fbpx
#18: Budowanie nawyków: jak nasze nawyki wspierają naukę języka niemieckiego?

#18: Budowanie nawyków: jak nasze nawyki wspierają naukę języka niemieckiego?

Czy ciągle słyszysz rady, jak uczyć się języka niemieckiego, by się go nauczyć, ale jakoś trudno wprowadzić je do Twojego życia? Ciągły brak czasu, motywacji i inne zadania na głowie sprawiają, że nauka stale idzie w odstawkę? A może znajdziesz jedyne 5 minut dziennie, by wprowadzić nowy nawyk do Twojej codzienności? Dzisiaj dowiesz się, czym jest budowanie nawyków i jak się za to zabrać.

.

Cześć, witam Cię w osiemnastym odcinku mojego podcastu. Ja jestem Martyna, a podcast nazywa się KRONIKI MIGRANTKI i mówię w nim o emigracji i życiu w Niemczech. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawisz opinie i ocenisz mój podcast w swojej aplikacji podcastowej lub na Youtubie! Dzięki Tobie, może ktoś, kto potrzebuje pomocy na emigracji, również trafi do naszej społeczności. Czekam oczywiście również na moim Insta lub Facebooku na znak od Ciebie. A jeżeli jeszcze bardziej chcesz wspierać moją działalność, to pamiętaj, że możesz dołączyć do grona moich patronów i patronek i małymi sumami dokładać się do technicznego funkcjonowania strony migrantka.com. Dosłownie tydzień temu opłaciłam pierwszy rachunek dzięki moim patronom i patronkom, był to rachunek ze hosting i domenę na sumę około 50 euro. Serdecznie dziękuję!

I uwaga, uwaga, tym miłym akcentem zapraszam Cię na dzisiejszy monolog! Tak jest! Dzisiaj będę mówić ja i to o jednym z moich ulubionych tematów, czyli o nawykach, które mogą zarówno wspierać naukę języka niemieckiego, ale również ją utrudniać. Podobno 40% naszych zachować wykonujemy automatycznie, nie myśląc o tym! Dasz wiarę!!! 40%! Dzisiaj pokażę Ci, jak wykorzystać to na naszą korzyść, bo w tajemnicy Ci powiem, że robię tak od wielu lat! 🙂 Wiedzę zawartą w tym podcaście wyciągnęłam z książek oraz z mojego doświadczenia. Tytuły książek znajdziesz na dole tego artykułu.

Z tego odcinka dowiesz się:

Wybierz aplikację, w której zasubskrybujesz mój podcast:
Spotify: https://open.spotify.com/show/6KRUO3h8zFFSjMcAxvmqDK
Apple Podcasts: https://podcasts.apple.com/…/kroniki…/id1562179150…
Google Podcasts: https://podcasts.google.com/…/aHR0cHM6Ly93d3cuc3ByZWFrZ…
Podcast Addict: https://podcastaddict.com/podcast/3303742
Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=halCP0Ojftc

CZYM SĄ NAWYKI?

Nawyki to działania lub zachowania, które robimy regularnie i automatycznie. Nawyki to chodzenie ciągle znaną nam, wydeptaną ścieżką, by dojść do celu, czyli codzienne robienie czegoś w ten sam doskonale nam znany sposób. Nawyki mogą zarówno wspierać nasze cele, czyli naukę języka niemieckiego w tym przypadku, lub je utrudniać. Nawykiem może być zarówno codzienne powtarzanie słówek o tej konkretnej porze, w tej konkretnej sytuacji: np. codziennie rano, gdy jadę S-Bahn’em przez godzinę do pracy powtarzam słówka. Nawykiem może być jednak również to, że codziennie w tym S-bahn’ie przeglądam Instagram lub zawsze od razu po wstaniu z łóżka idę na papierosa. Nasz mózg jest przyzwyczajony do pewnych standardowych zachowań każdego dnia i bez naszej wiedzy nas ku tym działaniom codziennie popycha.

Nawyki ma każdy z nas i są czymś co robimy codziennie, nawet nie do końca świadomie, wszyscy działamy nawykowo. Na pewne sytuacje reagujemy w ciągle ten sam sposób, rano po wstaniu wykonujemy te same czynności, jeszcze śpiąc na stojąco. Gdybyśmy mieli tak o wszystkim, co robimy ciągle myśleć: np. o myciu zębów od rana czy piciu szklanki wody, czy spuszczeniu wody w toalecie, to byśmy po prostu oszaleli! Wszystko robimy nawykowo, automatycznie i to tylko dlatego, że robiliśmy to już miliony razy! To dla nas bardzo dobra wiadomość, ponieważ oznacza, że pewnych nawyków wspierających naszą naukę niemieckiego można się po prostu nauczyć.

Budowanie nawyków a badania naukowe

W książce “Siła nawyków” jest wspaniały przykład na to jak działają nasze nawyki i jak głęboko wtłoczone są w naszym mózgu. Autor opisuje przypadek starszego pana, który miał wirusowe zapalenie mózgu i mimo tego, że zaskakująco szybko wrócił do zdrowia w jego mózgu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Starszy pan w ogóle nie pamiętał swoich przyjaciół, ani swoich dzieci. A rano wstawał, włączał radio, szedł do kuchni zrobić sobie śniadanie, po czym wcale go nie jadł, tylko wracał do łóżka, znowu grzebał przy radiu, wstawał i znowu robił sobie śniadanie.

Badacze obserwowali go w jego domu. Pacjent na pytanie, gdzie w jego domu jest kuchnia niestety nie potrafił odpowiedzieć, ale gdy pytali gdzie pójdzie jak jest głodny wstawał i szedł prosto do kuchni, bez żadnego zastanowienia! Zapytasz, ale dlaczego? Sama o to pytałam autora książki! Ano właśnie dlatego, że działał nawykowo, automatycznie. Gdy poczuł głód, czyli wystąpił bodziec, to automatycznie szedł do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia, ale na poziomie świadomym, nie mógł sobie za żadne skarby przypomnieć, gdzie ta kuchnia jest.

Jego przypadek służył badaczom do stworzenia wielu badań i procedur na temat nawyków. Pokazuje również jak ważne są rutyny w życiu podobnych osób, ale w również w życiu każdego z nas. Ja staram się z tego bardzo korzystać i dzisiaj pokażę Ci jak można takie nawyki zaprogramować tak, żeby wspierały nasz rozwój, a nie działały przeciwko nam.

CZY BUDOWANIE MAŁYCH NAWYKÓW MA SENS?

Nie możesz czekać na decydujący moment. Myślisz, że zdobycie certyfikatu B2 czy C1 spadaną na Ciebie tak nagle, prosto z jasnego nieba? Znajomość języka jest efektem Twojej codziennej pracy, a nie jednego momentu. Bardzo łatwo przecenić rolę jakiegoś znaczącego wydarzenia w naszym życiu, a nie dostrzegać tego, że to nasza codzienna praca, nasze codzienne małe usprawnienia. Często myślimy, że za wielkim SUKCESEM, kryje się jakieś wielkie, znaczące DZIAŁANIE. Jednak najczęściej jest tak, że tzw. sukces jest sumą małych działań, które robimy cały czas, jest sumą naszej systematycznej pracy. 

Gdy w końcu dostaniemy naszą wymarzoną pracę w Niemczech, to nie zawdzięczamy tego super rozmowie kwalifikacyjnej, na której zabłysnęliśmy językiem i pokazaliśmy się z jak najlepszej strony. Nie! Na ten efekt wpłynęło to, że każdego dnia siadaliśmy do nauki języka niemieckiego, że każdego dnia poznawaliśmy określoną liczbę słówek i każdego dnia braliśmy udział w kursie językowym i przerabialiśmy materiały. Codziennie poprawiliśmy nasze umiejętności językowe choćby o 1%. Może to jest coś małego i niedostrzegalnego na co dzień, ale przecież po pewnym czasie się kumuluje i dłuższej perspektywie da nam właśnie to – WYMARZONĄ PRACĘ. Ucząc się codziennie poprawiamy swoją znajomość języka, choć byśmy nauczyli się wypowiadać poprawnie jedno słówko tego dnia. To już jedno słówko więcej niż dzień wcześniej, a ucząc się jeszcze jutro poprawimy już to, co poprawiliśmy również wczoraj. I tak w kółko! Nawyki są procentem składanym do naszego rozwoju językowego.

UWAGA! Może to działać również na odwrót! Jeżeli każdego dnia nie robisz choć małego kroku, by coś usprawnić w swojej znajomości języka, to po pewnym czasie Twój język będzie coraz gorszy.

Często bagatelizujemy naszą codzienną pracę i szybko z niej rezygnujemy, bo nie widzimy efektów jak na dłoni. No bo faktycznie, jeżeli godzinę wieczorem pouczysz się niemieckiego, to nie opanujesz tego języka. Ale jeżeli będziesz uczył się codziennie przez rok, to pomyśl, w jakim momencie możesz się znaleźć z perspektywy roku! Pamiętaj, że nawyki działają dla Ciebie albo przeciw Tobie. Czas i tak upłynie i w zależności od tego, w co go zainwestujesz dobre nawyki będą Ci sprzyjać, a złe nawyki będą utrudniać Ci postęp.

DOLINA ROZCZAROWAŃ VS. BUDOWANIE NAWYKÓW

Aha, czyli to takie proste: codzienne poświęcam 30 minut (w zależności od Twojego kontekstu) i działam, by w dłużej perspektywie osiągnąć sukces! To super! Zaczynam! Właśnie nie proste, dlatego że my-ludzie zniechęcamy się, gdy nie widzimy szybkich efektów:

  • “Codziennie biegam i biegam i nic nie chudnę mam dosyć!”,
  • “Codziennie słucham podcastów po niemiecku i i tak nic nie rozumiem, dość!”,
  • “Codziennie robię jedną lekcję z kursu językowego i odrabiam prace domowe, a i tak nic z tego nie wychodzi.”

Nasza codzienna praca to gromadzenie naszego potencjału, magazynowanie wiedzy potrzebnego do poważnej zmiany. Dlatego trzeba wytrwać! Na początku zmiany naszego nawyku jesteśmy bardzo optymistyczni i postanawiamy, że od dzisiaj uczymy się każdego dnia chociażby pół godziny dziennie. Po pewnym czasie jednak motywacja spada, nazywane jest to DOLINĄ ROZCZAROWAŃ. Robimy coś każdego dnia, chcemy wprowadzić nowy nawyk i NIC! Oczekujemy liniowych postępów, oczekujemy efektów teraz natychmiast, ale jest to niemożliwe. Tym bardziej, gdy chodzi o budowanie nawyków i naukę języka. Efekty oczywiście są, ale na tyle małe, że ich nie widzimy w codziennym życiu. Gdy bazujesz na nawykach i codziennych małych krokach, to musisz wiedzieć, że one polegają na kumulowaniu i te widoczne rezultaty są często opóźnione. Przyzwyczajenia należy pielęgnować wystarczająco długo, by ten zastój, tę dolinę rozczarowań przebrnąć. Twoja nauka na pewno nie poszła na marne, ale na razie magazynuje się gdzieś w naszej głowie!

