nie pochwalam i ja osobiście szukałabym tysiąca innych rozwiązań, to doskonale wiem, że nie emigracji żyje bardzo dużo osób, które tego po prostu nie chcą! Jedynie czują, że muszą albo dopiero zaczynają swoją przygodę z emigracją i jest im najzwyczajniej w świecie strasznie ciężko! Dlatego o to nie pytaj przy świątecznym, bo komuś możesz zrobić wielką przykrość!

LEPIEJ ZAPYTAJ:

  • „Co podoba Ci się w nowym kraju?”
  • „Jakie dostrzegasz różnice z Polską?”

Wtedy skłonisz bliską osobę do zastanowienia się, co jest fajnego w jej nowym migracyjnym życiu. Może dzięki temu uświadomi sobie, że wcale nie jest tak źle i że warto było zaryzykować. Przy okazji porozmawiacie o różnicach kulturowych, o życiu w danym kraju i może wtedy, jak będzie miała ochotę się otworzyć opowie Ci również o swoich trudnościach. Wysłuchaj i nie mów proszę: „To wróć do Polski.„.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Ciociu, na ten moment nie planuję powrotu do Polski. Dlaczego pytasz?”
  • „Wujku, dlaczego jest to dla Ciebie takie ważne, że o to pytasz?”
  • „Dziadku, od lat słyszę jak narzekasz na swój kraj. Kiedy wyjedziesz z Polski?”

JAK MOŻESZ SŁUCHAĆ TEGO NIEMIECKIEGO?

Wiele osób w pierwszych latach swojej emigracji intensywnie uczy się języka obcego. Jednym przychodzi to łatwiej, dla innych jest to nauka dyscypliny i pasmo wypracowania nowych nawyków. Znajomość języka obcego na emigracji jest bardzo istotna z perspektywy dobrego samopoczucia i zadowolenia z życia za granicą. Dlatego tak ważne jest wspierać swoich bliskich w nauce języka, dopingować im i motywować, by tej nauki nie porzucili!

Pytanie „Jak możesz słuchać tego niemieckiego?” po pierwsze utrwala krzywdzące stereotypy o języku niemieckim. Po drugie sugeruje, że język niemieckim jest językiem „gorszym” do nauki. A po trzecie sprawia, że dana osoba może poczuć się zawstydzona tym, że się go uczy, a może nawet i używa. Dlatego proszę Cię: o to nie pytaj przy świątecznym stole emigrantki_tów!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

  • „Świetnie, że uczysz się nowego języka! To z pewnością bardzo Cię rozwinie! Co podoba Ci się najbardziej w niemieckim?”
  • „Potrzebujesz jakieś pomocy? Może chcesz wziąć sobie słowniki polsko-niemieckie z domu, bo tak nikt z nich nie korzysta?”

Takimi pytaniami dasz znać, że wspierasz tę osobę. Dajesz jej znać, że to co robi jest wartościowe i fajne oraz że chcesz jej pomóc! To bardzo ważne!

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Babciu, niemiecki wcale nie jest takim brzydkim językiem jak przyjęło się sądzić w Polsce.”
  • „Wujek mogę i powiem więcej: słucham jak najwięcej, bo się go uczę.”
  • „Ciocia, bez problemu mogę. To kwestia przyzwyczajenia.”

DUŻO MASZ JUŻ ODŁOŻONE TEGO EURO?

Tego pytania nie lubię najbardziej! I wcale nie chodzi o to, że rozmawianie o pieniądzach jest tematem tabu. To pytanie wywiera presją na emigrancie_ntce, że mieszkanie za granicą musi równać się z oszczędzaniem. Dodatkowo zakłada, że ma bardzo dobre zarobki i może sobie pozwolić na odkładanie. Wierz mi lub nie, wiele osób mieszkających w Niemczech pracuje fizycznie od rana do nocy, by zarobić magiczne EURO. Gdyby te same osoby poświęciły czas na naukę języka i rozwój swojej kariery, mogłyby być za dwa lata w zupełnie innym miejscu. Ale jest tak duża presja zarobku i powszechność emigracji ekonomicznej, bo przecież zagranica, bo przecież euro, bo przecież trzeba odkładać, że niektórzy pracują całymi dniami i faktycznie odkładają pieniądze wegetując, zamiast żyć.

Po drugie to pytanie zawiera tezę, że ktoś ma odłożone jakieś pieniądze. UWAGA UWAGA: na emigracji również można mieć problemy finansowe lub po prostu wiele wydatków wszelkiego typu. A może ktoś wyjechał dorobić za granicą, dlatego że ma bardzo dużo długów?! Może pomaga swoim rodzicom w Polsce i większość pieniędzy przeznacza na takie wsparcie? Pamiętaj! Nigdy nie znasz głębokiej przyczyny czyjejś emigracji!

Po trzecie może ktoś zamiast odkładać do skarpety woli zjeść dobry obiad, wyjechać częściej niż raz w roku na wakacje lub realizować swoje hobby. Takim pytaniem wywierasz presję i stawiasz bliską osobę w niekomfortowej sytuacji.

Ja na początku mojej przygody z emigracją od rana do godziny 13 chodziłam na kurs językowy, a po południami do godziny 22 pracowałam i tak całe tygodnie. I nie, nie było mnie stać na urlop, bo dużo płaciłam za szkołę językową i musiałam ograniczać godziny pracy, żeby mieć czas na naukę!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

  • „Wiem, jak to jest zaczynać od nowa. Jeżeli potrzebujesz pomocy finansowej, to daj znać. Pomogę jak tylko będę mógł!”
  • „Potrzebujesz jakiś rzeczy na start w nowym mieszkaniu? Wiem, że niemieckie mieszkania są przy wynajmie całkiem puste!”.

Takimi pytaniami pokażesz, że rozumiesz, że początki są trudne i wiążą się z masą wydatków! A jeżeli sprawy ekonomiczne danego kraju bardzo Cię interesują, to zapytaj:

  • „Jak oceniasz stosunek dochodów do kosztów życia w Niemczech? Dużo się mówi o wysokich zarobkach, ale jak to się ma do kosztów?”.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Wujku, nie chcę z Tobą rozmawiać o mojej sytuacji finansowej. Możemy porozmawiać o Twojej, jeżeli jest to dla Ciebie ważne i chcesz się tym podzielić.”
  • „Ciociu, obecnie inwestuję w siebie i naukę języka niemieckiego.”
  • „Dziadku, dlaczego pytasz? Potrzebujesz pomocy finansowej?”

KIEDY ZBUDUJESZ W POLSCE DOM?

Kolejne moje ulubione! To przecież oczywiste, że pracuję za granicą i odkładam pieniądze, żeby wybudować w Polsce dom! Nie ma w tym nic złego, jeżeli ktoś tak właśnie robi, ale nie wszyscy muszą mieć taki cel. Nie wszyscy muszą planować powrót do kraju i życie w Polsce w tym nowym, pięknym domu. Co więcej znam kilka osób, które taki dom z emigracyjnych pieniędzy wybudowali i obecnie stoi pusty w Polsce, bo oni nadal zagranicą… Poza tym może ktoś wcale nie chce mieć domu?! W Polsce bardzo popularne jest to, żeby mieć własne domy lub mieszkania, w innych krajach niekoniecznie.

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

  • „Jakie masz marzenia?”
  • „Jakie masz plany na przyszłość?”

