fbpx
Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie, czyli pamięć o bezsensie wojny!

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie, czyli pamięć o bezsensie wojny!

Podczas spaceru moją uwagę, już po raz kolejny, przykuł bardzo charakterystyczny budynek. W ostatni weekend miałam sporo czasu, więc w końcu poszłam przyjrzeć mu się z bliska. Atmosfera tego miejsca kompletnie mnie zachwyciła, a jego historia na tyle mnie wciągnęła, że postanowiłam o niej napisać. Kościół Pamięci na Breitscheidplatz lub inaczej Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie, bo to o nim mowa – jest niemieckim “pomnikiem” antywojennym. Jesteście ciekawi jego historii?

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie z lotu ptaka

Książe Kartaczy i miniona moda na bokobrody

Aby zrozumieć magię tego miejsca, trzeba cofnąć się do XIX wieku. Właśnie wtedy, w 1895r. odbyło się poświęcenie kościoła. Jego budowę zawdzięczamy Wilhelmowi II, który w ten sposób oddał cześć swojemu dziadkowi. Jego dziadek, zwany także Księciem Kartaczy, jak dla mnie najbardziej wyróżniał się swoimi bujnymi bokobrodami i zawsze po tym, rozpoznaje go na fotografiach. Kiedyś to była moda! 🙂

Wilhem I
Cesarz Wilhelm I

Budynek zaprojektował w stylu neoromańskim Franz Schwechten, na wzór architektury nadreńskiej. Na terenie ówczesnych Niemiec był to jedyny i pierwszy budynek tego typu, przez co zapoczątkował nowy nurt w architekturze. Jednak była to nowość tylko dla Prus, ponieważ tak naprawdę kościół był prawie dokładną kopią świątyń z Nadrenii. Czaicie?

Koleś całkowicie przywłaszczył sobie projekty innych architektów, trochę je zmiksował i nikt nie oskarżył go o złamanie praw autorskich! Cóż… dzisiaj miałby nie małe problemy, ale kiedyś nie przejmowano się takimi sprawami. 🙂

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie i jego budowa

Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma w Berlinie miał pięć wysokich wież, z których główna miała 113 m. Była jednocześnie najwyższym punktem Berlina w tamtych czasach (do 1920 r.). Kamień węgielny na fundamenty budynku położono w 1891 r. w dzień urodzin jego imiennika (Cesarza Wilhelma I), czyli 22 marca.

Przy budowie dziennie pracowało 550 robotników. Koszty budowy wyniosły około 7 milionów marek w złocie, dzisiaj byłoby to aż 45 mln euro! Trochę się chłopak wykosztował, ale widocznie jego dziadek był faktycznie tego wart. W końcu prezydent i król Prus, pierwszy niemiecki Cesarz, przykładny generał, a w dodatku taki przystojniak! Myślę, że wojowniczy Wilhelm I był niedoścignionym idolem dla swojego wnuka, który od dziecka też namiętnie walczył… ale z kalectwem lewej ręki.

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie w roku 1904.

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie jest kościołem ewangelickim, ale w jego wnętrzu, oprócz symboli religijnych znajduje się wiele scen z życia Wilhelma I. Płaskorzeźby oraz mozaiki przedstawiają historię panowania Cesarza – od daty narodzin, poprzez objecie władzy, aż po datę jego śmierci. Nie brakuje w nim również sagi całego rodu Hohenzollernów (z którego wywodził się zarówno Wilhelm I jak i jego wnuk) oraz scen z walk wyzwoleńczych i z wojny prusko-francuskiej, w której to Wilhelm I okrył się sławą. Wyobraźcie sobie teraz, że w Waszym parafialnym kościele wiszą zdjęcia Andrzeja Dudy, Jarosława czy Macierewicza i całej sagi rodu PiSowskich! Raczej jak dla nas nie do przyjęcia, ale kiedyś było to całkiem normalne.   

Czasy wojenne i powojenne Kościoła Cesarza Wilhelma

Niestety podczas bombardowania Berlina w 1943 r. ten monumentalny kościół legł  w gruzach. Dokładnie w nocy z 22 na 23 listopada w czasie brytyjskich nalotów na III Rzeszę… Skutkiem było załamanie się dachu nad nawą oraz uszkodzenie wieży głównej, która od tamtej pory mierzy już „tylko” 71 m, zamiast 113.