CZY WARTO WYZNACZAĆ SOBIE CELE?

Jestem wielką zwolenniczką wyznaczania sobie celów, ale z głową i planem. Lubię widzieć na horyzoncie cel, bo przecież nie uczę się dzisiaj dziesięciu słówek, żeby po prostu się ich nauczyć! Tylko po to, żeby zwiększyć swój poziom znajomości języka, może podejść do jakiegoś egzaminu językowego, a może po prostu po to, by użyć tych słów w rozmowie w pracy. Jednak wyznaczając cel naszej nauki i naszego wyjazdu za granicę trzeba ustalić systemy lub plan, w których do tego celu będziemy się zbliżać. Jeżeli jesteś nauczycielką lub nauczycielem, to Twoim celem może być praca w wyuczonym zawodzie w Niemczech. A systemem, który Cię do tego zbliży będzie codzienna nauka niemieckich słówek, konwersacje i udział w kursie językowym. Cele pokazują kierunek działania, warto je mieć, ale to plan i systemy, w których działamy generują nasze postępy.

Z celami wiąże się kilka problemów, które udowadniają, że same cele nie wystarczą.

#1 PROBLEM: ZWYCIĘSCY I PRZEGRANI MAJĄ TAKIE SAME CELE

Po pierwsze zarówno ci, którym nie udaje się finalnie nauczyć języka, jak i ci, którzy zdobywają w nim kolejne poziomy mają przecież ten sam cel. My na końcu widzimy tylko górę lodową, czyli zdobyty przez daną osobę cel, ale za tym celem zawsze stoi codzienna praca i dobry plan. Zatem to nie cel różni zwycięzców od przegranych, a sposób jego osiągania.  Koleżanka z kursu językowego też będzie miała cel ukończyć kurs i osiągnąć lepszy poziom znajomości języka. Jednak to Ty codziennymi nawykami uczenia się: słuchania niemieckich podcastów, odrabiania zadań z kursu, szukania dodatkowych materiałów i uczenia się z nich, może przestawienia części swojego życia na język niemiecki. Zatem to Ty budowaniem nawyków zbliżysz się do celu, a koleżanka będzie przychodziła dwa razy w tygodniu na kurs i to uzna to za wystarczającą naukę.

#2 PROBLEM: CELE SĄ OGRANICZONE W CZASIE

Drugi problem z celami jest taki, że są chwilowe, ograniczone w czasie. Mając cel: zdobycie certyfikatu B1 z języka niemieckiego, nie sprawimy, że będziemy znać język niemiecki i pewnie się w nim komunikować. Osiągnięcie celu może przypieczętować jakiś etap, ale bez zmiany naszych nawyków i codziennych przyzwyczajeń, zmieni się to tylko na chwile. Doskonale wiesz, że w nauce języka nie chodzi przecież o to, żeby mieć jakąś konkretną literę i cyfrę na certyfikacie, a o to, żeby tym językiem władać i dogadać w codziennym życiu w Niemczech.

#3 PROBLEM: CELE ODBIERAJĄ RADOŚĆ Z POZNAWANIA JĘZYKA

Kolejny problem z celami jest taki, że mogą odebrać Ci całą radość z poznawania języka. Cel typu: “Kiedy zdam egzamin B2 będę szczęśliwa i zmienię pracę!” lub “Kiedy schudnę 10 kilo będę szczęśliwa!”. Już samo założenie tych celów, bo się na nich fiksujemy. Może nawet nie uda mi się zdać tego egzaminu, ale codziennie będę otaczała się językiem niemieckim, dzięki budowaniu nawyków każdego dnia uczę się czegoś nowego i mój język staje się coraz lepszy. Tak samo z odchudzaniem. W chudnięciu nie chodzi tak naprawdę o to, by być o te 10 kilo chudszym po jakimś czasie, a o to, żeby zmienić swoje nawyki żywieniowe. Bo co z tego, że ze pół roku będę chudsza, jeżeli nie zmieniłam swojego stylu życia i zaraz wszystko to, co zrzuciłam wróci na mnie z powrotem.

Najważniejsze są codzienne małe kroki, które wykonuję w kierunku zmiany. Codzienne jedzenie odpowiedniej porcji warzyw i owoców oraz ruszanie się, czy właśnie przeczytanie kolejnych 5 stron niemieckojęzycznej książki, jest ważniejsze niż sam CEL sam w sobie. Bo jak łatwo nie docenić swojej pracy, gdy postawiony CEL nie został zrealizowany. Cel wytwarza w nas poczucie, że albo wszystko albo nic, a przecież jest tyle pomiędzy.

#4 PROBLEM: CELE SĄ SPRZECZNE Z SYSTEMATYCZNYM ROZWOJEM

Często cele są sprzeczne z rozwojem na większą skalę. Ile razy po osiągnięciu celu się odpuszcza, bo spada już cała motywacja. Cała magia polega NIE na tym, by osiągnąć jakiś językowy pułap, a na tym, żeby sumiennie kontynuować naukę i każdego dnia doskonalić swój niemiecki. Dlatego warto się skupić na naszych metodach nauki, budowaniu nawyków uczenia się oraz codziennych czynnościach, które mogą nas do tego celu zbliżać.

BUDOWANIE NAWYKÓW CZY ZMIANA TOŻSAMOŚCI?

Każdy z nas ma pewnie dużo złych nawyków. Ja również! Zatem czemu tak łatwo to przychodzi, a wykształcenie tych pozytywnych to taka próba charakteru?! Dobre nawyki są po prostu uciążliwe, natomiast te, które już mamy, nawet te złe zdają się być niezmienne! Nawet jak bardzo, bardzo tego chcemy. Nasze codzienne zwyczaje mają jednak ogromny wpływ na nasze życie i wielce prawdopodobne jest to, że to w jakich sposób wygląda nasza codzienność nie zmieni się na przestrzeni roku! No chyba, że świadomie wprowadzimy jakąś zmianę.

Trzy warstwy zmiany zachowania

Według autora książki “Atomowe nawyki” zmiana zachowania ma trzy warstwy: rezultaty, procesy oraz tożsamość. Pierwsza warstwa, ta najbardziej zewnętrzna to rezultaty, czyli nasze wyniki. To, co widać na pierwszy rzut oka: np. zrzucenie wagi lub zdobycie certyfikatu językowego. Druga warstwa to procesy, czyli sposób, w który dochodzimy do celu. To nasze nawyki i codzienne zachowania. W naszym przypadku będą to metody nauki dobrane odpowiednio do nas, znalezienie dobrego lektora/lektorki lub wybranie dobrego kursu językowego. Trzecia warstwa, czyli ta, która jest najgłębiej to tożsamość, czyli zmiana naszych przekonań i postrzegania samego siebie: naszej samooceny, wizerunku i światopoglądu. 

Rezultaty są tym co otrzymujemy, procesy tym co robimy, by je osiągnąć, a tożsamość to kim jesteśmy i w co wierzymy.

Skupiając się tylko na rezultatach nie docieramy do sedna problemu. Dlatego osoby, które chudną zaraz potem szybko tyją i mają efekt jojo. Co z tego, że osiągnęły cel i schudły 10 kilo, skoro nie zmieniły nawyków żywieniowych i zaraz po zakończeniu diety wpadają w stare przyzwyczajenia. Dlatego tak ważne jest, żeby na początku ustalić sobie kim ja chcę zostać.

Zmiana naszej tożsamości językowej

Nasz przykład: czy chcemy stać się osobą, która zna na wyrywki słówka z kartki lub osobą z dyplomem z certyfikatem językowym C1 czy chcemy być kimś, kto swobodnie używa języka niemieckiego? Im większa satysfakcja z naszej nowej tożsamości, tym większa motywacja do podtrzymywania nawyków, które są z nią związane. Jeżeli poczujesz dumę z tego, że dogadujesz się po niemiecku w codziennych sytuacjach, to będzie Cię to dodatkowo napędzało do działania. Celem budowania nawyków biegania nie jest/nie powinno być przebiegnięcie maratonu, a zostanie biegaczem. Bycie biegaczem lub bycie osobą, która dobrze zna język niemiecki, wchodzi głęboko w naszą tożsamość i staje się po prostu częścią nas. Budowanie nawyków w naszej tożsamości polega na odpowiedzeniu sobie na kluczowe pytanie:

  • dlaczego jest to dla mnie ważne,
  • po co uczysz się języka,
  • po co powtarzasz codziennie te słówka?

Chyba nie po to, aby je po prostu znać! Raczej po to, by się nimi płynnie posługiwać, czyli mówić biegle po niemiecku. By zmienić swoją tożsamość, musisz ją na początku określić. Opisz sobie jakim typem człowieka chcesz być, a potem kolejno małymi krokami udowadniaj sobie, że nim jesteś. Chcesz być człowiekiem, który zdrowo się odżywia. To każdy zdrowy posiłek będzie Cię zbliżał to tej tożsamości. Jesteś tym typem imigranta w Niemczech, który bardzo dobrze zna niemiecki i któremu w tym zakresie nic nie brakuje! Każde nowe słówko umacnia Twoją tożsamość.

DLACZEGO NAWYKI DZIAŁAJĄ?

Zastanawiasz się pewnie, dlaczego to niby ma działać. Nasze mózgi są leniwe, właśnie dlatego. Budowanie nawyków, czyli pewnych automatycznych zachowań obniża poziom aktywności naszego mózgu. Nie musimy nad tym myśleć, po prostu to robimy, a naszą satysfakcją nagrodzimy swój mózg, żeby czuł się jeszcze bardziej zadowolony. Mózg nie chce codziennie zastanawiać się, co zrobić po obudzeniu i wstaniu z łóżka. Tak naprawdę 40% naszych zachować to zachowania czysto nawykowe. Dostajemy sygnał, pragniemy coś zrobić, wykonujemy nasz nawyk i potem przychodzi nagroda za jego wykonanie i tak w kółko. Dzięki nawykom możemy skupiać się na czymś innym. Ja osobiście nie jestem kierowcą, ale może Ty jesteś: pomyśl, czy w samochodzie cały czas aktywnie myślisz, co robisz, czy jednak działasz nawykowo i automatycznie?