To pytania otwarte, jeżeli bliska osoba będzie marzyła o budowie domu, to z chęcią Ci o tym opowie.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Mamo, nie planuję obecnie takiej inwestycji.”
  • „Ciociu, budowa domu nie jest moim celem.”
  • „Babciu, na ten moment nie wiem, gdzie będę chciała mieszkać, więc nie chcę budować domu w Polsce.”

KIEDY UŁOŻYSZ SOBIE ŻYCIE?

Pytanie, które słyszę baaaardzo często. Mimo tego, że od lat mieszkam w Berlinie, mam stałą pracę oraz działalność gospodarczą. Poza tym żyję od lat w związku partnerskim i bardzo dobrze nam się układa. No, ale kiedy w końcu ułożę sobie to życie!? Nie mam dzieci, nie buduję domu, ani nawet nie mam pod ten dom działki, a dodatkowo mieszkam na emigracji, czyli nie jestem „u siebie”. Moje życie widocznie można spisać na straty, nie ma dla mnie ratunku.

To pytanie sugeruje, że życie w innym kraju to dopiero przystanek do magicznego „ułożenia sobie życia”. Sugeruje, że nie można czuć się tutaj spełnionym, że nie można mieć dobrego i fajnego życia. Dopiero trzeba je sobie UŁOŻYĆ. Polecam w tym temacie wspaniały wywiad z psycholożką Katarzyną Miller „W MOIM STYLU” Magdy Mołek.

LEPIEJ POWIEDZ:

  • „Jestem bardzo odważna, że wyjechałaś ze swojego kraju i zaczynasz wszystko od nowa! Gratuluję Ci!”
  • „Wspaniale, że walczysz o swoje marzenia i układasz sobie życie w innym kraju! Jestem z Ciebie dumny!”

Takimi odpowiedziami dasz znać, że wspierasz tę osobę i dodasz jej otuchy. Uwierz mi, na pewno ma dużo zmartwień na głowie, zresztą tak jak każdy!

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Mamo, pytasz o konkretną datę? Jeszcze jej nie ustaliłam.”
  • „Tato, o co konkretnie pytasz, bo nie końca rozumiem? Uważam, że moje życie jest jak najbardziej ułożone. Mylę się?”

CZEMU NARZEKASZ, PRZECIEŻ I TAK LEPIEJ ZARABIASZ?

Nie odbieraj nam prawa do narzekania! Serio, nic nie możemy powiedzieć, bo przecież zarabiamy więcej niż ludzie w Polsce? Mamy takie same problemy jak i Ty i niech nikt nie odbiera nam prawa, by się nimi dzielić. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że z emigracją jest jak ze zmarłymi: można o niej mówić albo dobrze albo wcale. A ja nie chcę, żeby tak było! Przez to ludzie, którzy są na emigracji bardzo nieszczęśliwi, nadal tutaj tkwią! Boją się przyznać do „porażki”, do tego, że coś poszło nie tak albo do tego, że po prostu inaczej to sobie wyobrażali i im się to w ogóle nie podoba!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

W tym przypadku lepiej nic nie mów.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Tato, w tym momencie nie rozmawiamy o pieniądzach, więc nie rozumiem Twojego pytania. Możesz wyjaśnić, co masz na myśli?”
  • „Ciociu, nie tylko zarobki są w życiu ważne. Na komfort życia wpływa wiele czynników. Mam prawo odczuwać niezadowolenie i inne emocje, mimo że mieszkam na emigracji. Uważasz inaczej?”

DUŻO MASZ TAM TYCH CIAPAKÓW?

Będzie Ci miło, gdy ktoś powie o Tobie per „Polaczek”? Przypuszczam, że nie bardzo. Słowo „ciapaty” to polskie, rasistowskie określenie pewnej grupy etnicznej. Jakiej? Nie do końca wiadomo! W Niemczech mówi się tak obraźliwie o osobach tureckiego pochodzenia, w Wielkiej Brytanii bardziej o Hindusach lub Pakistańczykach. Słowo „ciapaty” określa osoby ciemnoskóre, czyli z nie-białym, nie-żółtym i nie-czarnym kolorem skóry. Określenie „ciapaty” jest rasistowskie i obraźliwe oraz prowadzi do dyskryminacji. Nie używaj go!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

Jeżeli ciekawi Cię zróżnicowanie kulturowe jakiegoś kraju, to zapytaj:

  • „Czy Niemcy to społeczeństwo wielokulturowe? Jak się w nim odnajdujesz?”
  • „Jakich mniejszości narodowych jest u was najwięcej? Jak dużo jest osób polskiego pochodzenia?”

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Wujek, kogo masz na myśli, mówiąc w ten sposób?”
  • „Dziadku, nie wiem co i kogo dokładnie masz na myśli. Możesz doprecyzować?”

Ja z całą upartością nie odpowiadam na takie pytania, dopóki nie usłyszę innego słowa niż „ciapak”. A jeśli ktoś na siłę, mówi, że no tych ciapaków Turków, czy coś w tym stylu. To odpowiadam, że nie znam żadnej grupy etnicznej „ciapacy” i nigdy w Niemczech takich nie widziałam i pytam, czy może są tacy w Polsce i ewentualnie gdzie. Jeżeli usłyszysz jednak odpowiedź, że chodzi o Turków. To powiedz:

  • Turcy to największa grupa migracyjna w Niemczech. Zaraz po niej, jesteśmy my Polacy.

Możesz wtedy więcej opowiedzieć o mniejszości tureckiej w Niemczech. Więcej ciekawostek o różnych grupach migracyjnych przeczytasz w książce „Deutsche nasz” Ewy Wanat.

NIE BOISZ SIĘ IMIGRANTÓW?

W takim pytaniu chodzi oczywiście o uchodźców, a nie imigrantów, bo imigrantami są wszyscy Polacy w Niemczech. Liczba uchodźców z roku na rok rośnie i my jako kraje europejskie musimy się na to przygotować. Niebawem czeka nas fala migracji klimatycznych, podczas których ludzie z wielu krajów będą uciekać przed głodem, upałami, brakiem wody i po to, by po prostu przeżyć. Wtedy postawienie kolejnego muru na granicy, nic nie da. Nastawienie do uchodźców pełne lęków i przekonań z pewnością nie pomoże Ci odnaleźć się w takim świecie. Uchodźca to taki sam człowiek jak i Ty. Zacznij oswajać się z tym tematem. Może Cię w tym wesprzeć mój post na Instagramie o historii uchodźstwa i migracji Polaków.

Pytaniem o lęk przed uchodźcami możesz wzbudzić ewentualny strach osoby Ci bliskiej i sprawić, że będzie miała jakieś uprzedzenia. Wówczas spotykając na swojej drodze uchodźcę może czuć się niekomfortowo i odczuwać lęk. Będzie jej o wiele łatwiej, gdy do każdego człowieka będzie podchodziła z czystą kartą, bez stereotypów i negatywnych przekonań.

LEPIEJ ZAPYTAJ:

  • „Jak oceniasz politykę imigracyjną Niemiec?”

Wtedy możecie wspólnie porozmawiać o sytuacji i imigrantów i uchodźców w danym kraju. Możesz powiedzieć o swoich obawach i zapytać, czy Twój bliski coś takiego zaobserwował i co o tym myśli. Pamiętaj, pytania, które zawierają tezę nie powinny nigdy paść!

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Babciu, wiesz, że ja w Niemczech również jestem imigrantką?”
  • „Ciociu, a dlaczego miałabym się bać imigrantów? Sama jestem imigrantką!”