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie w 1982 roku

Po II wojnie światowej przyszedł czas na odbudowę i sprzątanie miasta. Zaczęto się zastanawiać, co zrobić z ruinami Kościoła Pamięci Cesarza Wilhelma I. Niektórzy mieli pomysł całkowitej odbudowy kościoła. Inni jakże „wybitni”, ówcześni architekci chcieli go kompletnie zburzyć i postawić na jego miejscu nowy. Pozostali chcieli wewnątrz ruin wznieść szklaną świątynie. Jesteśmy szczęściarzami, że mamy możliwość chociaż zobaczyć część katedry. W 1957 roku konkurs architektoniczny na przebudowę kościoła wygrał zwolennik drugiej idei – Egon Eierman!

I w tym momencie historii na coś w końcu przydała się demokracja. Projekt wywołał tak burzliwą debatę publiczną, że ostatecznie uzyskano kompromis. Postanowiono zostawić główną wieżę, która dziś jest sercem tych okolic. Eierman zaprojektował tylko budynki stojące wokół Kościoła Pamięci i nawet nie chce sobie wyobrażać jak wyglądałaby całość jego projektu. Szczerze? Nie wiem, może się nie znam, ale jak dla mnie jego budynki kompletnie szpecą urok tego miejsca. Uwielbiam zabytki czy mury starych budowli, gdzie czuje się tego niepowtarzalnego ducha historii, a tutaj te budynki à la modern trochę psują tę atmosferę. A jak Wy myślicie?

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie  obecnie
By Anagoria (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia Commons

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie dzisiaj

Rekonstrukcja części świątyni oraz budowa nawy, dzwonnicy, kaplicy i kruchty wg E. Eierman’a ruszyła w 1959 roku. I już w 1961 r. ruiny kościoła wraz z dzwonnicą zostały otwarte. Budowa hali dziękczynnej oraz kruchty ostatecznie zakończyła się 1963 r. Według mnie mimo, że wnętrze hali wygląda dość interesująco, z zewnątrz budynki przypominają najzwyklejsze kloce i psują magię ruin. Na ich „wyjątkowość” ma składać się to, że zbudowane są na podstawach o „niesamowitych” kształtach – tj. ośmiokąta, sześciokąta i jakże wyczekiwanego czworokąta! Totalnie kreatywne!

Wnętrze hali obok Kościoła Cesarza Wilhelma w Berlinie
Fot. Migrantka

​​W środku, w hali pierwsze co nas uderza to niesamowite niebieskie światło, które dociera do nas przez 30 tysięcy szklanych elementów i zawdzięczamy je francuskiemu malarzowi na szkle Gabrielowi Loire. I uwaga, uwaga jest tam coś w końcu projektu Eierman’a co mnie urzekło, a mianowicie… chrzcielnica. Jest faktycznie wyjątkowa, pomimo, że jest bardzo prosta i skromna. Jeżeli chodzi o piękne dźwięki płynące do nas z górnego chóru, które szczęśliwym trafem także udało mi się usłyszeć, to zasługa wielkich organów składających się z 5 tysięcy rur. I jak już jesteśmy przy muzyce, to muszę Wam jeszcze wspomnieć o dzwonnicy. Znajduję się w niej sześć brązowych, ogromnych dzwonów.

Po to, by nigdy nie zapomnieć!

Dzisiaj Kościół Pamięci jest miejscem często odwiedzanym przez turystów. W środku pozostałości po Kościele Pamięci możemy zobaczyć pamiątki jego XIX-wiecznej świetlności i uświadomić sobie jak niszczycielskie i bezsensowne są wojny. Na sklepieniu piękne niegdyś obrazy i mozaiki, dziś poprzecinane są pęknięciami od uderzeń bomb. Po kolorowych witrażach zostały tylko puste dziury…

Kościół Cesarza Wilhelma w Berlinie

We wnętrzu poznamy nie tylko historię kościoła, ale również możemy przeczytać informację o Wilhelmie I. Możemy popatrzeć na jego bokobrody i poczytać o budowie świątyni oraz o jej bombardowaniu i losach powojennych. A jak chcecie zobaczyć jak ten kościół wyglądał kiedyś to zachęcam do wejścia do środka. Znajduję się tam wiele starych fotografii, rysunków i projektów, a także makieta, która przedstawia jak usytuowana była świątynia na  Breitscheidplatz kiedyś i jak to wygląda w porównaniu do teraz.

Gwoździe z Coventry

W środku stoi kolejna ofiara wojny, tj. duża rzeźba Chrystusa, która jak wnioskuje po przewertowaniu starych zdjęć, stała wcześniej przy głównym ołtarzu. Bombardowanie trochę ją uszkodziło i taka biedna, poszkodowana zdobi wnętrze dzisiejszych ruin.

Obok niej stoją dwa wyjątkowe krzyże. Jeden krzyż jest prawosławny, a drugi – Krzyż z Gwoździ – Kościół Pamięci otrzymał w 1987r. z Katedry w Coventry na znak pojednania. Tamtejsza katedra została zniszczona podczas niemieckich nalotów na Anglię, a Kościół Wilhelma w Berlinie podczas nalotów aliantów na III Rzeszę.