Bardzo podobnie działamy z mediami społecznościowymi. Dostajemy sygnał nowej wiadomości, więc pragniemy ją przeczytać, bo aż nas ręce świerzbią, bierzemy telefon, by zobaczyć, co tam nowego się wydarzyło i nagrodą jest zaspokojenie pragnienia i naszej ciekawości. Właśnie z tego powodu, ja od wielu lat mam wyłączone powiadomienia w telefonie, nie chcę być jego zakładniczką.

BUDOWANIE NAWYKÓW: JAK TO ZROBIĆ W PRAKTYCE?

1. NAWYK MUSI BYĆ ZROZUMIAŁY

Nawyk musisz rozumieć od razu, a nie jeszcze zastanawiać się, co on oznacza. Nauka języka niemieckiego nie jest nawykiem, bo co to tak naprawdę oznacza? Nawykiem będzie natomiast codzienne czytanie jednego artykułu z gazety po niemiecku do śniadania. Nawykiem może być również codzienne wieczorne spisywanie sobie jednego nowego słowa, które usłyszysz w ciągu dnia. Po roku zeszyt będzie miał 365 słów, a każde z nich będzie podporządkowane konkretnym emocjom i sytuacji, dzięki czemu lepiej je zapamiętasz. Prostota i konkretyzowanie to przepis na udane budowanie nawyków. Nawyk musi być oczywisty!

PIERWSZA METODA: OSADŹ NAWYK W SYTUACJI

Konkretnie określasz sytuację, w której wprowadzasz nowy nawyk. W sytuacji X, robię Y. Czyli gdy jem śniadanie, czytam artykuł po niemiecku. Gdy kładę się do łóżka spisuje sobie słówko dnia. Każdego dnia o 18:00 przez 20 minut uczę się języka z tej konkretnej książki albo kursu, itd.

DRUGA METODA: DODAJ NAWYK DO INNEGO

Dodajesz nawyk do innego. Przyjrzyj się swoim zachowaniom każdego dnia. Na pewno działasz nawykowo. Zobacz czy nowego nawyku, który chcesz przyjąć do swojej codzienności, nie możesz dołączyć już do jakiegoś istniejącego. Będzie Ci wtedy łatwiej. Np. ja mam codzienny nawyk picia wody od rana, zawsze tym zaczynam swój dzień, czy się pali czy się wali. Obok bidonu na wodę, który szykuję sobie od rana z pyszną ciepłą wodą, mam postawione moje suplementy, które biorę i mimo, że nie biorę ich na czczo, to już wtedy wprowadziłam sobie nawyk szykowania ich. Potem, gdy idę robić sobie śniadanie, a one leżą już na blacie i nigdy o nich nie zapominam.

To może być naprawdę coś małego! Może masz nawyk picia kawy i do tego nawyku możesz coś dołączyć, np. do porannej kawy przeczytam na głos jedno zdanie po niemiecku lub jadąc S-bahn’em do pracy przerobię jedną lekcję w wykupionym kursie online lub pouczę się słówek w aplikacji do nauki niemieckiego. Nawyki możesz piętrzyć sobie w nieskończoność, całość takich spiętrzonych nawyków często nazywamy rutyną.

TRZECIA METODA: DOSTOSUJ SWOJE OTOCZENIE

Dostosuj swoje otoczenie do Twojego nawyku. To tak jak u mnie z tymi suplementami. Nie chcę o nich zapominać, więc stoją w kuchni na blacie obok czajnika na wodę. Jeżeli nie chcesz zapominać o uczeniu się wieczorem przed snem, to uszykuj sobie na blacie książkę do nauki. Jeżeli chcesz przy śniadaniu czytać jeden artykuł po niemiecku, to musisz mieć uszykowaną gazetę, a nie dopiero lecieć do sklepu ją kupić. Jeżeli w S-bahn’ie chcesz powtarzać słówka z fiszek lub aplikacji to musisz mieć już ją na telefonie. Twoje środowisko musi sprzyjać Twoim nawykom, inaczej będzie to dla Ciebie zbyt uciążliwe.

Ja chciałam zmienić nawyk picia wody, bo zauważyłam, że pije jej bardzo mało. Co ciekawe zauważyłam również, że gdy chodzę do biura do pracy (obecnie pracuję zdalnie), to wypijam dwa litry wody bez problemu. Dlaczego? Ano dlatego, że w pracy po wejściu biorę sobie butelkę wody i stawiam na biurku i potem podczas całego dnia ją popijam. Przeniosłam ten nawyk do swojego domu i pracy zdalnej, kupiłam bidon na wodę i teraz cały czas mam go pod ręką, a wodę piję litrami. Jeżeli chcesz oglądać filmy po niemiecku, to wykup niemieckiego Netflixa, niech Cię nie kuszą wersje polskojęzyczne. To sygnał jest najistotniejszy do rozpoczęcia nawyku, a ten sygnał często wypływa z naszego otoczenia. Na początku nawyk będzie czymś konkretnym, ale z czasem, gdy już się zautomatyzuje będzie kojarzył Ci się z danym kontekstem: jazdą pociągiem, wstawaniem rano, oglądaniem filmów, itd. 

CZWARTA METODA: SAMODYSCYPLINA DZIAŁA KRÓTKO

Pamiętaj, że samodyscyplina może działać krótkofalowo. Nie zawsze mamy w sobie tyle siły, by trzymać się naszych założeń i zmienić nasze złe nawyki. Dlatego zmieniając otoczenie możemy pozbyć się również nawyku, którego nie chcemy w swoim życiu. W imię pierwszej zasady zmiany nawyku: uczyń go widocznym, konkretnym i zrozumiałym, nawyk, którego nie chcemy musimy uniewidocznić i sprawić, że będzie trudniejszy. Jeżeli mamy nawyk jedzenia ciastek po obiedzie, to gdy w domu nie będzie tych ciastek, to zaburzymy ten nawyk. I tak jeden, drugi i trzeci raz i będzie coraz łatwiej o nim zapomnieć.

Oczywiście na początku zmiany, gdy jesteśmy jeszcze bardzo zmotywowani, nie ruszy nas, jeżeli ktoś koło nas będzie jadł takie ciasto, ALE w słabszy dzień po prostu ulegniemy. Dlatego najłatwiej usunąć to ciastko z naszego środowiska, usnąć sygnał, który wywołuje zły nawyk. Nawyk można przełamać, można go przerwać, ale mózg o nim nie zapomni, więc bardzo łatwo potem wrócić na starą wydeptaną ścieżkę. 

2. NAWYK MUSI BYĆ PRZYJEMNY

Kolejne prawo zmiany naszego zachowania to sprawienie, że nawyk będzie nas kręcił. Ja wiem, że jedzenie warzyw może być mniej atrakcyjne niż zjedzenie kebaba. Fast foody sprawiają, że nasz ośrodek nagrody w mózgu szaleje! I to dlatego, tym bardziej musimy sprawić, że nasz zdrowy nawyk będzie dla nas meeeeega przyjemny. Twój nawyk musi być taki, że nie oprzesz się mu, tak będzie Cię kusił! W budowaniu nawyków ta nagroda, która nadchodzi na jego końcu jest bardzo istotna, by nas do niego zachęcać. No ale jak to zrobić, gdy nawykiem ma być nudne uczenie się 20 minut dziennie niemieckiego? 

PIERWSZA METODA: ŁĄCZ POKUSY

Możesz wykorzystać tutaj łączenie pokus, żeby Twój nawyk był bardzo atrakcyjny. Po nawyku, który chcesz wprowadzić, zrobisz swój nawyk, który bardzo chcesz. Np. przy śniadaniu przeczytam NAJPIERW jeden artykuł po niemiecku, a potem włączę sobie ulubiony podcast. Jadąc S-Bahn’em NAJPIERW zrobię fiszki z aplikacji do niemieckiego, a później przejrzę sobie Instagram. Sztuką jest połączenie nawyku, który chcemy, który nas bardzo kręci z nawykiem, którego potrzebujemy. Kolejnym przykładem może być oglądanie Netflixa. Mogę obejrzeć serial po pracy, ale tylko w języku niemieckim lub gdy będę oglądała serial, to jednocześnie będę wykonywała ćwiczenia ruchowe, np. jechała na rowerku, itd.

DRUGA METODA: ZNAJDŹ KOGOŚ, KOGO TEN NAWYK KRĘCI

Na atrakcyjność naszego nawyku mają wpływ osoby, którymi się otaczamy. Jeżeli osoby z naszego środowiska robią coś, to my również chcemy to robić, jest to dla nas atrakcyjne, żeby poczuć się przynależnym do danej grupy. Naturalnie wszyscy dążymy do tego, co jest chwalone i akceptowane w naszej grupie znajomych, naszej grupie społecznej. Jeżeli wszyscy moi znajomi chodzą na siłownie, to może ja też zacznę. Jeżeli wszyscy moi znajomi mówią biegle po niemiecku i pracują w swoim zawodzie, to ja również chcę tak mieć!

Jest wiele badań społecznych, które udowadniają dostosowywanie się jednostki do grupy. Możesz wykorzystać to na swoją korzyść. Jeżeli masz słabszą silną wolę, to poszukaj kogoś, kto pociągnie Cię do góry. Na kursie językowym usiądź koło osoby, która będzie się uczyła i robiła zadania domowe, a nie taką, która przychodzi raz w tygodniu i generalnie wszystko jej wisi. Pamiętaj, kim chcesz być: osobą znającą bardzo dobrze język niemiecki i komunikującą się nim bez ograniczeń.

TRZECIA METODA: PRZEPROGRAMUJ SWÓJ MÓZG

Spróbuj przeprogramować swój mózg tak, by cieszyły go trudne nawyki. Na dobry początek zmień słowo „musisz” na „możesz„! Nie musisz uczyć się języka niemieckiego, ale MOŻESZ, masz taką możliwość. Jeżeli chodzisz na kurs integracyjny, to już w ogóle super! Możesz korzystać z takiej możliwości w Niemczech. Spróbuj przestawić Twój punkt widzenia, może pomoże Ci również pozbycie się mitów o języku niemieckim, o których mówiłam w pierwszym odcinku mojego podcastu. Staraj się, by Twoja głowa kojarzyła potrzebny Ci nawyk z czymś przyjemnym. Uprzyjemniaj to sobie! Na kurs językowy weź sobie ulubioną kawę na wynos, zakumpluj się z fajnymi ludźmi z kursu, dużo się uśmiechaj. Uśmiech dla mózgu to znak, że coś jest super radosne, nawet gdy nie jest. Zrób coś miłego dla siebie przed 20 minutową nauką każdego dnia. Może przed czytaniem po niemiecku w łóżku, weź dłuższą kąpiel albo zrób sobie małe spa. 