Teraz pamiętaj, o to nie pytaj przy świątecznym stole!

Mam nadzieję, że weźmiesz sobie do serca to, co tutaj widzisz. Niektóre pytania mogą naprawdę zranić wrażliwe migracyjne serce. Pamiętaj, że emigracja to nie tylko lepszy zarobek, ale również samotność, tęsknota za krajem i rodziną oraz wiele różnych wyrzeczeń.

Święta i inne rodzinne wydarzenia są dla emigrantów_tek często bardzo nostalgicznymi momentami. Takie spotkania otwierają w nas bardzo dużo kawałków i budzą wiele wątpliwości i zepchniętych w niepamięć tęsknot.

Bądź wrażliwa_y na moje ukochane migrantki i migrantów!

#12: Q&A – Czy wrócę do Polski?

#12: Q&A – Czy wrócę do Polski?

Zapraszam Cię na dwunasty odcinek mojego migracyjnego podcastu. Ten odcinek jest wyjątkowy, dlatego że pytania tym razem zadajecie Wy – moi czytelnicy i czytelniczki, a ja na nie odpowiadam.

Do podcastu wybrałam takie oto pytania:

  • Czy masz rodzeństwo?
  • Czy Twoja rodzina i Twoi rodzice wspierają Cię w działaniach w sieci? Jak na to reagują?
  • Jak Twoi rodzice zareagowali na wyjazd za granicę?
  • Dlaczego wyjechałaś z Polski? Czy tego żałujesz? Zrobiłabyś to jeszcze raz?
  • Jak często jeździsz do Polski? Chcesz kiedyś wrócić?
  • Czy masz wsparcie swoi znajomych?
  • Jak zacząć poznawać ludzi na emigracji?
  • Jak poznawać ludzi, gdy jest się po 40-stce?
  • Jaka jest niemiecka mentalność?
  • Jak żyje się w tak multikulturowym mieście jak Berlin? Jak żyje się w dużym mieście w Niemczech?
  • Skąd bierzesz siłę do działania?

Jeżeli podobał Ci się ten odcinek, to podziel się nim ze swoimi znajomymi. Pamiętaj, że w sieci znajdziesz mnie pod pseudonimem Migrantka, gdzie chętnie odpowiadam na wiele pytań i wątpliwości. Nie jestem żadną ekspertką, jestem dziewczyną, która przyjechała za granicę tak jak Ty i sama próbowała ogarnąć nową rzeczywistość. Nie mówię o rzeczach, na których się nie znam, ale zawsze skieruje Cię w odpowiednie, sprawdzone miejsce, gdzie znajdziesz pomoc. Będzie mi również bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój podcast w swojej aplikacji podcastowej oraz jeżeli zostawisz po sobie komentarz i ocenę podcastu.

Dziękuję Ci serdecznie za wysłuchanie tego odcinka i do usłyszenia następnym razem

#8: TOP 10: Czego nauczyła mnie emigracja?

#8: TOP 10: Czego nauczyła mnie emigracja?

Często mówię tutaj o trudnościach i problemach na emigracji. Można się zastanawiać: Po co mi to wszystko i czy nie lepiej po prostu wrócić do kraju?! Dlatego dzisiaj opowiem Ci, o tym czego nauczyła mnie emigracja i co dzięki niej zyskałam. Zapraszam do słuchania, znalazłam dla Ciebie aż 10 punktów, które zamierzam wyróżnić. Daj koniecznie znać, jak to wygląda u Ciebie.

1. Pewność siebie

Na pierwszym miejscu stawiam pewność siebie. Teraz wiem, ile jestem warta! Ale pewnie zapytasz: Dlaczego akurat tego nauczyła mnie emigracja? To tutaj zaczęłam o siebie walczyć! Gdy jesteś w obcym kraju, w którym nie masz nikogo bliskiego i wszystko zaczynasz od nowa, to jeżeli Ty sama nie wywalczysz sobie pewnych spraw, to nikt za Ciebie tego nie zrobi!

Emigracja nauczyła mnie również asertywności! Jeżeli tutaj na początku nie postawi się wyraźnych granic, to ludzie będą to wykorzystywać. I wcale nie mam do nikogo pretensji. Jestem wychowanką Pani Swojego Czasu i od niej wiem, że asertywność to sztuka odmowy, bez pretensji do świata, że czegoś ode mnie chce. Oczywiście, że idealnie by było, gdyby nikt nie chciał ugrać sobie czegoś na tym, że jesteś słabsza w tym momencie swojego życia. To od nas jednak zależy, czy potrafimy na to odpowiednio zareagować. Ufam swojej intuicji i mam wielkie zaufanie do siebie!

Kiedyś usłyszałam zdanie, że pewność siebie to ufność, jaką pokładamy w samych sobie. Ufam, że dam radę. Mam w sobie oparcie! Wiem, że gdy stracę pracę, to dam radę, gdy stracę mieszkanie też! Może to brzmieć przykro, ale wiem, że sobie najbardziej mogę ufać i na sobie polegać. To nie znaczy oczywiście, że nie mam oparcia w bliskich. Mam, oczywiście, że mam. Ale pewność siebie daje mi oparcie.

2. Wiara we własne możliwości

Zawsze, gdy mam w życiu trudny moment, to powtarzam sobie, jak mantrę: Martyna dałaś radę w zupełnie obcym ci kraju, bez znajomości języka i bez żadnych relacji tutaj na miejscu. Emigracja nauczyła mnie wiary we własne możliwości, w to, że poradzę sobie w każdej sytuacji, że zawsze jest jakieś wyjście. I że właśnie ja to wyjście znajdę!

Życie nie jest usłane różami i miałam w Niemczech różne momenty – od rozpaczy do wielkich wzlotów. Zrozumiałam, że zawsze sobie poradzę! Są ludzie, którzy mimo tego, że mogłoby się wydawać, że mają wszystko – fundusze, znajomości, lepszy od nas start i tak upadają, a są i tacy, którzy od zera budują pomniki. W pracy udowodniłam swojemu przełożonemu, że mimo że znam język może i trochę gorzej od moich niemieckojęzycznych koleżanek, to potrafię zrobić najlepsze wyniki w swoim dziale. Udowodniłam samej sobie, że jestem zaradna i obrotna oraz że mogę na siebie liczyć.

3. Tolerancja i otwartość na ludzi

W Niemczech poznałam wiele osób z całego świata – ludzi różnych kultur, wyznań czy przekonań! Podczas kursu integracyjnego, który robiłam poznałam ludzi ze wszystkich kontynentów. Mam koleżanki z Japonii, Meksyku, Ukrainy, Afganistanu, Syrii, Boliwii i wielu innych państw z całego świata. Tylu rzeczy, o których się od nich dowiedziałam, nie przeczytałabym w żadnej książce.

W Niemczech jest taka mieszanka kulturowa, że nie ma innego wyjścia, jak otworzyć się na świat i ludzi. Myślę, że w Polsce nie miałabym okazji poznać tak wielu nowych dla mnie stylów życia. Boimy się tego co obce, tego co nieznane, ale w Niemczech poznałam już tak wiele historii różnych społeczności, że toleruję każdy styl życia.

Tolerancja to dla mnie akceptacja każdego sposobu na życie i nie wartościowanie go.