Jak dla mnie ten Krzyż jest symbolem całego bezsensu wojny. Jedna piękna katedra została zniszczona i pozostały z niej tylko ruiny i gwoździe z jej dachu, które uformowano w krzyże. Po to, by jeden z nich przekazać drugiej pięknej zniszczonej już świątyni na znak pojednania.


Jesteś w Berlinie? Mieszkasz tutaj lub po prostu odwiedzasz miasto? Nie masz pomysłu na spędzenie dzisiejszego dnia? Przejdź się na spacer na  Breitscheidplatz! Wielu ludzi robi sobie zdjęcia przed Kościołem Pamięci, nawet nie wchodząc do środka! A naprawdę warto! Wejście do kościoła nic nie kosztuje, a nawet można załapać się na darmowego przewodnika! Więcej dowiesz się w moim wpisie o wnętrzu Kościoła Pamięci.


.
Kościół Pamięci w Berlinie – wnętrza noszące znamię wojny

Kościół Pamięci w Berlinie – wnętrza noszące znamię wojny

Jesteś już po lekturze mojego wpisu o historii Kościoła Pamięci Cesarza Wilhelma I w Berlinie? Czyli już doskonale wiesz dlaczego, kiedy i jak został zbudowany. Teraz najwyższy czas rozejrzeć się w środku! Pewnie nie raz przechodziliście koło tego budynku, ale czy byliście już w środku? Jeszcze nie? A to błąd, bo warto! Choćby na moment zobaczyć, jak wygląda Kościół Pamięci w Berlinie od wewnątrz!

Kościół Pamięci w Berlinie jako jedyna droga do Boga

“Ich bin der Weg und die Wahrheit und das Leben; niemand kommt zum Vater denn durch mich.”
Mozaika z Kościoła Pamięci w Berlinie
Fot. Migrantka

Jest to cytat z Ewangelii wg św. Jana i oznacza “Ja jestem drogą i prawdą, i życiem; nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie”. Ten napis zobaczycie spoglądając w górę, zaraz po wejściu do Kościoła Pamięci. Znaczenie religijne jest w tym przypadku dość jasne i oczywiste. Zatem chcę Wam opowiedzieć o znaczeniu symbolicznym tego napisu w tym konkretnym miejscu na suficie.

Jest to ciekawostka, albowiem mozaika ta znajduje się na suficie nad wejściem i zarazem wyjściem ze świątyni. Czyli wierni wchodząc i wychodzą przechodzili pod tym obrazem i cytatem, a więc była to… jedyna droga do Boga czy Ojca. Taka bardzo ciekawa gra słów i znaczeń.

Ktoś sprytnie sobie to wymyślił. Wierni musieli przejść “przez” Jezusa (bez względu czy chcieli czy nie). Musieli, po prostu przejść pod tym obrazem, żeby wejść to tego domu bożego i trafić prosto pod oblicze Boga Ojca.

Losy familii Hohenzollern jako zdobienia Kościoła

Na ścianie, od razu nad wejściem znajdziecie potwierdzenie moich słów, żeby nie było, że sobie coś wymyślam. “WILHELM I; KÖNIG VON PREUßEN; DEUTSCHER KAISER”. Ten napis pokazuje, że Kościół Pamięci w Berlinie nosi imię Cesarza i tym samym powstał na jego cześć i ku pamięci

Mozaika z Kościoła Pamięci w Berlinie
Fot. Migrantka

Zaraz obok przedstawione są losy rodu Hohenzollern’ów. Dookoła sufit jest kolejno ozdobiony różnymi postaciami całej familii oraz motywami religijnymi. Ściana na przeciwko wejścia “wyścielona” jest płaskorzeźbami i tu już konkretnie lecą fakty z życia Wilhelma I

Płaskorzeźba z Kościoła Pamięci w Berlinie
Fot. Migrantka

Piękna pani, która stoi i trzyma tarczę z 1797 rokiem – to mama Wilhelma I z datą jego urodzin. A na środku, jak na wojownicze życie Wilhelma przystało, obraz wojny i teraz zgadujcie, który to jest nasz Cesarz? Tak, tak to ten na koniu, jako jeszcze bardzo młody i jeszcze nie naznaczony bokobrodami chłopak. Pan, po prawej stronie, z rokiem 1813 symbolizuje wygraną nad wojskami Napoleona i początek końca jego epoki w Europie.

Płaskorzeźba z Kościoła Pamięci w Berlinie
Fot. Migrantka

Na następnej płaskorzeźbie mamy już koronowanie Cesarza. Od lewej rok 1870 to data zjednoczenia ziem niemieckich i początek cesarskiej kariery Wilhelma.