3. NAWYK MUSI BYĆ PROSTY

Nawyk musi być prosty! Sztuka polega na tym, by działać powoli, ale regularnie i do przodu. To nie może być coś, co wymaga heroicznych wysiłków. To ma być łatwe i dać nam szybką nagrodę! Uwaga: łatwe oznacza dla każdego coś innego. Dla mnie łatwe było chodzenie codziennie na kurs językowy, dla kogoś innego łatwe będzie nauczenie się jednego słówka dzienne, a dla Ciebie może być to spacer z niemieckim podcastem w słuchawce.

Chodzi o to, by działać systematycznie, małymi krokami wydeptywać sobie nową ścieżkę w mózgu, żeby za jakiś czas, gdy zmienimy otoczenie nasz mózg sam upomniał się o dany nawyk. Trzeba po prostu wykonać tyle udanych prób działania, by w naszej głowie się to zakorzeniło i zaczęło działać nawykowo. Najskuteczniej działa po prostu robienie danej rzeczy, a nie myślenie czy planowanie jej. Pamiętaj, że chodzi o to, by nasz mózg nauczył się nowego nawyku. Tak jak bez zastanowienia sięga po czekoladę do kawy, tak samo niech sięga po książkę do nauki niemieckiego.

PIERWSZA METODA: MNIEJ ZNACZY LEPIEJ

Pierwsza strategia, by nawyk był prosty to zyskiwanie przez ujmowanie. Budowanie nawyków musi kosztować nas jak najmniej wysiłku! Zawsze o tym pamiętaj, gdy chcesz wprowadzić jakieś nowe zachowania do swojego życia. Nie ma sensu porywać się z motyką na słońce i wymyślić sobie: codziennie będę chodziła na siłownie! Nie! Ale może 15 minut dziennie poruszam się: pójdę na spacer, potańczę lub posprzątam w mieszkaniu. Albo nawet tylko ubranie się w strój sportowy, a może nawet wyjęcie tego stroju z szafy na początek wystarczy. Nasze mózgi to leniuchy, pamiętaj! Jesteśmy tak nauczeni przez ewolucję: mamy oszczędzać energię, gdy to tylko możliwe!

No i nie zapominaj, że nawyk to jedynie proces, który stoi na drodze w osiągnięciu tego, czego pragniesz. Nauka 20 minut dziennie niemieckiego stoi na drodze do stania się osobą, która biegle włada językiem. Codzienna medytacja stoi na drodze do uzyskania spokoju. Przyjrzyj się złym nawykom, które masz. One też są zazwyczaj bardzo proste. Przeglądanie Instagrama! Nie ma problemu, wystarczy wziąć telefon i go!

DRUGA METODA: UŁATW SOBIE ROBIE BUDOWANIE NAWYKÓW

O środowisku już mówiłam, ale również dostosowanie go sprawia również to, że nawyk staje się prosty. Gdy rano siadam do swojego biurka, już mam na nim otwarty swój kalendarz i zrobioną listę to-do. Przygotowałam to dzień wcześniej, więc dzisiaj tylko muszę albo ją uzupełnić i zaplanować albo brać się do roboty. Gdy czasami zapominam sobie zrobić takiej listy pierwsze 15 minut mojego poranka zastanawiam się, w którą stronę w ogóle się udać. Jeżeli Twoim nawykiem jest uczenie się języka uszykuj sobie książki i pisadła. A jeśli chcesz uczyć się słówek z nowego serialu na Netflixie, niech zeszyt do ich zapisywania leży zawsze w miejscu, w którym ten serial oglądasz. I analogicznie, jeżeli chcesz się zdrowo odżywiać, idź do sklepu najedzona po korek i zrób zakupy na cały tydzień. Wtedy kusi mniej! Wiem z praktyki. 

TRZECIA METODA: NAUCZ SIĘ ZACZYNAĆ

Nawyk to jest początek działania, to zaledwie kilka chwil. Nawyk będzie tym pierwszym sygnałem, który wywoła już potem całą lawinę. Dlatego kolejna zasada DWÓCH MINUT mówi, żeby nawyk był ułamkiem przyszłego działania. Jeżeli przeraża Cię wizja uczenia się 20 minut dziennie, to niech Twoim nawykiem będzie o godzinie 18:00 przerobienie jednej strony z podręcznika do niemieckiego. Jednej strony! Nic więcej! Jeśli chcesz biegać, to nie stresuj się tym, ile masz przebiec, jedynie załóż sobie to, że ubierzesz stój i wyjdziesz z domu.

Koncepcja tej strategii jest taka, żeby nawyk był najprostszy z możliwych! Gdy zaczniesz już coś robić, to będzie większa szansa na to, że będzie to kontynuowane. Jak zrobię jedną stronę z podręcznika do niemieckiego, to jest szansa, że wciągnę się na tyle, że przejrzę całą lekcję! Jeżeli już ubiorę ten strój sportowy, to będzie mnie aż korciło, żeby jechać na siłownie, no bo skoro już mam ten strój… Zaczynaj od bardzo łatwych kroków i potem możesz je sobie stopniować, jeśli uznasz, że masz taką gotowość. Możesz zacząć od 5 minut nauki dziennie albo nawet od minuty, jeżeli 5 minut nadal Cię przeraża, potem zwiększyć ją do 10 minut, potem przejść od przerobienia dziennie konkretnego tematu, itd.

I teraz pewnie sobie pomyślisz: Martyna, co Ty gadasz? 5 minut nic nie zmieni w moim życiu! Pamiętaj jednak, że to będzie 5 minut więcej niż normalnie, a daje to 100% więcej niż robisz na co dzień dla języka niemieckiego. Zaufaj mi i opanuj nawyk zaczyniania, później pójdzie już z górki. Ja właśnie tak działam tworząc treści na Migrantkę! Nie zastanawiam się nad tym, tylko siadam i moim zadaniem jest zacząć.

CZWARTA METODA: ZRÓB COŚ JEDNORAZOWEGO, CO UŁATWI CI BUDOWANIE NAWYKÓW

Kolejną strategią, która ułatwi jakiś nawyk może być technologia lub zakupienie jakiegoś przedmiotu, który ten nawyk maksymalnie uprości. Może to być np. jakiś kurs językowy online, w którym codziennie odblokowuje się nowa lekcja lub kurs na żywo, który odbywa się codziennie o określonej godzinie lub wymienienie się codziennie z koleżanką, która również się uczy, swoimi osiągnięciami lub planem nauki na dzisiejszy dzień. Taką osobę można nazwać partnerem/partnerką produktywności. Jeżeli Twoim nawykiem jest oszczędzanie, to możesz zautomatyzować to na swojej karcie bankowej. Zasada jest taka, że jeżeli możesz zrobić coś szybciej, łatwiej i sprawniej, zrób to! To działania jednorazowe, które będą wspierały Twój nawyk. Znalezienie i umówienie się z partnerem produktywności, kupienie wartościowego kursu online lub fajniej książki, itd.

4. NAWYK MUSI BYĆ SATYSFAKCJONUJĄCY

No i przed nami ostatnia zasada zmiany zachowania, czyli sprawienie, że nowy nawyk będzie przynosił nam satysfakcję. Chętniej po prostu robimy to, co jest nagradzane, a unikamy tego, co jest karane. Pozytywne emocje umacniają wykonywanie nawyków. Jedno zastrzeżenie! Ta przyjemność z wykonania danego nawyku musi być natychmiastowa! Nie może być nią np. za pół roku podejście do egzaminu językowego i zdanie go! Przyjemność musimy czuć natychmiast.

My, jako ludzie racjonalnie wiemy przecież, że palenie jest niezdrowe i może być przyczyną raka płuc, ale satysfakcja, którą daje zapalenie tego jednego papierosa tu i teraz jest większa. Wiemy racjonalnie, że jedzenie owoców i warzyw będzie procentowało nam dobry zdrowiem w przyszłości, ale na ten moment bardziej kuszące wydaje się zjedzenie burgera. Cała magia polega na tym, by nowym nawykom dać tu i teraz szczyptę satysfakcji, a tym niezdrowym szczyptę przykrości i niezadowolenia. No dobra, ale czy to w ogóle możliwe w naszym kontekście?

PIERWSZA METODA: MOTYWUJ SIĘ POZYTYWNIE

Byłoby oczywiście idealnie, gdyby nagrodą za dobry nawyk był on sam w sobie, no ale bądźmy realistami, zjedzenie marchewki czy otworzenie książki do niemieckiego mnie nie uszczęśliwi, a bardziej kojarzy mi się z jakimś meeeeeeeega poświęceniem. Dlatego pierwszą strategią, która sprawi, że nawyk będzie dla nas satysfakcjonujący jest jego zakończenie. Musimy wiązać nasz nawyk z bezpośrednią nagrodą, czyli sygnałem, który daje uczucie przyjemności do naszego mózgu. Spróbuj na dobry początek wizualizacji i mapy marzeń. Pamiętasz, gdy mówiłam o wizji tego, kim chcesz się stać dzięki nawykom. To właśnie może być Twoją mapą marzeń.

Stwórz kolaż, który będzie określał to marzenie lub znajdź cytat, który idealnie określa Twoją wizje i powieś sobie te kartki nad miejscem, w którym się uczysz. To również będzie sprawiało, że każdy mały krok, który zbliża Cię do celu będzie dawał satysfakcję. Zastrzeżenia: Twoja wizja musi być w widocznym miejscu podczas robienia danego nawyku. Może być to kolaż włożony w książkę przy łóżku lub taki, który wisi nad Twoim biurkiem. Możesz za każdy wypełniony rozdział książki sprawiać sobie jakąś przyjemność: jeść coś pysznego na mieście, kupić sobie coś małego, co zawsze sprawia Ci radość, itd. Tylko pamiętaj, by nagroda nie podkopywała Twojego nawyku! Czyli jeżeli Twoim nawykiem jest oszczędzanie, to głupotą będzie, jeśli nagrodą będzie kupowanie sobie czegoś. Natomiast, jeżeli nawykiem będzie zdrowe jedzenie, to czy sens będzie miało w nagrode kupienie sobie ulubionej babeczki? Wątpię!