Tolerancja to dla mnie akceptacja każdego sposobu na życie i nie wartościowanie go. Może dla mnie niektóre zachowania są niezrozumiałe i pewnie nigdy nie pojmę pewnych obyczajów, ale akceptuję, że tak jest. Polskie zwyczaje również są niepojęte dla innych!

4. Pokora i cierpliwość

Emigracja nauczyła mnie pokory i pokazała, że muszę być cierpliwa, by coś osiągnąć. Zawsze byłam osobą, która chce mieć wyniki tu i teraz, dlatego często prokrastynuję. Do tej pory, w niektórych dziedzinach życia chcę mieć za dużo naraz. Ogarnianie się na emigracji uświadomiło mi, że tak się nie da. Do pewnych spraw trzeba podejść strategicznie, trzeba poczekać na efekt, trzeba być wytrwałym, by osiągnąć cel.

Gdy z wielką dumą po zakończeniu trzymiesięcznych praktyk szłam na rozmowę z szefem, zapewniana, że dostanę umowę o pracę, a dostałam jedynie propozycję przedłużenia praktyk, stanęła mi w gardle wielka gula, bo wiedziałam, że dałam z siebie wszystko! Byłam wściekła! Chciałam rzucić w kąt tę jego łaskawą propozycję, ale musiałam przyjąć to na klatę, zagryźć zęby i podjąć decyzję, czy zostaję, czy idę dalej. Po roku w pracy, podczas którego pokazałam na co mnie stać – zrobiłam najlepsze wyniki w całym zespole, okazało się, że moje niedociągnięcia językowe nie mają wpływu na efekty mojej pracy – liczyłam na umowę fair i docenienie tego, co zrobiłam. Znowu spotkało mnie kolejne nieporozumienie – oferta w moim mniemaniu niesprawiedliwa. Tym razem jednak wiedziałam, że muszę walczyć i suma summarum wyszarpałam sobie dobre warunki w firmie, ale było to okupione wielkim stresem!

Myślałam, że gdy skończę kursy językowe, to wszystko będzie dla mnie łatwiejsze! Po zakończonym kursie B1 czasami nadal nie rozumiałam prostych zdań na ulicy. Do tej pory, mimo że mój język jest na poziomie C1, nie umiem ubrać swoich myśli w słowa. To frustrujące! Ale wiem, że wszystko przyjdzie z czasem i że nie mogę osiąść na laurach, muszę iść dalej, bo to nie jest tak, że praca jest już zrobiona.

5. Determinacja w dążeniu do celu

Emigracja nauczyła mnie wytrwałości! Wiesz ile razy było na maksa trudno?! Gdy chodziłam na kurs integracyjny od 8:00 do 13:00, od poniedziałku do piątku, a potem jechałam prosto do pracy, z której wracałam czasami po 22. Pracowałam do soboty, czasami również w niedziele, ale byłam zdana tylko na siebie. Wiedziałam, że muszę zarobić na naukę i na życie. Codziennie wstawałam rano już zmęczona, jechałam do szkoły dawałam z siebie 120%, później pracowałam. Szkoła była moim priorytetem i tylko czekałam aż ją skończę. To był mój cel! Na mojej drodze nie było odwrotu, nie było odpuszczania. Wiedziałam, że muszę działać dalej, jeżeli chcę coś osiągnąć i to robiłam, po prostu. Nie zastanawiałam się, czy mi się chce.

Tak samo, jak z językiem, było z szukaniem w Niemczech mieszkania. A ten, kto tutaj żyje, doskonale wie, że jest to prawdziwy koszmar. Dzięki temu teraz jestem bardzo wdzięczna za to, co mam. Wiem, że nie chcę pracować całymi dniami, nawet gdyby dało mi to fortunę.

6. Akceptacja swojego ciała

Emigracja nauczyła mnie ciałopozytywności. To w Niemczech pierwszy raz zobaczyłam, że można nie mieć w sobie wstydu własnego ciała. Zobaczyłam ludzi, którzy swobodnie przebierają się w szatni na basen, rozmawiają pod prysznicem i idą razem do sauny, śmiejąc się. Całkiem nago! Nie wstydzą się nagości, wręcz przeciwnie — jest to coś zwyczajnego. To tutaj wyleczyłam się z presji bycia doskonałą.

U mnie w domu co prawda nie było wstydu i rodzice raczej na luzie podchodzili do tematu nagości, ale za to była presja wyglądu, bo na wsi ludzie zawsze obgadają. Moja mama jest nauczycielką na mojej rodzinnej wsi, więc każdy nasz krok był komentowany pod tym kątem. Córka nauczycielki, a…. nieuprasowana, a nieuczesana, a nienauczona, a jakaś tam. Trzeba było uważać na każdy krok, bo nawet, jak nie zjadłam obiadu na stołówce, to było doniesione mojej mamie.

Gdy idę na niemiecką plażę i widzę naturystów, którzy cieszą się nagością i swoim ciałem, w ramach niemieckiej FKK (skrót od niem. Freikörperkultur), i nie mają z tym żadnych problemów, to rozumiem, jakie to jest dziwne, gdy wstydzimy się siebie. I bardzo się cieszę, że się z tego tutaj wyleczyłam! Znam dziewczyny, które wstydzą się być na plaży w bikini i wiele takich, które ukrywają jakieś niedoskonałości ciała, mimo tego, że jest to na maksa niewygodne. A na pytanie, dlaczego to robią, zgodnie odpowiadają, bo inni się gapią. Przez to, że sami wywieramy na sobie presję, że trzeba wyglądać w określony sposób i „dbać” o siebie, również tylko w jeden słuszny sposób, to potem stajemy się niewolnikami swoich przekonań.

Sami się nie pokazujemy, a tych, którzy się nie wstydzą, zamiast naśladować, zabijamy wzrokiem. Jak Wy podchodzicie do niemieckiej ciałopozytywności i kultury wolnego ciała? Nagość zauważalna na niemieckich plażach stała się dla Was czymś normalnym czy nadal krępuje?

7. Nowe spojrzenie na życie

Na emigracji zrozumiałam, że można żyć inaczej. Pojęłam, to co podświadomie wiedziałam, ale dopóki tego nie doświadczyłam nie było mi znane. Ten punkt bardzo wiąże się z punktem o tolerancji i otwartości. Zobaczyłam, że ludzie w Niemczech żyją inaczej niż my w Polsce, mają inne podejście do wielu spraw, zobaczyłam, że można swobodnie żyć bez religii i innych ograniczeń. To wszystko dało mi wiarę w to, że mój pomysł na siebie ma sens. Że nie muszę spełniać oczekiwań rodziców i rodziny i mogę żyć po swojemu.

Wcześniej byłam co prawda tego świadoma, ale trudno idzie się swoją drogę, gdy wszyscy dookoła płyną z prądem i ciągną cię za rękę. Tutaj zobaczyłam, że tyle, ile jest osób, tyle stylów i sposobów życie. I to jest super!