I w końcu, na środku mamy wytęskniony wizerunek Cesarza, który znamy i lubimy – już z bujnym zarostem. A na koniec jakże smutna data – 1888 – rok śmierci Wilhelma I, a także tzn. Rok Trzech Cesarzy. W tym roku, jak sama nazwa wskazuje, na niemieckim tronie zasiadało trzech cesarzy: Wilhelm I, jego syn Fryderyk III Hohenzollern i ukochany wnuk Wilhelm II.

Dzieje budynku Kościoła Pamięci w Berlinie

Na ścianach wnętrza kościoła mamy również wiele fotografii, starych szkiców i dużo faktów z dziejów budynku. Ja szczególną uwagę zwróciłam na makietę, na której wyraźnie widać jaka jest różnica między kościołem kiedyś a dzisiaj. Musicie wiedzieć, że mam nie małe problemy z orientacją przestrzenną, dlatego uwielbiam takie makiety, które czarno na białym pokazują co i jak. 😛

Interesująca jest również “ścieżka” historii Kościoła Pamięci w Berlinie. Na półkolistej ścianie kolejno przedstawione są unikatowe zdjęcia losów kościoła. Dowiedzie się tam kiedy, jak i dlaczego został wybudowany. Jak wyglądała jego historia podczas rządów Hitlera oraz co stało się z nim po wojnie. Więcej informacji znajdziesz w moim wpisie o historii Kościoła Pamięci w Berlinie.

https://migrantka.com/2020/01/15/kosciol-cesarza-wilhelma-w-berlinie/

Kościół Pamięci w Berlinie można zwiedzić z darmowym przewodnikiem

A na koniec słowo o darmowym oprowadzaniu przez przewodnika. Odbywa się to w języku niemieckim i trwa około 30 minut. Po prostu jedna z pań (w moim przypadku to były panie, ale nie wykluczam też pana), które siedzą w sklepiku na środku wstaje, zaczyna opowiadać i pokazywać co i jak.

W niedziele jest także zwiedzanie chóru w Hali Dziękczynnej, a tym samym możliwość zobaczenia z bliska organów – ale musicie to sprawdzać na stronie, bo jest to dość nieregularne. Oczywiście można przewodnika zamówić na specjalną godzinę, bardziej dokładnego, tematycznego, dla dzieci, w różnych językach itd., ja po prostu wyróżniam najbardziej ekonomiczną opcję.

I jeszcze bardzo przydatne – strona internetowa Kościoła Pamięci, na której znajdziecie najnowsze wiadomości, terminy koncertów organowych, dodatkowe opcje zwiedzania i inne ciekawe wydarzenia.



Haribo smak radości?!

Haribo smak radości?!

Tym artykułem chcę rozpocząć całą serię wpisów o niemieckich markach i firmach, które są rozpoznawalne na całym świecie. Od razu powiem, że nie namawiam do jedzenia żelek marki Haribo! Co więcej, sama ich również JUŻ nie jem, ponieważ mają w składzie żelatynę. Chcę nakreślić tylko historię marki i opisać ciekawostki na temat jej powstawania. Interesuję mnie tutaj firma sama w sobie, a niekoniecznie jej produkty. 🙂

HARIBO – Hans Riegel z Bonn

Zastanawiacie się skąd pochodzi dziś tak popularna i oryginalna nazwa producenta żelek? Haribo to złączenie pierwszych liter twórcy marki i miasta założenia, to po prostu skrót od HAns RIegel BOnn.

W 1920 roku cukiernik Hans Riegel z Bonn, jedynie z przysłowiowym workiem cukru (tak naprawdę jeszcze z piekarnikiem, blatem i krzesłem), założył firmę Haribo, którą dzisiaj zna cały świat. Hans Riegel urodził się w 1893 roku w okolicach Bonn (dokładnie w Friesdorf), wykształcił się na cukiernika i w wieku 27 lat otworzył swoją własną firmę, którą nazwał właśnie Haribo. To kolejny przykład wielkiej kariery i wielkiej firmy, która powstała z niczego.

Haribo to firma rodzinna. Pierwszym pracownikiem była żona Hansa – Gertruda – i to z nią Hans budował podwaliny dzisiejszego sukcesu. Razem rozwozili swoje produkty rowerami, zanim kupili pierwsze auto dostawcze. Gertruda przejęła również kontrolę nad firmą po śmierci męża w 1945 roku i przez rok zajmowała się przedsiębiorstwem. Później opieka nad rodzinnym interesem należała do dwóch synów Hansa i Paula.