MIGRACYJNY NAWYKOWANIK

A jeżeli potrzebujesz czegoś więcej, to może to być NAWYKOWNIK, czyli regularne zaznaczanie wykonania danego nawyku. Ja nazywam to kropkami, ponieważ w moim nawykowniku stawiam codziennie kropki za każde wykonane zadanie, ale Ty możesz sobie odhaczać to ptaszkami, czy czym masz ochotę. Ja wiem, że może wydawać się to śmieszne, ale stawianie takiej kropki czy ptaszka to satysfakcja gwarantowana. Ja mam taki nawykownik wpisany w mój kalendarz, ale dla Ciebie przygotowałam coś specjalnego: migracyjny nawykownik! Pobierz go poniżej!


.

Dlaczego nawykownik działa?

Chcesz wiedzieć, dlaczego taki nawykownik w ogóle ma prawo działać?

PIERWSZA PRZYCZYNA: WIDZIMY PROGRES

Po pierwsze dlatego, że wtedy jest to oczywiste, że mamy jakiś progres. Widzę w moim kalendarzu tyle kropek, iksów czy ptaszków w każdym miesiącu, więc wiem, że działam, że zbliżam się do mojego marzenia. Poza tym, dzięki zaznaczaniu tych moich kropek jestem szczera sama ze sobą i widzę czarno na białym czy coś robię czy nie. A zdradzę Ci, że mam taki nawyk, pod którym nie mam żadnej kropki i myślę właśnie co zrobić z tym fantem. Gdybym tego nie widziała, to nie umiałabym sięgnąć pamięcią nawet do ostatniego poniedziałku i że 100% pewnością określić, czy ja daną rzecz zrobiłam czy nie.

DRUGA PRZYCZYNA: JEST ATRAKCYJNY

Po drugie śledzenie moich nawyków i zaznaczanie ich w nawykowniku jest baaaaardzo atrakcyjne, bo widzę postęp i mam apetyt na więcej. Gdy w moim nawykowniku mam codziennie postawioną kropkę, to nie chce przerywać tej dobrej passy. To wizualny dowód mojej ciężkiej pracy i motywuje mnie do działania dalej!

TRZECIA PRZYCZYNA: JEST SATYSFAKCJONUJĄCY

Po trzecie, to tak jak już mówiłam, to daje mi satysfakcję i jest dla mnie nagrodą. Idę zaznaczyć sobie kropkę w moim nawykowników. Nawet nie wiesz, jak boli mnie, że przy jednym z nawyków nie mam postawionej ani jednej kropki.

CO ZROBIĆ, GDY PRZERWIEMY NASZ NAWYK?

No dobra już wiemy czym są nawyki, jak je wkomponować w nasze życie, ale co zrobić, gdy mimo tego, że wykonujemy dany nawyk od tygodni, nagle przerwiemy? Na początek uświadom sobie, że na pewno będzie taka sytuacjach, w której przerwiesz nawyk. Może to być urlop, odwiedziny znajomych, choroba, itd. Jest zasada, żeby nie rezygnować dwa razy. Jeżeli jeden dzień, coś mi wypadło, to następnego dnia działam dalej, jak gdyby nigdy nic. Nic się nie wydarzyło!

Może w swoim zdrowym odżywianiu zjesz pizze lub kebaba, to nic, następnego dnia znowu wracasz do swoich zdrowych nawyków. Jeżeli jednego dnia, naprawdę brak Ci siły na naukę, ok, ale już w kolejnym dniu siadaj tak, jak zazwyczaj i pamiętaj chociaż zaczynaj! Jeden błąd nie prowadzi do katastrofy! To odpuszczanie i seria kolejnych odpuszczeń do niej prowadzą! Za rok obudzimy się z przeświadczeniem, że w sumie to, kiedyś coś tam się robiło, ale nawet już nie wiemy, co to było.

To odróżnia zwycięzców od przegranych. Każdy ponosi porażki i klęski, ale sztuką jest wstać i działać dalej. Sztuką jest wykonywanie swoich nawyków nawet w złe dni, w dni, w których nie masz na nic ochoty i na nic siły! Zaczynaj lub rób mniej w takie dni, ale rób! Pamiętaj, że nawyk to sztuka zaczynania. Często te złe dni, w które nic nie wchodzi do głowy, ale mimo wszystko wydeptujesz tę ścieżkę nawyku są bardzo ważne, a może nawet ważniejsze niż dni, w które działasz z pełną motywacją i chęcią. Nie zawsze też chodzi o to, czego akurat dzisiaj się nauczysz, chodzi o to, że jesteś człowiekiem, który się uczy!

BUDOWANIE NAWYKÓW WSPIERAJĄCYCH NAUKĘ JĘZYKA

Pamiętaj, żeby chronić swoje ciężko wypracowane nawyki i jeżeli jakaś sytuacja może mu zaszkodzić, to staraj się ją wykluczyć. Jeżeli coś Cię kusi zamiast wykonania swojego nawyku, to spróbuj odwlec to w czasie. Jeśli o 18:00 siadasz do kursu języka niemieckiego lub do podręcznika lub do tego, co masz w planach, to jeżeli właśnie skończył się jeden odcinek serialu i Netflix już chce załączyć Ci kolejny, a jeszcze ten poprzedni skończył się taką sceną, że po prostu muuuuuuusisz obejrzeć dalej. U mnie często się tak dzieje! To nie zabraniaj tego sobie, tylko odczekaj 15 minut. Powiedz sobie: “Ok, obejrzysz ten odcinek, już nie płacz! Ale za 15 minut!” lub “Jasne, że zjesz tę czekoladę, ale nie teraz, za pół godziny.”. Jeżeli nie ulegniesz tej pokusie od razu, to często okaże się, że ze te kilka minut całkowicie o niej zapomnisz, bo wciągnie Cię coś innego.

Mam nadzieję, że dzisiejszy nietypowy odcinek zainspirował Cię do wprowadzenia zmiany w swoich codziennych działaniach. Daj mi koniecznie znać na moim Instagramie _migrantka lub na Facebooku Migrantka. Jeżeli masz taką możliwość w swojej aplikacji, to proszę oceń i skomentuj mój podcast. Będzie mi bardzo miło! 


Bibliografia:
  • Clear James, Atomowe nawyki. Drobne zmiany, niezwykłe efekty
  • Duhigg Charles, Siła nawyku
  • Rubin Gretchen, Lepiej. 21 strategii, by osiągnąć szczęście
  • Ola Budzyńska, Zorganizuj się w 21 dni
Święta w Polsce: o to nie pytaj przy świątecznym stole emigrantki i emigranta!

Święta w Polsce: o to nie pytaj przy świątecznym stole emigrantki i emigranta!

Coraz bliżej święta! Coraz bliżej święta! Zatem trzeba przygotować się na szereg niewygodnych pytań podczas rodzinnych spotkań. Pojawi się z pewnością pytanie o dzieci, o „ułożenie sobie życia” (to na pewno od mojej mamy) oraz kilka o powrót do Polski i emigrację. Mam apel do rodzin, które w swoich szeregach mają osoby na emigracji: o to nie pytaj przy świątecznym stole!

TO KIEDY WRÓCISZ DO POLSKI?

Nie na każdym etapie emigracji migrant_tka odpowie z całą pewnością: „Nie chcę i nie planuję” lub „Nie mam takiej potrzeby!”. Są takie okresy życia w innym kraju, że to pytanie będzie niczym nóż w migracyjnym sercu! Czasami może Ci się wydawać, że doskonale znasz przyczyny wyjazdu z kraju bliskiej osoby, ale nigdy nie wiesz, co jest schowane pod tymi oficjalnymi pobudkami.

Poza tym może cel był szczytny, ale rozłąka z krajem i rodziną bardzo boli? Może kobieta wyjechała do swojego męża, bo nie chcieli żyć na odległość, ale teraz jest jej chooooolernie ciężko? Może ktoś chce zawalczyć o lepsze warunki pracy, ale ciągły stres, stan szoku kulturowego i bariera komunikacyjna sprawiły, że nie potrafi się odnaleźć i od tygodni walczy o to, by podnieść się z łóżka?

Emigracja może być również ucieczką. Od toksycznych relacji w rodzinie, prześladowania w miejscu pracy, prześladowań ze względu na orientację seksualną lub szansą na lepszą opiekę zdrowotną dla dziecka.

W tym roku napisała do mnie jedna dziewczyna na Instagramie z prośbą o pomoc, bo wyjechała do męża z małą córeczką. Po przyjeździe nie radziła sobie kompletnie z kryzysem migracyjnym, z samotnością i tęsknotą za rodziną. Już w październiku obawiała się świąt bożonarodzeniowych i tego, jak to wszystko zniesie. Takie pytanie całkowicie by ją rozłożyło!

Mimo, że tego nie pochwalam i ja osobiście szukałabym tysiąca innych rozwiązań, to doskonale wiem, że nie emigracji żyje bardzo dużo osób, które tego po prostu nie chcą! Jedynie czują, że muszą albo dopiero zaczynają swoją przygodę z emigracją i jest im najzwyczajniej w świecie strasznie ciężko! Dlatego o to nie pytaj przy świątecznym, bo komuś możesz zrobić wielką przykrość!

LEPIEJ ZAPYTAJ:

  • „Co podoba Ci się w nowym kraju?”
  • „Jakie dostrzegasz różnice z Polską?”

Wtedy skłonisz bliską osobę do zastanowienia się, co jest fajnego w jej nowym migracyjnym życiu. Może dzięki temu uświadomi sobie, że wcale nie jest tak źle i że warto było zaryzykować. Przy okazji porozmawiacie o różnicach kulturowych, o życiu w danym kraju i może wtedy, jak będzie miała ochotę się otworzyć opowie Ci również o swoich trudnościach. Wysłuchaj i nie mów proszę: „To wróć do Polski.„.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Ciociu, na ten moment nie planuję powrotu do Polski. Dlaczego pytasz?”
  • „Wujku, dlaczego jest to dla Ciebie takie ważne, że o to pytasz?”
  • „Dziadku, od lat słyszę jak narzekasz na swój kraj. Kiedy wyjedziesz z Polski?”

JAK MOŻESZ SŁUCHAĆ TEGO NIEMIECKIEGO?

Wiele osób w pierwszych latach swojej emigracji intensywnie uczy się języka obcego. Jednym przychodzi to łatwiej, dla innych jest to nauka dyscypliny i pasmo wypracowania nowych nawyków. Znajomość języka obcego na emigracji jest bardzo istotna z perspektywy dobrego samopoczucia i zadowolenia z życia za granicą. Dlatego tak ważne jest wspierać swoich bliskich w nauce języka, dopingować im i motywować, by tej nauki nie porzucili!