8. Język obcy

Teraz punkt oczywisty – dzięki emigracji znam język obcy. W Polsce raczej nigdy (nigdy nie mów nigdy!) nie poszłabym na żaden kurs językowy. Raz, że nigdy nie interesowałam się językami obcymi, a dwa że nie było mnie stać na taki porządny kurs. Dzięki temu, że wyjechałam z Polski znam język niemiecki i podjęłam walkę o język angielski. Nawet jeżeli kiedyś wrócę do Polski, to ze znajomością języka niemieckiego! To otworzy mi wiele możliwości na lepszą pracę na polskim rynku. Mówię oczywiście czysto hipotetycznie, bo powrotu do Polski nie planuję. 🙂

9. Przyznanie, że czegoś po prostu nie wiem

Kiedyś trudno było mi się przyznać do tego, że czegoś nie wiem. Wstydziłam się tego! Cały czas miałam kompleks dziewczyny ze wsi, która się nie zna, nie jest zbyt kompetentna, jest nieobeznana. Teraz wiem, że mam prawo, czegoś nie wiedzieć i mogę, o to dopytać. Gdy nie znam jakiegoś słówka, to po prostu zapytam. To normalne, że nie wiemy wszystkiego. Trochę mi to zajęło zanim to zrozumiałam. Jednak, gdy byłam w sytuacji, że czegoś nie rozumiałam, to po prostu – mogłam udawać debila, że niby wszystko wiem i nie dowiedzieć się, jak jest naprawdę albo przyznać się, że czegoś nie wiem i dopytać o to.

10. Ja

Emigracja nauczyła mnie siebie. Podczas tych trudnych i radosnych momentów w Niemczech zaprzyjaźniłam się z sobą, nauczyłam się szanować i akceptować swoje ciało, bardzo się rozwinęłam, oswoiłam ze swoim towarzystwem oraz zaczęłam ufać sobie i swojej intuicji. To dzięki temu, że tak wiele było na moich barkach, że musiałam stawić czoła tylu przeciwnością, zrozumiałam, że to ja jestem dla siebie najważniejsza.

Korekta: Anna Jakubowska

#7: Jak dbać o zdrowie psychiczne na emigracji?

#7: Jak dbać o zdrowie psychiczne na emigracji?

Doskwiera Ci samotność na emigracji? Tęsknisz za rodziną i nie umiesz sobie z tym poradzić? Całkowicie straciłaś pewność siebie i wiarę we własne siły? Zdrowie psychiczne na emigracji to temat, nad którym od dawna chciałam się pochylić, ale nie chciałam podejmować się go sama. Dlatego do rozmowy zaprosiłam to psychoterapeutkę poznawczo-behawioralną, która sama doświadczyła blasków i cieni emigracji – Magdalenę Kopenhagen.

Na emigracji często musimy zdefiniować siebie i swoją tożsamość na nowo, nieraz używając innego języka w komunikacji “zatracamy” poczucie dotychczasowego JA. Dodatkowo dzielimy nasz świat na dwie rzeczywistości – polską i emigracyjną. Często problemy z tych dwóch światów się nie pokrywają i nie potrafimy się w tym odnaleźć. Konfrontujemy się z życiem w związku na odległość, rozpadaniem starych znajomości i stresogennym środowiskiem nowej rzeczywistości – nowa praca, język, mieszkanie i kraj.

Linki do miejsc w sieci Magdaleny Kopenhagen:

Kopenhagen Academy
Instagram @magdalenakopenhagen.pl
Podcast Piękny umysł

O tym posłuchasz w podcaście “Jak dbać o zdrowie psychiczne na emigracji?“:

  1. Historia migracyjna Magdaleny Kopenhagen.
  2. Na jakie problemy psychiczne jesteśmy narażeni w kontekście emigracji?
  3. Emigracja jako czynnik stresogenny – nowy kraj, język, praca i środowisko.
  4. Wpływ stresu na stan naszej psychiki.
  5. Jak radzić sobie z samotnością na emigracji i tęsknotą za rodziną?
  6. Jak dbać o relacje na odległość z przyjaciółmi i rodzinom?
  7. W jaki sposób budować nowe relacje na emigracji?
  8. Brak pewności siebie i wiary w siebie przez barierę językową lub/i brak znajomości języka.
  9. Poczucie, że jesteśmy “gorsi”, że nie jesteśmy u siebie.
  10. Poczucie wstydu i porażki.
  11. Jak można zadbać o siebie już na etapie przeprowadzki? Jak się sobą zaopiekować?
#2: Początki na emigracji, czyli emigracja jako nauka chodzenia na nowo

#2: Początki na emigracji, czyli emigracja jako nauka chodzenia na nowo

Cześć! Witam Cię w kolejnym odcinku mojego migracyjnego podcastu. Ja nazywam się Martyna Michalak i mieszkam w Niemczech. W sieci znajdziesz mnie pod pseudonimem Migrantka. Na moim blogu migrantka.com podejmuję takie tematy jak emigracja, życie Polaków w Niemczech i opisuje moje przygody z Berlina, gdzie obecnie mieszkam. W tym odcinku podcastu opowiem Ci o początkach na emigracji, o tym, czego trzeba uczyć się na nowo, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości i jak wyglądały moje początki na emigracji.

W podcaście Marka Jankowskiego z Małej Wielkiej Firmy, który na co dzień mieszka w Anglii, usłyszałam kiedyś super zdanie, które powiedziałam Ci już na samym początku, czyli że emigracja to nauka chodzenia na nowo. Pozwoliłam sobie podwędzić tę sentencję, w sensie ukraść, bo to idealna metafora. Dokładnie tak jest! W dzieciństwie nauczyliśmy się chodzić, potem na podstawie wiedzy nawet jeździć rowerem czy biegać w maratonach, ale nagle ulegasz wypadkowi i łamiesz dwie nogi. Na rehabilitacji powoli dochodzisz do siebie i mimo że chodzisz całe swoje życie, musisz nauczyć się tego od nowa i powoli stawiasz każdy nowy krok.

I tak właśnie jest z emigracją! Od dzieciństwa ulegamy socjalizacji, czyli uczymy się norm i wartości społecznych oraz akceptowanych wzorów zachowań w danej zbiorowości. Czyli z polskiego na nasze uczymy się co nam wolno, a czego nam nie wolno w danym społeczeństwie i w zależności od kraju i narodu mogą to być zupełnie różne rzeczy. Wracając do meritum…

Początki na emigracji to również nowe normy społeczne

Wyjeżdżając do innego kraju, trzeba liczyć się z tym, że życie tam będzie przebiegać nieco inaczej. Nawet jeżeli będą to sąsiadujące Polsce Niemcy trzeba wziąć pod uwagę różnice kulturowe czy nowe normy społeczne i prawne. Normy społeczne wyznaczają nam pewne wzory zachowań i sposoby postępowania w konkretnej sytuacji. Mają charakter powszechny i ogólny, ponieważ dotyczą wszystkich osób w danej grupie społecznej. W socjologii są to społecznie akceptowane sposoby i środki osiągania celów. Każde społeczeństwo składa się z zasad, które mówią nam jak mamy osiągać dane cele oraz na tym, jakie cele powinniśmy osiągać.

Socjologiczne ujęcie norm społecznych

Przykładem wartości typowych dla naszych czasów, a więc inaczej – akceptowanych czy afirmowanych w naszej kulturze celów działania, będzie: standard życia, majątek, sława, wykształcenie, sprawność fizyczna, zdrowie. A przykładem norm zalecających uznane sposoby osiągania tych celów będzie: ambitna edukacja, wytężona praca, uparty trening, konsekwentna kariera. Normy społeczne określają nasze funkcjonowanie w obrębie grupy lub społeczeństwa. Normy można podzielić na moralne, religijne, zwyczajowe, obyczajowe i prawne. 

Takie normy społeczne można podzielić na nakazujące i zakazujące oraz najprościej wyrazić słowami “musi” lub “nie można”, “nie wolno”. W dzisiejszych czasach każdy musi mieć wykształcenie, kierowca nie może jechać pod prąd ulicy jednokierunkowej i nie można naruszać godności drugiego człowieka.