Pochodzenie nazwy marki Haribo

Tańczące miśki

Dwa lata od powstania firmy, w 1922 roku, Hans wypuścił na rynek prototyp współczesnych niedźwiadków z cukru. Tanzbären, czyli tańczące misie były pierwszym kultowym produktem marki Haribo. Były to misie szczuplejsze (bo tańczyły, wiadomo :P) i nieco wyższe niż dzisiejsze znane nam “miśkowe” żelki.

Kolejnym topowym wytworem marki były wyroby z lukrecji zapoczątkowane w 1925 roku. Najbardziej popularny był lukrecjowy ślimak.

Lata 30. to przełom dla marki żelek Haribo. Znana już na terytorium Niemiec firma słodyczy zatrudniała 160 pracowników i zakończyła budowę fabryki w Bonn, w której do czasów wojny pracowało aż 400 osób.

Teddybären

Teddybär, czyli niedaleki krewny tańczącego miśka pojawił się na rynku cukierniczym w latach 30. Misiek
Teddybär powstał na cześć Teodora Roosevelta, który jako myśliwy najbardziej ukochał sobie niedźwiedzie.
Teddybär był nieco mniejszy niż tańczący misiek i okrąglejszy, w skrócie – podobny do mnie – mały i krągły. 🙂

Wraz z wprowadzeniem na rynek kolejnego “żelkowego” misia powstaje do dzisiaj rozpoznawalny slogan reklamowy “HARIBO macht Kinder froh“, polskie “Haribo smak radości”.

Smak radości czy smak wojny?

W czasach II wojny światowej firmę Hansa dopadł kryzys chociażby poprzez brak surowców. Z 400 pracowników przed wojną zostało jedynie 30 osób, dodatkowo w 1945 roku zmarł właściciel firmy. Po jego śmierci władzę nad przedsiębiorstwem przejęła jego żona Gertruda.

Synowie Hansa i jego żony – Paul i Hans – byli jeńcami wojennymi i wrócili do domu rok po zakończeniu działań wojennych. I to właśnie wtedy synowie przejęli opiekę nad Haribo i postawili firmę ojca z powrotem na nogi po czasach wojny i nieurodzaju.

Już pięć lat po wojnie firma znów królowała na rynku i w 1950 roku zatrudniała 1000 pracowników. Hans zajmował się marketingiem, a Paul był odpowiedzialny za produkcję. Paul jest także wynalazcą maszyny do zawijania ślimaków z lukrecji, a Hans jest autorem wielu reklam Haribo.

Kultowy produkt – Goldbären

Złoty Miś narodził się w 1960 roku i to jest ten niedźwiadek, którego wszyscy dzisiaj znamy z paczek żelek Haribo. Lata 60. to również czas wyemitowania reklam Haribo w telewizji (1962 r.).

Wówczas również do sloganu reklamowego “HARIBO macht Kinder froh” dołączyła końcówka „und Erwachsene ebenso“ . Po dziś dzień to hasło reklamowe jest motywem przewodnim wszystkim kampanii i sloganów promocyjnych marki.

W 1967 roku żelki Haribo w kształcie małego, słodkiego misia oficjalnie opatentowano jako znak firmowy marki.

Jedna z pierwszych reklam Haribo
Źródło: YouTube

Wraz z rozwojem marki zmieniała się również szata graficzna opakowań produktów. W 1989 roku pojawia się na opakowaniu żółty miś i opakowanie staje się nieco jaśniejsze – złote. Przez kolejne lata firma Haribo zaczyna produkować inne produkty i przejmować inne marki słodyczy – np. pianki Chamallows. Żelki przez lata są również doskonalone w smakach, dodawane są przeróżne formy, takie jak żelki kwaśne lub z sokiem owocowym w środku.

Zmiany w wyglądzie opakowań marki
Źródło: www.haribo.com

Złe misie

Produkcja pysznych żelek wiąże się z wieloma pytaniami o zabarwieniu moralnym. Firma Haribo nie jest wolna od kontrowersji i afer – chociażby w 2012 roku wypłynęła afera, że w brazylijskiej fabryce marki do pracy podobno zatrudniane były dzieci. Wzbudziło to ogólne oburzenie, że dzieci z tzw. trzeciego świata muszą pracować, by dzieci w Europie mogły zjeść słodkiego misia. Nie da się również ukryć, że żelki Haribo to produkt niezbyt zdrowy i niekoniecznie dobry dla organizmu. Chociaż w opinii publicznej może tak jest. Jeżeli ktoś jest zainteresowany produkcją żelek, opinią publiczną na ich temat i problemami strefy moralnej z tym związanymi to polecam poniższy film.

Film o Haribo – produkcja, kontrowersje
Źródło: YouTube

Jeden magazyn opisuje także problemy wewnętrzne firmy, które marka uznaje za oszczerstwa. Jak jest naprawdę? Tego nie wiem. Sprawa jest całkiem świeża, bo pochodzi ze stycznia tego roku, więc może jeszcze dojdzie do jakiegoś rozwiązania.