Pytanie „Jak możesz słuchać tego niemieckiego?” po pierwsze utrwala krzywdzące stereotypy o języku niemieckim. Po drugie sugeruje, że język niemieckim jest językiem „gorszym” do nauki. A po trzecie sprawia, że dana osoba może poczuć się zawstydzona tym, że się go uczy, a może nawet i używa. Dlatego proszę Cię: o to nie pytaj przy świątecznym stole emigrantki_tów!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

  • „Świetnie, że uczysz się nowego języka! To z pewnością bardzo Cię rozwinie! Co podoba Ci się najbardziej w niemieckim?”
  • „Potrzebujesz jakieś pomocy? Może chcesz wziąć sobie słowniki polsko-niemieckie z domu, bo tak nikt z nich nie korzysta?”

Takimi pytaniami dasz znać, że wspierasz tę osobę. Dajesz jej znać, że to co robi jest wartościowe i fajne oraz że chcesz jej pomóc! To bardzo ważne!

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Babciu, niemiecki wcale nie jest takim brzydkim językiem jak przyjęło się sądzić w Polsce.”
  • „Wujek mogę i powiem więcej: słucham jak najwięcej, bo się go uczę.”
  • „Ciocia, bez problemu mogę. To kwestia przyzwyczajenia.”

DUŻO MASZ JUŻ ODŁOŻONE TEGO EURO?

Tego pytania nie lubię najbardziej! I wcale nie chodzi o to, że rozmawianie o pieniądzach jest tematem tabu. To pytanie wywiera presją na emigrancie_ntce, że mieszkanie za granicą musi równać się z oszczędzaniem. Dodatkowo zakłada, że ma bardzo dobre zarobki i może sobie pozwolić na odkładanie. Wierz mi lub nie, wiele osób mieszkających w Niemczech pracuje fizycznie od rana do nocy, by zarobić magiczne EURO. Gdyby te same osoby poświęciły czas na naukę języka i rozwój swojej kariery, mogłyby być za dwa lata w zupełnie innym miejscu. Ale jest tak duża presja zarobku i powszechność emigracji ekonomicznej, bo przecież zagranica, bo przecież euro, bo przecież trzeba odkładać, że niektórzy pracują całymi dniami i faktycznie odkładają pieniądze wegetując, zamiast żyć.

Po drugie to pytanie zawiera tezę, że ktoś ma odłożone jakieś pieniądze. UWAGA UWAGA: na emigracji również można mieć problemy finansowe lub po prostu wiele wydatków wszelkiego typu. A może ktoś wyjechał dorobić za granicą, dlatego że ma bardzo dużo długów?! Może pomaga swoim rodzicom w Polsce i większość pieniędzy przeznacza na takie wsparcie? Pamiętaj! Nigdy nie znasz głębokiej przyczyny czyjejś emigracji!

Po trzecie może ktoś zamiast odkładać do skarpety woli zjeść dobry obiad, wyjechać częściej niż raz w roku na wakacje lub realizować swoje hobby. Takim pytaniem wywierasz presję i stawiasz bliską osobę w niekomfortowej sytuacji.

Ja na początku mojej przygody z emigracją od rana do godziny 13 chodziłam na kurs językowy, a po południami do godziny 22 pracowałam i tak całe tygodnie. I nie, nie było mnie stać na urlop, bo dużo płaciłam za szkołę językową i musiałam ograniczać godziny pracy, żeby mieć czas na naukę!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

  • „Wiem, jak to jest zaczynać od nowa. Jeżeli potrzebujesz pomocy finansowej, to daj znać. Pomogę jak tylko będę mógł!”
  • „Potrzebujesz jakiś rzeczy na start w nowym mieszkaniu? Wiem, że niemieckie mieszkania są przy wynajmie całkiem puste!”.

Takimi pytaniami pokażesz, że rozumiesz, że początki są trudne i wiążą się z masą wydatków! A jeżeli sprawy ekonomiczne danego kraju bardzo Cię interesują, to zapytaj:

  • „Jak oceniasz stosunek dochodów do kosztów życia w Niemczech? Dużo się mówi o wysokich zarobkach, ale jak to się ma do kosztów?”.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Wujku, nie chcę z Tobą rozmawiać o mojej sytuacji finansowej. Możemy porozmawiać o Twojej, jeżeli jest to dla Ciebie ważne i chcesz się tym podzielić.”
  • „Ciociu, obecnie inwestuję w siebie i naukę języka niemieckiego.”
  • „Dziadku, dlaczego pytasz? Potrzebujesz pomocy finansowej?”

KIEDY ZBUDUJESZ W POLSCE DOM?

Kolejne moje ulubione! To przecież oczywiste, że pracuję za granicą i odkładam pieniądze, żeby wybudować w Polsce dom! Nie ma w tym nic złego, jeżeli ktoś tak właśnie robi, ale nie wszyscy muszą mieć taki cel. Nie wszyscy muszą planować powrót do kraju i życie w Polsce w tym nowym, pięknym domu. Co więcej znam kilka osób, które taki dom z emigracyjnych pieniędzy wybudowali i obecnie stoi pusty w Polsce, bo oni nadal zagranicą… Poza tym może ktoś wcale nie chce mieć domu?! W Polsce bardzo popularne jest to, żeby mieć własne domy lub mieszkania, w innych krajach niekoniecznie.

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

  • „Jakie masz marzenia?”
  • „Jakie masz plany na przyszłość?”

To pytania otwarte, jeżeli bliska osoba będzie marzyła o budowie domu, to z chęcią Ci o tym opowie.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Mamo, nie planuję obecnie takiej inwestycji.”
  • „Ciociu, budowa domu nie jest moim celem.”
  • „Babciu, na ten moment nie wiem, gdzie będę chciała mieszkać, więc nie chcę budować domu w Polsce.”

KIEDY UŁOŻYSZ SOBIE ŻYCIE?

Pytanie, które słyszę baaaardzo często. Mimo tego, że od lat mieszkam w Berlinie, mam stałą pracę oraz działalność gospodarczą. Poza tym żyję od lat w związku partnerskim i bardzo dobrze nam się układa. No, ale kiedy w końcu ułożę sobie to życie!? Nie mam dzieci, nie buduję domu, ani nawet nie mam pod ten dom działki, a dodatkowo mieszkam na emigracji, czyli nie jestem „u siebie”. Moje życie widocznie można spisać na straty, nie ma dla mnie ratunku.

To pytanie sugeruje, że życie w innym kraju to dopiero przystanek do magicznego „ułożenia sobie życia”. Sugeruje, że nie można czuć się tutaj spełnionym, że nie można mieć dobrego i fajnego życia. Dopiero trzeba je sobie UŁOŻYĆ. Polecam w tym temacie wspaniały wywiad z psycholożką Katarzyną Miller „W MOIM STYLU” Magdy Mołek.

LEPIEJ POWIEDZ:

  • „Jestem bardzo odważna, że wyjechałaś ze swojego kraju i zaczynasz wszystko od nowa! Gratuluję Ci!”
  • „Wspaniale, że walczysz o swoje marzenia i układasz sobie życie w innym kraju! Jestem z Ciebie dumny!”

Takimi odpowiedziami dasz znać, że wspierasz tę osobę i dodasz jej otuchy. Uwierz mi, na pewno ma dużo zmartwień na głowie, zresztą tak jak każdy!

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Mamo, pytasz o konkretną datę? Jeszcze jej nie ustaliłam.”
  • „Tato, o co konkretnie pytasz, bo nie końca rozumiem? Uważam, że moje życie jest jak najbardziej ułożone. Mylę się?”

CZEMU NARZEKASZ, PRZECIEŻ I TAK LEPIEJ ZARABIASZ?

Nie odbieraj nam prawa do narzekania! Serio, nic nie możemy powiedzieć, bo przecież zarabiamy więcej niż ludzie w Polsce? Mamy takie same problemy jak i Ty i niech nikt nie odbiera nam prawa, by się nimi dzielić. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że z emigracją jest jak ze zmarłymi: można o niej mówić albo dobrze albo wcale. A ja nie chcę, żeby tak było! Przez to ludzie, którzy są na emigracji bardzo nieszczęśliwi, nadal tutaj tkwią! Boją się przyznać do „porażki”, do tego, że coś poszło nie tak albo do tego, że po prostu inaczej to sobie wyobrażali i im się to w ogóle nie podoba!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

W tym przypadku lepiej nic nie mów.

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Tato, w tym momencie nie rozmawiamy o pieniądzach, więc nie rozumiem Twojego pytania. Możesz wyjaśnić, co masz na myśli?”
  • „Ciociu, nie tylko zarobki są w życiu ważne. Na komfort życia wpływa wiele czynników. Mam prawo odczuwać niezadowolenie i inne emocje, mimo że mieszkam na emigracji. Uważasz inaczej?”

DUŻO MASZ TAM TYCH CIAPAKÓW?

Będzie Ci miło, gdy ktoś powie o Tobie per „Polaczek”? Przypuszczam, że nie bardzo. Słowo „ciapaty” to polskie, rasistowskie określenie pewnej grupy etnicznej. Jakiej? Nie do końca wiadomo! W Niemczech mówi się tak obraźliwie o osobach tureckiego pochodzenia, w Wielkiej Brytanii bardziej o Hindusach lub Pakistańczykach. Słowo „ciapaty” określa osoby ciemnoskóre, czyli z nie-białym, nie-żółtym i nie-czarnym kolorem skóry. Określenie „ciapaty” jest rasistowskie i obraźliwe oraz prowadzi do dyskryminacji. Nie używaj go!

LEPIEJ POWIEDZ I ZAPYTAJ:

Jeżeli ciekawi Cię zróżnicowanie kulturowe jakiegoś kraju, to zapytaj:

  • „Czy Niemcy to społeczeństwo wielokulturowe? Jak się w nim odnajdujesz?”
  • „Jakich mniejszości narodowych jest u was najwięcej? Jak dużo jest osób polskiego pochodzenia?”

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Wujek, kogo masz na myśli, mówiąc w ten sposób?”
  • „Dziadku, nie wiem co i kogo dokładnie masz na myśli. Możesz doprecyzować?”

Ja z całą upartością nie odpowiadam na takie pytania, dopóki nie usłyszę innego słowa niż „ciapak”. A jeśli ktoś na siłę, mówi, że no tych ciapaków Turków, czy coś w tym stylu. To odpowiadam, że nie znam żadnej grupy etnicznej „ciapacy” i nigdy w Niemczech takich nie widziałam i pytam, czy może są tacy w Polsce i ewentualnie gdzie. Jeżeli usłyszysz jednak odpowiedź, że chodzi o Turków. To powiedz:

  • Turcy to największa grupa migracyjna w Niemczech. Zaraz po niej, jesteśmy my Polacy.