Są również w społeczeństwach przyzwolenia, które wyraża się słowami „może” albo „wolno”, czyli tutaj wolno palić, ale to nie znaczy, że jak nie jesteś palaczem, to musisz tutaj koniecznie zapalić. To tylko przyzwolenie. Staropanieństwo czy starokawalerstwo nie jest zakazanym celem życiowym, nawet gdy skądinąd uznaną wartością jest założenie rodziny. Podobnie rozrzutność nie budzi protestu, nawet gdy podkreślaną cnotą jest oszczędność. Konsumpcja nawet w ideologii ruchów antyglobalizacyjnych nie jest wartością, której należy zakazać, lecz co najwyżej nie trzeba jej afirmować ani propagować.

Następnie dochodzimy do zaleceń lub preferencji, które wskazują, co byłoby szczególnie godne uznania. Wyraża je zwrot: „dobrze by było, żeby…”. Na autostradach niemieckich, gdzie ogólnie nie obowiązują zakazy prędkości, są jednak znaki wskazujące prędkość zalecaną. Policja nie oczekuje, że wszyscy tam zwolnią, ani nie karze tych, którzy przyśpieszają, apeluje tylko w ten sposób do rozsądku.

Kończąc mój socjologiczny wykład, chodzi mi o to, że każde społeczeństwo ma różne zasady społeczne i różne wartości. Na to wpływają nie tylko obyczaje czy nasze przyzwyczajenia i automatycznie wypracowane wzory zachowań, ale również obowiązujące normy prawne. Tak jak podczas chodzenia – robimy to automatycznie, ale kiedyś musieliśmy się tego nauczyć.

Komunikacja miejska kraju przyjmującego

Przykładem może być tutaj kupowanie głupiego biletu na komunikację miejską. Najpierw trzeba dowiedzieć się, jaki jest rozkład stref i jak w ogóle funkcjonuje komunikacja publiczna w danym mieście. Trzeba zobaczyć, jakie bilety są dostępne i jaki bilet jest optymalny dla nas. Tego trzeba nauczyć się od nowa na emigracji, nie będzie to wyglądało tak samo, jak w Poznaniu czy Krakowie. Jedynym plusem jest to, że jeżeli już ogarniecie komunikację w jednym niemieckim mieście, to później będzie już łatwiej w kolejnym. Na moim blogu znajdziecie wpis o komunikacji miejskiej w Berlinie. Mi było dla przykładu o niebo łatwiej zrozumieć berlińską komunikację, bo znałam już tę z Monachium.

Bankowość nowego kraju

Początki na emigracji to również nowe konto w banku i takie zakładanie konta w banku i generalnie niemiecka bankowość również jest czymś zupełnie nowym. Jeżeli chodzi o bankowość, to uważam, że Niemcy są bardzo zacofani. W małych sklepach często nie ma możliwości płatności kartą, już nie wspomnę o płatnościach zbliżeniowych. Ja do tej pory nie mam takiej opcji na mojej karcie, bo kartę mam starą jeszcze z Monachium, której nie wymieniałam! Ha ha ha! Także muszę teraz wymienić, żeby mieć taką do płatności zbliżeniowych. A mieszkając w Polsce, studiując w Poznaniu, przed wyjazdem do Monachium, już wtedy miałam kartę zbliżeniową. Naprawdę tutaj są duże różnice, jeżeli mówimy o bankowości.

Obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne i prawo meldunkowe

Przyjeżdżając do Niemiec, trzeba również poznać dwie bardzo ważne zasady i normy społeczne, czyli obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego i posiadania meldunku. Pisałam już o tym wiele razy, ale będę o tym trąbić, ponieważ cały czas popełniamy te same błędy. Żeby początki na emigracji w Niemczech nie dały Ci się później we znaki, musisz o to zadbać. Po przyjeździe do Niemiec na stałe lub na dłuższy okres czasu musimy się zameldować pod wybranym adresem. Musicie również pamiętać, że my jako obcokrajowcy potrzebujemy zaświadczenia o meldunku w każdej urzędowej sprawie. Nasz dowód osobisty nie wystarczy. Naszym dodatkiem do dowodu powinien być zawsze meldunek, bo inaczej nie załatwimy wielu spraw w urzędach.

Trzeba również zadbać o ubezpieczenie zdrowotne! W Niemczech każdy, bez wyjątku, musi być ubezpieczony! Niektóre osoby, które mają uprawnienia do państwowego ubezpieczenia w Polsce (NFZ, EKUS), nie muszą dodatkowo ubezpieczać się w Niemczech. Jednak są to wyjątki!!! Są to przykładowo studenci, pracownicy przygraniczni, osoby na delegacjach w Niemczech czy wykonawcy prac sezonowych. Jednak trzeba upewnić się, czy ta wyjątkowa sytuacja faktycznie Ciebie dotyczy.

Korzystanie z ofert telekomunikacyjnych

Początki na emigracji i kontakt z rodziną z Polski, czyli następna sprawa to kupowanie karty SIM i korzystanie z telefonu. Może nie telefonu samego w sobie, ale z usług telekomunikacyjnych. Teraz w Polsce również to obowiązuje, ale kiedyś tego nie było – rejestrowanie użytkownika po zakupie karty SIM. Ja, gdy przyjechałam do Niemiec, to bardzo się tym zdziwiłam, bo w Polsce tego jeszcze nie było. I oczywiście wybór takiej karty! Teraz sama już nie wiem, jak to funkcjonuje, bo od wielu lat mam abonament. Ale na początku było to bardzo stresujące. Poza tym teraz moi rodzice ogarniają internety i mają różne komunikatory, dzięki którym możemy się komunikować, ale kiedyś potrzebowałam takie karty na telefon, żeby jeszcze dodatkowo móc dzwonić do Polski.

Szukanie mieszkania w nowym kraju

Kolejnym wyzwaniem, które na nas czeka na początku emigracji w Niemczech to szukanie mieszkania. Na ten temat powinnam nagrać osobny podcast, bo to temat tak złożony, to temat rzeka. Znalezienie mieszkania w Niemczech to ogromne wyzwanie! Trzeba mieć wiele wymaganych dokumentów. Wpis o tym, jakie dokumenty potrzebne są do wynajęcia mieszkania w Niemczech, również znajdziecie na moim blogu, ale chciałabym nagrać jeszcze taki podcast, żeby dać Wam jakieś wskazówki, jak takie mieszkanie znaleźć. Czasami wydaje się to wręcz niemożliwe. W Niemczech na jedno mieszkanie odbywają się castingi, niekiedy trzeba przyjść, przedstawić się, złożyć dokumenty i cierpliwie czekać. Innym razem wchodzi się zobaczyć mieszkanie z dwudziestoma innymi zainteresowanymi. Tak naprawdę tego mieszkania w ogóle w tym tłumie nie widać. Wtedy można tylko złożyć swoje podanie i modlić się o to, żeby się udało.