Czy polecam? Nie. Czy jadam? JUŻ nie. Interesuje mnie tylko strona marketingowa i historyczna. 🙂 Na mapie Niemiec i w historii miasta Bonn firma Haribo odgrywa bardzo ważną rolę. Nie oceniam. Każdy je to, na co ma ochotę.

Jarmarki bożonarodzeniowe i ich historia

Jarmarki bożonarodzeniowe i ich historia

Obecnie, nieomal w każdym mieście, czy to w polskim czy niemieckim, w okresie przedświątecznym można napić się grzanego wina i zjeść specjały danego regionu na celowo zbudowanych na tę okazję jarmarkach. Jarmarki bożonarodzeniowe w Polsce mają dość młodą tradycję, a przywędrowała ona do nas, jak i w inne części Europy, właśnie z Niemiec i Austrii. To nasi zachodni sąsiedzi są kolebką tego wspaniałego i jakże efektywnego, bożonarodzeniowego zwyczaju. Jesteście ciekawi jaka historia się pod tym kryje i jak narodziła się ta tradycja? Przed Wami: jarmarki bożonarodzeniowe i ich historia. 🙂

Jarmark Bożonarodzeniowy przy Rotes Rathaus!
Fot. Migrantka

Dawno, dawno temu…

…ale nie za siedmioma górami i rzekami, tylko po lewej stronie Odry narodził się pewien bożonarodzeniowy rytuał. W wiekach ciemnych rzeźnicy oraz producenci serów itp. rozkładali w okresie grudniowym swoje produkty na targach. Wszystko po to, by zaopatrzyć ludność w mięso i przygotować na ciężki okres zimowy. Z biegiem czasu na takich rynkach zaczęli wystawiać swoje towary również rzemieślnicy, którzy wykonywali zabawki dla dzieci, wytwórcy koszy z wykliny oraz cukiernicy. I tak to się zaczęło… jak zwykle z praktycznych zwyczajów narodziła się piękna, dziś już trochę zbyt komercyjna, tradycja.

Pierwszy jarmark odbył się w XIV wieku w Monachium. Znaczy pierwszy, o którym wiemy ze źródeł pisanych. Jednak nie wykluczone, że wcześniej również jakieś rynki tego typu się odbywały, prawdopodobnie w Austrii. Natomiast wraz z rozwojem targowisk i handlu jarmarki bożonarodzeniowe nabrały mocy prawnej i szybko rozprzestrzeniły się na terenie ówczesnych Niemiec.   

Jarmark Bożonarodzeniowy przy Rotes Rathaus!
Fot. Migrantka

Jak wyglądają i z czego słyną jarmarki bożonarodzeniowe?   

Czas w jakim otwarte są współczesne jarmarki bożonarodzeniowe (niem. Weihnachtsmärkte) jest zróżnicowany. Niektóre, bardziej tematyczne otwierają się tylko na weekend. Inne są otwarte od pierwszej niedzieli adwentu aż do świąt. Jeszcze inne zaczynają się dużo wcześniej i są otwarte jeszcze długo po Nowym Roku.

Typowe rynki świąteczne to po prostu miejsce turystyczne danego miasta, w którym rozkładane są stragany z różnymi różnościami z całego świata i regionu. Można tam znaleźć pięknie, ręcznie robione ozdoby świąteczne czy wełniane czapy i rękawiczki. Są tam przedmioty własnoręcznie wyrabiane przez rzemieślników  z drewna, szkła, wełny, metalu czy skóry. Można tam znaleźć prace zarówno lokalnych artystów, jak i tych z odległych Europie kultur. Dlatego te wyroby są nadzwyczaj oryginalne i wyjątkowe.

Na jarmarkach bożonarodzeniowych można także zjeść tradycyjne dania danego regionu, ale również i z innych części świata. Bardzo popularne są stoiska z naturalnie i tradycyjnie wyrabianymi serami oraz te, na których wypiekany jest ręcznie wyrabiany chleb. Na jarmarkach można kupić domowe dżemy i konfitury, “prawdziwy” miód oraz inne przyrządzane według tradycji specjały. Można przyznać, że największym zainteresowaniem obok stoisk z jedzeniem, cieszą się stragany z grzanym winem i innymi punchami oraz prażonymi migdałami czy popularnymi owocami w czekoladzie.