Możesz wtedy więcej opowiedzieć o mniejszości tureckiej w Niemczech. Więcej ciekawostek o różnych grupach migracyjnych przeczytasz w książce „Deutsche nasz” Ewy Wanat.

NIE BOISZ SIĘ IMIGRANTÓW?

W takim pytaniu chodzi oczywiście o uchodźców, a nie imigrantów, bo imigrantami są wszyscy Polacy w Niemczech. Liczba uchodźców z roku na rok rośnie i my jako kraje europejskie musimy się na to przygotować. Niebawem czeka nas fala migracji klimatycznych, podczas których ludzie z wielu krajów będą uciekać przed głodem, upałami, brakiem wody i po to, by po prostu przeżyć. Wtedy postawienie kolejnego muru na granicy, nic nie da. Nastawienie do uchodźców pełne lęków i przekonań z pewnością nie pomoże Ci odnaleźć się w takim świecie. Uchodźca to taki sam człowiek jak i Ty. Zacznij oswajać się z tym tematem. Może Cię w tym wesprzeć mój post na Instagramie o historii uchodźstwa i migracji Polaków.

Pytaniem o lęk przed uchodźcami możesz wzbudzić ewentualny strach osoby Ci bliskiej i sprawić, że będzie miała jakieś uprzedzenia. Wówczas spotykając na swojej drodze uchodźcę może czuć się niekomfortowo i odczuwać lęk. Będzie jej o wiele łatwiej, gdy do każdego człowieka będzie podchodziła z czystą kartą, bez stereotypów i negatywnych przekonań.

LEPIEJ ZAPYTAJ:

  • „Jak oceniasz politykę imigracyjną Niemiec?”

Wtedy możecie wspólnie porozmawiać o sytuacji i imigrantów i uchodźców w danym kraju. Możesz powiedzieć o swoich obawach i zapytać, czy Twój bliski coś takiego zaobserwował i co o tym myśli. Pamiętaj, pytania, które zawierają tezę nie powinny nigdy paść!

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ:

  • „Babciu, wiesz, że ja w Niemczech również jestem imigrantką?”
  • „Ciociu, a dlaczego miałabym się bać imigrantów? Sama jestem imigrantką!”

Teraz pamiętaj, o to nie pytaj przy świątecznym stole!

Mam nadzieję, że weźmiesz sobie do serca to, co tutaj widzisz. Niektóre pytania mogą naprawdę zranić wrażliwe migracyjne serce. Pamiętaj, że emigracja to nie tylko lepszy zarobek, ale również samotność, tęsknota za krajem i rodziną oraz wiele różnych wyrzeczeń.

Święta i inne rodzinne wydarzenia są dla emigrantów_tek często bardzo nostalgicznymi momentami. Takie spotkania otwierają w nas bardzo dużo kawałków i budzą wiele wątpliwości i zepchniętych w niepamięć tęsknot.

Bądź wrażliwa_y na moje ukochane migrantki i migrantów!

#3: TOP 10: Fakty, które zaskoczyły w Niemczech

#3: TOP 10: Fakty, które zaskoczyły w Niemczech

Cześć! Witam Cię w trzecim odcinku mojego podcastu Kroniki Migrantki. Mam na imię Martyna Michalak, mieszkam w Niemczech i prowadzę dla Ciebie bloga o emigracji i Berlinie – migrantka.com. W sieci znajdziesz mnie pod pseudonimem Migrantka. Na moim blogu migrantka.com podejmuję takie tematy jak emigracja, życie Polaków w Niemczech i opisuje moje przygody z Berlina, gdzie obecnie mieszkam. W tym odcinku podcastu przedstawię Ci fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech. Teraz po 8 latach życia tutaj, już te sprawy są dla mnie normalką, ale na początku trochę mnie zdziwiły. Jest takie powiedzenie “co kraj to obyczaj” i wyjeżdżając za granicę lub podróżując, można to sprawdzić na własnej skórze. 

FAKT#1: Niemcy to kraj federalny, co to oznacza w praktyce?

Jako pierwszą różnicę podam fakt, że Niemcy, a dokładnie Republika Federalna Niemiec jest państwem właśnie federalnym i składa się z 16 krajów federalnych oraz okręgów i gmin, a w praktyce oznacza to, że wiele decyzji nie jest podejmowanych centralnie. Poszczególne kraje związkowe posiadają nawet swoją własną konstytucję. Są to one oczywiście niższe rangą konstytucje od Ustawy Zasadniczej (czyli tej głównej niemieckiej konstytucji), jednak to zjawisko pokazuje skalę niezależności tych obszarów. Kraje związkowe decydują o szkolnictwie, policji, kulturze, mediach, ochronie środowiska w danym rejonie czy o architekturze miast swojego terytorium. 

System federalny jest doskonale widoczny w czasach pandemii koronawirusa, kiedy każdy kraj federalny (nazywany również z niemieckiego landem) wprowadzał inne zasady. Oczywiście zalecenia szły odgórnie, ale każdy land miał nieco inne odchylenia od tych ogólnych ustaleń. W praktyce wiązało się to z tym, że przekraczając granice danego landu, trzeba było przestrzegać zasad tam panujących, a co wiązało się z tym, że trzeba było śledzić, jak te obostrzenia odzwierciedlają się w danym landzie.

Kraj federalny „objawia się” również tym, że landy mają różne terminy dni wolnych od pracy. Obchodzone na Bawarii niektóre święta katolickie i dni wolne z ich okazji są pomijane np. w Berlinie. Tutaj dla przykładu podam święto Trzech Króli, które jest 6 stycznia. Zawsze trzeba mieć to na uwadze w pracy, jeżeli współpracuje się z osobami z innych landów. 

Może to dziwić, ale landy różnią się nawet systemem szkolnictwa! Każdy land decyduje o systemie szkolnictwa na swoim obszarze. Dlatego jest to bardzo mylące i nie do porównania z naszym polskim systemem.

FAKT#2: Niemiecki program socjalny

Kolejną zaskakującą ciekawostką był dla mnie niemiecki system socjalny. Czasami mam wrażenie, że niektórym opłaca się tutaj bardziej nie pracować niż pracować i niemiecki system socjalny wspiera ich w tym nieogarnięciu. Jest bardzo dużo ulg dla osób bezrobotnych i dla osób, które korzystają z zasiłku socjalnego. Osoby korzystające z zasiłku mogę wyrobić sobie odpowiednią kartę, nazywa się to w Berlinie berlinpass, na którą mają szereg zniżek, tak naprawdę na wszystko! Na komunikację miejską, na wejścia na basen, do muzeów czy kin.

Pomoc socjalna w Niemczech jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie. I to jest oczywiście super! Sama kiedyś skorzystałam z pomocy socjalnej w nauce języka niemieckiego, dzięki temu mogłam się skupić na nauce i kursach języka, po czym bez problemu znalazłam pracę i jestem ogromnie wdzięczna, że niemieckie państwo wspiera w ten sposób swoich obywateli.

Jednak jest jedno ALE. System opieki socjalnej jest bardzo często nadużywany i wykorzystywany. Życie na zasiłku stało się dla niektórych po prostu sposobem na życie. Niektórzy żyją na Harz IV, bo tak nazywa się ten zasiłek, całymi latami. Jeszcze inni pobierają zasiłek, a pracują na boku na czarno, przez co urzędy nie widzą ich dochodów. Przez to dochodzi do marginalizacji takich osób. Wszyscy wiedzą, że system jest nadużywany i korzystanie z pomocy socjalnej jest społecznie piętnowane, a szkoda, bo uważam, że można dzięki temu stanąć na nogi, znaleźć fajną pracę lub zmienić branżę.

Trochę brakuje w tym wszystkim kontroli, niestety. O dziwo, bo w Niemczech jest ogólnie bardzo dużo kontroli. Mimo tego, że biurokracja wokół pomocy socjalnej to jakiś kosmos, to ludzi i tak się nie upilnuje i wykorzystują ten system. Niestety muszę powiedzieć, że jest wykorzystywany w dużej mierze przez obcokrajowców, w tym Polaków również. Może o tym innym razem!

FAKT#3: Organizacja życia społecznego

Następnym punktem, na którym się skupię, jest organizacja życia społecznego. My w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do większego lub mniejszego, ale jednak chaosu. Wiemy, że co chwilę coś nie działa, coś się rozkraczy i jest to dla nas normalne. Od polskich paradoksów kipią portale z memami. 

#Komunikacja wizualna i jej spójność

Dlatego, gdy przyjechałam do Monachium i zobaczyłam, jak działa komunikacja miejska, jak to jest wszystko dograne i logicznie rozłożone, to byłam pod dużym wrażeniem. Zawsze jak opowiadam o komunikacji moim znajomym, mówię, że łatwiej zgubić mi się w polskim mieście niż w Niemczech. Tutaj każda stacja metra jest tak rozpisana, jest tak dobrze oznaczona, na każdym przystanku są mapy, jeżeli coś się zmienia, to jest to zakomunikowane tak, że na pewno to zauważysz i trudno się zgubić!

Komunikacja wizualna i jej spójność to mistrzostwo! Nie musisz znać języka, a i tak wszystko zrozumiesz! Na stacjach są strzałki, obrazki, jeżeli jest zmiana peronu, bo jeden jest w remoncie, to masz nawet na podłodze narysowane ślady butów, w którym kierunku trzeba iść! Uważam, że jest to mistrzostwo! Na studiach wiele razy zajmowaliśmy się komunikacją wizualną, ponieważ jest to istotna część życia społecznego, a co za tym idzie również socjologii. W komunikacji wizualnej najważniejsze jest przekazanie komunikatu obrazowo. Treść obrazkowa jest bardziej zrozumiała i powinna szybciej trafić do odbiorcy niż jakikolwiek inny komunikat w formie słownej. W takim kraju jak Niemcy, w którym jest wielu obcokrajowców, jest to po prostu bardzo praktyczne i potrzebne.

#Biurokracja w urzędach Fakty które zaskoczyły mnie w Niemczech

W Niemczech mamy do czynienia również z dużą organizacją społeczną. Czasami się śmieje, że Niemcy działają jak dobrze naoliwiona maszyna. Tutaj wszystko ma swoją funkcję. I wszystko, jak np. wyżej wspomniana komunikacja wizualna, służy temu, by ułatwiać życie społeczne. Może kogoś przeraża, to co powiem, ale organizacja w urzędach również ułatwia nam życie. Ja wiem, że niemiecka biurokracja jest straszna. Jednak weźmy pod uwagę fakt, ile ludzi żyje w tym kraju, z ilu krajów pochodzą ci ludzie i jakie mamy możliwości pomocowe i ile można załatwić. Naprawdę myślę, że to wszystko ma sens.