Abonamenty i umowy na dłuższy okres czasu

Następne, do czego trzeba się przyzwyczaić to to, że w Niemczech trzeba zwrócić uwagę na to, że gdy podpiszecie umowę na abonament na telefon, Internet lub gdziekolwiek indziej, to po jej zakończeniu umowa automatycznie się przedłuża na kolejny rok. A i nie licz na to, że dostawca Wam o tym przypomni! Zero maila, zero SMS, reklamy wysyłać potrafią, ale koniec umowy im jakoś zawsze przypadkiem umyka. A zrezygnować z takiej umowy trzeba trzy miesiące przed jej końcem. Trzy miesiące! To bardzo długi okres, dlatego trzeba na to szczególnie uważać. Jest to również ważne, nawet jeżeli nie chcecie zrezygnować z danej usługi, ale na przykład wynegocjować nowe warunki.

Zazwyczaj jest tak, że podpisujemy korzystną umowę na dwa lata i jak zapomnimy jej wypowiedzieć, to przedłuży nam się na kolejny rok, ale na gorszych zasadach. Dlatego warto zawsze dać znać swojemu dostawcy usług telefonicznych czy internetowych, że wiesz, że umowa się kończy i w sumie to może z niej zrezygnujesz i może wtedy da Ci fajną ofertę. Trzeba zwracać na to uwagę, ponieważ dostawcy mega to wykorzystują i cena potrafi zwiększyć się nawet o połowę po zakończeniu umowy. Osobiście uważam, że jest to okropna praktyka!!! Pamiętam, że w Polsce też tak kiedyś było i zostało to zmienione. W Niemczech jeszcze niestety nie. Jest to bardzo nienowoczesne podejście do klienta. Miejmy nadzieję, że kiedyś się to zmieni. 

Opłata za media w Niemczech

Kolejna sprawa: w Niemczech obowiązkiem każdego gospodarstwa domowego jest płacenie abonamentu na media. Po zameldowaniu się pod danym adresem dostaje się list o płatności na media i nieważne czy korzystamy z nich czy nie. Ja wiem, że większość nie korzysta z radia czy telewizji, ja również nie korzystam, ale płacić trzeba. I naprawdę trzeba! Nie tak jak w Polsce, że niby jest obowiązek, ale mało kto płaci. Tutaj nie płacąc tej opłaty, można sobie narobić sporego długu. Jeszcze raz podkreślam, że opłatę GEZ płaci się na gospodarstwo domowe, a nie od lokatora! Czyli mieszkanie, w którym mieszka sześcioosobowa rodzina opłaca ten abonament tylko raz.

Nowe święta, obrzędy i tradycje Początki na emigracji

Początki na emigracji nawet u naszych kulturowo bliskich sąsiadów to szereg obyczajowych niespodzianek. Przyjeżdżając do innego kraju, musimy również liczyć się z tym, że są tutaj obchodzone inne święta, niektóre świętuję się inaczej, a jeszcze innych, znanych nam z Polski, w ogóle się tutaj nie obchodzi. Jeszcze z Niemcami jesteśmy w miarę blisko kulturowo, więc część znanych nam do tej pory tradycji jest obchodzona również tutaj, chociaż niektóre w inny sposób. W przypadku innych kultur koniecznie trzeba wziąć to pod uwagę.

Na początku emigracji w Niemczech trzeba zwrócić uwagę na inny rozkład dni wolnych czy dni świątecznych. A na dodatek zobaczyć, czy zamieszkiwany przez nas land obchodzi dane święto czy nie. Niemcy to kraj federalny, co w praktyce odnośnie do świąt oznacza, że świąteczne dni wolne inaczej rozkładają się różnie w zależności od zamieszkiwanego landu

Na emigracji uczymy się od lokalsów również nowych świąt, nowych tradycji czy obrzędów. Ja w Monachium poznałam np. Fashing i Oktoberfest, czyli wielkie święto piwa, które jest popularne na całym świecie.

W Niemczech bardzo rzuciło mi się w oczy poszanowanie innych religii i to, że różne religie są zauważane w codzienności. W Polsce wychowujemy się w katolickim kraju i wszystko jest podporządkowane tej jednej religii. Wszystko kręci się wokół świąt kościelnych wiary katolickiej. W Niemczech w zależności od landu jest również wielu wyznawców katolicyzmu jak np. w Bawarii, ale również wiele ewangelików i jeszcze innych religii. Dlatego np. na Bawarii większość dni wolnych to katolickie święta, ale przykładowo w Berlinie jest już inny rozkład świąt.

Początki na emigracji i nowe rytuały społeczne

Na emigracji musimy liczyć się również z tym, że w nowym kraju mogą obowiązywać inne rytuały społeczne. W każdym społeczeństwie można wychwycić różne rytuały. W Niemczech żyje się szybko i pędzi do przodu jak to w niemal każdym kraju zachodnim. Starsi Niemcy cenią sobie jednak poranną kawę i poczytanie w spokoju gazety jeszcze przed pracą. Gdy pracowałam w Niemczech w kawiarni, bardzo mnie to zdziwiło. Codziennie rano, przed swoją pracą, przychodziły na swoją ulubioną kawę te same osoby z sąsiedztwa i popijały w spokoju kawkę przy czytaniu codziennej prasy. Niektórzy emeryci przychodzili nawet o tej samej godzinie i wychodzili o tej samej. Przykładowo przychodzili codziennie o godzinie 11, siedzieli do 12 na kawie i o tej godzinie wychodzili z kawiarni! I tak codziennie!

Przerwy w pracy to świętość!

Wspomnę jeszcze o zupełnie innym podejściu do pracy. Niemcy celebrują przerwy w pracy, przerwa obiadowa to dla nich naprawdę przerwa! Idą coś zjeść, rozmawiają, rozluźniają się. Ta przerwa jest bardzo ważnie nie tylko dla pracowników, ale również dla pracodawców, ponieważ wówczas ludzie z jednej firmy mają okazję ze sobą swobodnie porozmawiać i się integrować. U mnie w pracy wszyscy Ci, co mają coś do jedzenia, siadają przy jednym stole i wspólnie jedzą, a druga grupa idzie coś kupić do jedzenia na mieście i dołącza do tych, którzy już siedzą przy stole. Są również różne rytuały dotyczące przerwy w pracy. Przykładowo u nas w środy wystawiany jest obok biura ryneczek z lokalnymi przysmakami i w środy chodzi się właśnie tam podczas przerwy obiadowej.

Ordnung muss sein!

Jeżeli chodzi o system pracy w Niemczech, to zaskoczyła mnie organizacja. Każda praca, jaką wykonywałam w Niemczech, nieważne czy była to praca w kawiarni czy w agencji reklamowej, miała swoją strukturę. Tutaj objawiało się słynne powiedzenie “Ordnung muss sein”. Każde zadanie pracownika jest zarządzane w ramach danej struktury! Każde działanie można jeszcze bardziej zoptymalizować. Dzięki tej organizacji praca jest po pierwsze łatwiejsza, bardziej jasna, bo ma się do czynienia z konkretnymi obowiązkami. Nie mówię, że tak jest wszędzie, mówię jedynie o swoich doświadczeniach. Po drugie nowa osoba, która przychodzi do pracy, może się szybciej wdrożyć. Te zasady są czasami spisane na kartce papieru.

Mistrzowie small talku!

Jeżeli jesteśmy w temacie rytuałów, to powiem jeszcze o niemieckiej, jakby to nazwać, etykiecie. Wielu powie, że Niemcy są mili, ale te miłe relacje z nimi są dość płytkie. I to jest poniekąd prawda, bo Niemcy są nauczeni small talku. Oni potrafią prowadzić miłe rozmowy o niczym, zagadywać do innych, zainteresować się kimś, jednocześnie nie mówiąc nic konkretnego. Ja nie wiem, jak oni to robią. Nie ważne czy przychodzą odebrać swoją ulubioną kawę czy rozmawiają z koleżanką z pracy. Niemcy budują ten ludzki kapitał, mają wiele miłych relacji z ludźmi, ale trudniej wchodzą w głębokie relacje społeczne i przyjaźnie.