Dodatkowo na niektórych niemieckich jarmarkach znajdziecie kąciki z naszą ukochaną, polską kuchnią. Widziałam nie tylko kiełbasę krakowską, ale także bigos, pierogi, chleb, itp. 😉 W Poczdamie, obok Berlina, co roku odbywa się dedykowany polski jarmark bożonarodzeniowy – z porcelaną bolesławiecką, z polskimi smakołykami, z kolędami, wystawą książek i innymi wyrobami polskich rzemieślników.  

Jarmark Bożonarodzeniowy przy Rotes Rathaus!
Fot. Migrantka

Jarmarki w Berlinie!  

Berlin przez to, lub dzięki temu, że nie ma jednego konkretnego centrum i jest totalnie zdecentralizowany posiada wiele wyjątkowych jarmarków w każdej swojej dzielnicy. Jest ich około 80!!! Zatem każdy znajdzie w swojej okolicy jakiś mniejszy lub większy Weihnachtsmarkt, na którym świetnie spędzi czas. Tradycja jarmarków przywędrowała do Berlina w XVI wieku i kontynuuje się ją rokrocznie do dziś, z niewielkimi przerwami w okresie wojny. Berlińskie Weihnachtsmärkte przyciągają do każdej z dzielnic, turystów z całego świata. Jest to również ulubiony punkt turystyki zimowo-świątecznej Polaków.

Znajdźcie swój ulubiony Weihnachtsmarkt!

Niektóre mają lodowiska, karuzele czy diabelskie młyny, a inne tylko stragany z jedzeniem, grzanym winemręcznymi wyrobami. Od koloru do wyboru – od japońskich, przez wegańskie, po te z średniowiecznym tłem! Trzeba tylko zastanowić się co chcemy tam robić i czy idziemy sami czy z dziećmi.

Trzeba liczyć się jednak z tym, że dzięki dodatkowym atrakcjom na jednych jarmarkach jest większy tłum ludzi, a na innych mniejszy. Niektóre jarmarki mają płatne wejścia, ale większość jest darmowa. Tutaj podsyłam Wam ranking najlepszych dziesięciu berlińskich jarmarków, ale nie sugerujcie się za bardzo, bo każdy ma inny gust.

Trzeba po prostu samemu pochodzić i popróbować. 🙂




Powojenna historia Bramy Brandenburskiej

Powojenna historia Bramy Brandenburskiej

Historia Bramy Brandenburskiej to historia zwycięstw Pruskich, defilad hitlerowskich wojsk oraz podziału Berlina i Muru Berlińskiego. Po II wojnie światowej i podziale Berlina Brama stanęła na granicy dwóch odległych krain, będąc jednocześnie terenem neutralnym. Brama Brandenburska to symbol władzy, potęgi oraz pokoju i wolności, to delikatne stworzenie z piaskowca, które zostało potraktowane nie czującymi bólu bombami II wojny światowej! Nie miała z nimi szans…

Proces rekonstrukcji Bramy Pokoju  

Bundesarchiv, Bild 183-58697-0001 / CC-BY-SA 3.0 | 27. września 1958 roku - powrót kwadrygi na Bramę Brandenburską.

Brama Brandenburska została, tak jak wiele innych berlińskich budynków, zniszczona podczas wojny. To co widzimy teraz to rekonstrukcja starej, zrujnowanej bramy. Brama została wielokrotnie ostrzelana i uszkodzona podczas bombardowań w bitwie o Berlin pod koniec II wojny światowej.

Jedyne co uratowało się “w całości” z oryginalnego budynku to łeb jednego z koni, który obecnie znajdziemy w Märkisches Muzeum. Niemcy nie mogli jednak pozwolić, by jedyna, ocalała brama miejska umarła wraz z końcem wojny. Dlatego pomimo nieporozumień pomiędzy Berlinem Wschodnim i Zachodnim, postanowiono szybko ją zrekonstruować.

W 1957 roku Brama Brandenburska została zrekonstruowana na początku bez kwadrygi. Szczęśliwie się złożyło, że w czasie wojny wykonano gipsowy odlew kwadrygi i dzięki niemu było możliwe odtworzenie jej w przyszłości. Bogini Wiktoria ze swoim rydwanem ponownie dołączyła i ukoronowała całość dopiero w 1958 roku. Co prawda bez orła i krzyża, ponieważ władze wschodniego Berlina nie życzyły sobie znaków pruskiego militaryzmu


Odnowiona Brama Brandenburska po wojnie, jeszcze bez kwadrygi.  

Historia Bramy Brandenburskiej i otaczającego ją Muru Berlińskiego

Brama Brandenburska oddzielona Murem Berlińskim w 1961 roku.

Brama Brandenburska była wolna zaledwie przez trzy lata. Później otoczono ją bowiem kręgiem z Muru Berlińskiego. Gdy 13 sierpnia 1961 roku w Berlin stanął betonowy mur, który podzielił całą Europę, Brama Brandenburska wylądowała w jego środku. Była otoczona, przez co nie było do niej dostępu, ani z jednej, ani z drugiej strony!

Stała się symbolem podziału Berlina oraz całego, ówczesnego, powojennego świata! Miały do niej dostęp tylko NRD-owskie służby, niektórzy wysoko postawieni urzędnicy państwowi oraz personel. Stwierdzenie prezydenta Richarda von Weizsäckera idealnie oddaje tamtejszą sytuację polityczną tego kraju:

Jak długo Brama Brandenburska pozostanie zamknięta, tak długo sprawa Niemiec zostanie otwarta.

 Mur Berliński w 1970 roku.
Mur Berliński w 1970 roku.

“Panie Gorbaczow, zburz pan ten mur!”

Brama stała się ważnym punktem spotkań, a otaczający ją Mur symbolem podziału narodu niemieckiego. 12 czerwca 1987 roku prezydent Ronald Reagan wygłosił przemówienie pod Bramą Brandenburską. Prezydent Reagan podczas swojego przemówienia mówił tak głośno, aby słyszano go również po tej drugiej stronie muru.

Pod Bramą Brandenburską wszyscy są Niemcami, oddzieleni od swoich współobywateli. Każdy jest Berlińczykiem zmuszonym do oglądania tej blizny.

US-Präsident Ronald Reagan in West-Berlin bei seiner berühmten Ansprache 1987 | Przemówienie Ronalda Reagana pod Bramą Brandenburską w 1987 roku.

Reagan mówi o Bramie jako o bliźnie, na którą codziennie patrzy cała Europa! Wielu ówczesnych prezydentów wolnych narodów odwiedzało Berlin i starało się wpływać na radzieckie władze, niestety nie udawało się to.

Dopiero, kiedy w Polsce ruszyła lawina strajków i zaczęto walczyć z komunistycznym mocarstwem, coś zaczęło się zmieniać na europejskiej mapie. To dlatego w 2009 roku, w 20. rocznicę upadku Muru Berlińskiego sam Lech Wałęsa pchnął pierwszą kostkę symbolicznego domina, które imitowało mur przecinający miasto… 

Czy po zburzeniu Muru Brama Brandenburska odzyskała spokój?

Lata mijały, a Brama niszczała… Nikt się nią w tamtym czasie nie zajmował. Oficjalną pieczę nad budynkiem trzymała strona wschodnia, a jak wiadomo w komunizmie pieniędzmi nie szastano…

Po upadku Muru Berlińskiego w listopadzie 1989 roku Brama stanęła na drodze entuzjastycznie nastawionego tłumu. Pokojowa rewolucja pozbawiła kwadrygę kilku elementów. W pamiętną sylwestrową noc parę osób wdrapało się na Bramę i ukradło części boskiego rydwanu. Po latach zamknięcia w wymurowanym przez głupią politykę więzieniu oraz po przeżyciach po otwarciu granicy dzielącej Berlin Brama Brandenburska potrzebowała kolejnej rekonstrukcji i odświeżenia.

Od 2000 roku, przez kolejne dwa lata, Brama ponownie została zamknięta dla Berlińczyków i turystów. Tym razem przyczyną tego była jej wielka renowacja, która kosztowała w sumie aż 6 milionów euro!!! Bramę Brandenburską hucznie otworzono na nowo w 2002 roku, 3. października, w 15. rocznicę Zjednoczenia Niemiec!

Lear 21 at English Wikipedia [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons | Upadek Muru Berlińskiego w 1989 roku.

Upadek Muru Berlińskiego w 1989 roku.  

Symbol niemieckiej stolicy – Brandenburger Tor  

Bundesarchiv

Utrzymanie Bramy Brandenburskiej kosztuje rocznie około 200 tysięcy euro, a jej podobizna znajduje się na rewersach monet oraz na znaczkach pocztowych. Jest głównym miejscem turystycznych spotkań w Berlinie oraz jednym z najpopularniejszych jego zabytków i symbolem za granicą! Nad Bramą toczą się ciągłe dyskusje czy dopuścić ją do ruchu ulicznego. To zniszczyłoby to miejsce. Teraz na placu przed Bramą stoją zawsze tłumy ludzi, a po włączeniu do ruchu drogowego??? Osobiście mam nadzieję, że to nigdy się nie stanie!?! A Wy?  

Brama Brandenburska – ostatnia, jedyna ocalała!

Zapraszam do mojego innego wpisu, którego tematem jest historia Bramy Brandenburskiej przed wojną. Opowiadam tam o przyczynach i procesie powstania Bramy Brandenburskiej i o jej symbolice. Dowiecie się tam również, dlaczego w centrum miasta stoi sobie jakaś tam brama. 🙂


.