Frustrujące początki na emigracji

Opowiem Ci tylko jeszcze o trudnościach i jak wyglądały moje początki na emigracji. Po moim przyjeździe do Niemiec pewnie jak wielu Polaków doznałam szoku kulturowego. Wiele rzeczy było dla mnie kompletnie nowych, nie znałam języka i bardzo trudno było mi to wszystko ogarnąć. Dodatkowo w głowie miałam jedną myśl: znajdź i zacznij szybko jakąkolwiek pracę i zacznij zarabiać pieniądze. W końcu taki był cel mojego wyjazdu za granicą, a poza tym nie miałam wielkich oszczędności.

Na początku bardzo źle trafiłam. Czteropokojowe mieszkanie, z naprawdę okropnymi ludźmi. My niestety jechaliśmy “na ślepo”, na wyczucie. Zaufaliśmy, jak się okazało niepotrzebnie, koledze, który również wynajmował pokój w tym mieszkaniu. Na szczęście byliśmy w tym razem. Gdy jedno nie miało siły, drugie po prostu musiało mieć energię, by ciągnąć nas do przodu. 

Jeżeli słucha mnie ktoś, kto mieszka na Bawarii lub w innym dużym mieście w Niemczech doskonale wie, czym jest wyzwanie znalezienie mieszkania. Dlatego wiedziałam, że nie było wyjścia. Musieliśmy po prostu zostać na razie w mieszkaniu, do którego trafiliśmy na początku – z pijakami, palaczami (tak, palili nawet w kuchni) i chorymi akcjami w każdy weekend. Cóż, trzeba było po prostu zagryźć zęby!

Po pewnym czasie udało mi się jakimś CUDEM znaleźć kawalerkę, pomogli mi w tym ludzie, których spotkałam na swojej drodze w Monachium. Pomógł mi wtedy mój ówczesny pracodawca, a w sumie tak naprawdę jego żona. Za co jestem jej bardzo wdzięczna, mimo że nasze drogi później się rozeszły. Miałam po prostu szczęście, bo starsza pani, która wynajmowała kawalerkę po poznaniu mnie, po prostu mi zaufała i wynajęła mieszkanie. I tak udało się zacząć od nowa, na swoim. To był naprawdę cud!

Nie zapominaj o swoim celu!

Dlaczego o tym mówię? Bo wiem, że początki na emigracji zazwyczaj są do kitu. Wyjątkiem jest przyjazd do rodziny lub do znajomych, ale wtedy może na innym polu spotka Cię horror, czego Ci oczywiście nie życzę. Chcę Ci powiedzieć, że może być lepiej i że będzie lepiej, że z każdego dołka jest wyjście. Jak ja tutaj trafiłam, byłam przerażona. To tak to tutaj wygląda? Ja byłam świeżo po studiach, po mieszkaniu we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu, gdzie się razem bawiliśmy, śmialiśmy i wspólnie spędzaliśmy czas. A tutaj? Nie chcę nikogo obrażać, ale powiem to – patola, która w tygodniu całe dnie pracuje, a w weekend pije na potęgę. I ja myślałam, że wszyscy Polacy tutaj tacy są. Ja byłam naprawdę przerażona, jak to tutaj wygląda!

Ucz się języka niemieckiego!

Także chcę Ci tylko powiedzieć, że początki są do dupy. Jeżeli Twoje nie były, to gratuluję i zazdroszczę. 🙂 Pamiętaj jednak, że przyjdzie dobre. Najważniejsze, żeby w swojej głowie ustalić sobie, czego od emigracji się oczekuje, czego się chce. Ustalić sobie, jak do tego można dojść. Najważniejsze to zacząć uczyć się języka niemieckiego i o tym nagrałam właśnie pierwszy odcinek. Uważam, że to jest podstawa dalszego rozwoju. Najważniejsze to mieć swój cel i nie przejmować się ludźmi dookoła. Jeżeli trafiłaś do mieszkania z dziwnymi ludźmi – rób swoje. Jeżeli w pracy masz chamskich współpracowników – rób swoje. Wiedz, że Ty ze swoimi planami na rozwój, na naukę języka niedługo zmienisz pracę. Potem zmienisz mieszkanie. Oni pewnie do końca życie będą tam gnili, wyzywali się nawzajem i żyli od afery do afery.

Nie dawaj się wykorzystywać! Początki na emigracji

Nie patrz na innych i nie dawaj się wykorzystywać, nie daj sobie wmówić, że „tak trzeba”. Nic nie trzeba. Ustal sobie swoje priorytety i staraj się do nich dążyć. Jeżeli masz kurs niemieckiego codziennie wieczorem, to gdy zadzwoni zaaferowana szefowa, że masz coś natychmiast zrobić. To zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, co jest dla Ciebie ważniejsze – język czy robienie dobrze pracodawcy? Pracy, tutaj w Niemczech, jeżeli jeszcze wykonuję się pracę fizyczną, na początku jest naprawdę dużo. Ja wiele razy rezygnowałam ze swoich planów, bo polscy pracodawcy, u których pracowałam na samym początku, mieli taką organizację w firmie, że co chwile miałam telefon, że na gwałt jestem gdzieś potrzebna. Jak dzwonił do mnie telefon, to automatycznie byłam zestresowana. A bo ktoś nie przyszedł, a bo szefowa się źle czuje. A ja co robiłam głupia? Ubierałam się i jechałam. Teraz oczywiście bym tego nie zrobiła. Dlatego mówię to do Ciebie!

Nie bój się zmian już na pierwszym etapie!

Zostawiam Cię tutaj z Twoimi przemyśleniami, zobacz czy nie jesteś teraz w takiej sytuacji i czy nie masz z niej wyjścia. Pamiętaj, że jeżeli jest to praca fizyczna, którą wykonujesz, bo jesteś jeszcze na początku swojej drogi, to jest takiej pracy bardzo dużo. Jeżeli jedna firma Ci nie odpowiada, to zmień ją na inną. Jeżeli w danej firmie pracodawca jest nieuczciwy lub masz chamskich współpracowników, to nie bój się odejść! Szukaj nowej pracy i zmieniaj ją jak najszybciej, im szybciej, tym lepiej! 


Zakończenie odcinka podcastu „Początki na emigracji”

Jeżeli podobał Ci się ten odcinek, to podziel się nim ze swoimi znajomymi i rodziną. Dzięki temu będę mogła również im opowiedzieć swoją historię. Daj go posłuchać swojej mamie, która mieszka w Niemczech lub swojemu przyjacielowi czy przyjaciółce. Pamiętaj, że w sieci znajdziesz mnie na moim blogu migrantka.com, gdzie chętnie odpowiadam na wiele pytań i wątpliwości. Nie jestem żadną ekspertką, jestem dziewczyną, która przyjechała za granicę tak jak Ty i sama próbowała ogarnąć nową rzeczywistość. Nie mówię o rzeczach, na których się nie znam, ale zawsze skieruje Was w odpowiednie, sprawdzone miejsce, gdzie znajdziecie pomoc.

Dziękuję Ci serdecznie za wysłuchanie tego odcinka i do usłyszenia następnym razem! 🙂