Bardzo sobie to cenię, że na każdy przypadek jest procedura. Dzięki temu przynajmniej wiem, co mam robić w danej sytuacji. Niemcy mają procedurę już chyba na wszystko. Przyjechałaś z końca świata i nie masz dyplomu ze swojej uczelni, bo zginął w pożarze podczas wojny? Na to również jest procedura i będziesz wiedziała, co z tym zrobić. My jako obywatele UE mamy jeszcze o niebo łatwiej, dlatego że wiele praw zostaje ujednoliconych dla całej Europy. Chociażby dyplomy z uczelni wyższych, nasze polskie prawo jazdy i wiele wiele innych.

FAKT#4: Ogrom oferty kulturalnej i dostęp do kultury

Jeżeli przedstawiam fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech, to muszę wymienić ogrom oferty kulturalnej i dostęp do niej. Już mówiłam o zniżkach dla tych najbiedniejszych, którzy w ramach obniżek cen mają dostęp do muzeów czy kin. Korzystanie z kultury w Niemczech i branie w niej udziału to dobro podstawowe każdego obywatela!

#Muzea i historia miast

Szczególnie wyróżnię tutaj muzea! Niemieckie muzea są po to, by do nich przyjść i coś przeżyć, zobaczyć, podotykać, często są interaktywne! Mają bogatą ofertę dla dzieci. To nie są budynki, w których trzeba być cicho i poważnie, tylko ma być właśnie głośno, wesoło i gwarno. W Berlinie można znaleźć muzeum z każdej dziedziny zainteresowań, co jest dla mnie również fascynujące! O niektórych muzeach w ogóle nie miałam pojęcia, że mogą istnieć. A ceny ze wejście wcale nie są wygórowane, przynajmniej moim zdaniem. A do niektórych, w konkretne dni można wejść nawet za darmo.

Jako amatorski fan historii muszę również powiedzieć o dbaniu o historię niemieckich miast. Widać to zwłaszcza w Berlinie, gdzie historia tego miasta wydziera się z każdego jego zakamarka! Historia danego miejsca jest podkreślona tabliczkami, które informują, co było tutaj wcześniej, jak to miejsce wyglądało i jakie pełniło funkcje. Widać to po odrestaurowanych zabytkach oraz odnowionych kamienicach i budynkach. O historię się tutaj bardzo dba i wprowadza ją do architektury miasta. Naturalnie łączy się ją z nowoczesną architekturą i innymi nowoczesnymi rozwiązaniami.

Jeżeli jesteśmy przy kulturze, to powiem tylko, że wiele rozrywek jest dostępnych za darmo! Jak już mówiłam, do niektórych muzeów można wejść za darmo w konkretne dni, ale jest również wiele wydarzeń sportowych organizowanych np. w parkach, w których można brać bezpłatny udział. W Berlinie jest tego mnóstwo i w sieci znajdziecie wiele map interaktywnych, które ułatwią wybór i obiecuję napisać o tym kiedyś artykuł na mojego bloga, ale temat wydaje mi się tak obszerny, że potrzebuję dodatkowej motywacji! Możecie pisać do mnie na Instagramie, czy by Was to zainteresowało.

#Biblioteki i VHS fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech

Wspomnę tutaj jeszcze o bibliotekach, o których już mówiłam w podcaście. Karta do bibliotek kosztuje w Berlinie 10 euro rocznie, a mają bardzo bogatą ofertę – od książek, po kursy online, wypożyczanie sprzętu do czytania i pracy, po muzykę, filmy i gazety. O bibliotekach jednak już mówiłam i nie chce się powtarzać.

Muszę, bo się uduszę, jeszcze powiedzieć o VHS, czyli szkołach dla dorosłych, które oferują kursy z każdej dziedziny. Ja już kilkakrotnie korzystałam z ich oferty i serdecznie polecam. To dobra szansa na zrobienie, chociażby kursu języka obcego w przystępnej cenie. 

FAKT#5: Zieleń w miastach

Fenomen zielonych miast musiał się tutaj znaleźć, jeśli opisuję fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech. Cieszy mnie to, że w miastach dba się o miejsca zielone. Dba się o parki i nawet pomiędzy zwykłymi blokami mieszkalnymi jest pas zieleni. Każdy zielony skrawek ziemi dostaje zaraz znak z sową, co oznacza, że jest to teren pod ochroną (uwaga to hiperbolizacja, oczywiście nie każdy, ale bardzo często). Tutaj naprawdę się o to dba i myśli o tym. fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech!

Dzięki temu, mimo że w Berlinie jest bardzo dużo ludzi, aż tak nie czuć tej ciasnoty. W każdej dzielnicy jest przestrzeń do spacerów, biegania i jeżdżenia na rowerze. W weekendy parki są oczywiście zapchane i to nie ulega wątpliwości, ale mnie to cieszy, że ludzie tak chętnie korzystają z tego dobrodziejstwa. Kiedyś czytałam fajny artykuł o przestrzeniach miejskich, w którym było właśnie stwierdzenie, że parki są bardzo ważne dla miast, bo są ogrodem i balkonem dla tych, którzy tego nie mają. I w stu procentach się zgadzam! Parki i tereny zielone to nasz wspólny ogród i wspólny balkon i każdy jest w nim mile widziany.

FAKT#6: Brak zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych

No i fakt szósty, na który wszyscy czekają, czyli brak zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych. W Niemczech można normalnie pić piwo podczas spacerów, siedzeniu w parkach czy nad jeziorem! Ma to oczywiście swoje plusy i minusy.

Plusem jest to, że mamy więcej swobody i nie ma jakiś głupich mandatów za picie piwa w miejscu publicznym, czyli np. siedząc nad rzeką. Zamiast siedzenia w ogródkach piwnych można zrobić sobie spacer po mieście, można spokojnie otworzyć puszkę piwa do grilla w parku i nie ma z tym większego problemu. Minusem jest jednak to, że ludzie robią sobie imprezki w parkach i zostawiają po sobie bardzo dużo śmieci w miejscach publicznych. 

Czy jestem za, czy przeciw? Chyba za, bo ogólnie zawsze jestem za pozwalaniem niż zakazywaniem. Wydaje mi się jednak, że tutaj dużo zależy jednak od mentalności społeczeństwa. Nie wiem, jak takie pozwolenie mogłoby przyjąć się w Polsce, chociaż oczywiście ludzie i tak piją w miejscach publicznych i ten zakaz jakoś ich nie obchodzi. Nie wiem, jak wpłynęłoby to na przestrzeń publiczną polskich miast. Może wcale, a może znacznie, kto wie. Napiszcie mi koniecznie na poście na Instagramie dotyczącym tego podcastu lub tutaj na blogu, co Wy na ten temat myślicie.

FAKT#7: Ludzie i ich różnorodność

Jeżeli przedstawiam Ci fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech, to muszę powiedzieć o ludziach i ich różnorodności. W Niemczech zaskoczyło mnie to, jak wiele kultur i narodów można spotkać na ulicach! W Berlinie to już jest cały świat, ale Monachium daleko od Berlina nie odbiega. Niemcy to prawdziwe multi-kulti. Dzięki tej różnorodności ludzie mają tutaj więcej luzu i nie przejmują się tak innymi, jak my w Polsce. Widać, że toleruje się tutaj wszystkie odmiany stylów życia i mało co może tutaj zaskoczyć społeczeństwo. Kolorowe stroje, szalone przebrania, wykwintne makijaże, chodzenie na boso zimą – to wszystko jest normalne i nikogo to nie rusza. Mam wrażenie, że w Niemczech ludzie są bardziej spokojni i radośni. Może ma na to wpływ stabilność i brak troski o jutro? Bardzo możliwe. Społeczność tutaj jest również bardzo pomocna, więc jak zgubisz się w środku miasta, to wal śmiało, na pewno ktoś Ci pomoże. 

Niemieckie ulice są pełne starszych ludzi i seniorów czy seniorek, którzy biorą aktywny udział w życiu społecznym. Są ich pełne siłownie, restauracje i kawiarnie. Mnie to naprawdę zaskoczyło! W Polsce nie widać tak starszych ludzi w życiu codziennym, widać starszą panią, która robi zakupy w Biedronce, ale nie widać tych ludzi aktywnie korzystających z miasta. Jak poszłam w Niemczech pierwszy raz na siłownię, to byłam w szoku, bo tam praktycznie większość to były osoby starsze i tak fikające, że ja się przy nich chowałam. 🙂

FAKT#8: Ceny za niektóre usługi

Zaskoczyło mnie jeszcze jedno, albowiem ceny za niektóre usługi. I nawet nieporównywanie tych cen do cen w Polsce, bo to nie ma sensu, ale porównanie ogólnie danej usługi w hierarchii innych usług, już tak. Zaraz wytłumaczę, o co mi chodzi. 

Przykładem niech będzie tutaj przejazd pociągiem. W Polsce jest to jedna z najtańszych opcji komunikacji międzymiastowej, w Niemczech jedna z najdroższych! Ceny biletów na pociąg potrafią być szalooooone! Koszt biletu lotniczego do innego kraju to czasami bagatela 15 euro, zresztą między Berlinem a Monachium to około 30 euro, a przejazd między Berlinem a Monachium pociągiem ponad 100! Może przez to, że zawsze byłam przyzwyczajona do tego, że pociągi najbardziej się opłaca, to mnie to ciągle niezmiennie dziwi. I nie mam pojęcie, z czego to wynika, jak wiecie, to dajcie znać.

FAKT#9: Niemcy jako ludzie pracy

Chciałam, jako dziewiąty punkt, jeszcze powiedzieć słówko o Niemcach jako społeczności. W poprzednim podcaście mówiłam o ich rytuałach, umiejętności small talku i budowania kapitału ludzkiego. Na początku bardzo mnie to zdziwiło i w sumie zazdroszczę im tego. Mam nadzieję, że się tym od nich z czasem zarażę. Nie będę się powtarzała, więc zapraszam do poprzedniego odcinka, a dzisiaj opowiem o podejściu Niemców do pracy. Tylko pamiętajcie, że takie uogólnienia dzieli się zawsze przez dwa. To samo dotyczy Polaków, to samo Niemców. Nie da się określić, że cała narodowość jest jakaś, ale bierze się pod uwagę cechy ogólne i najczęściej spotykane. Mam wrażenie, że praca dla Niemców jest bardzo ważnym elementem życia. Praca nie jest jednak celem samym w sobie. Niemcy pracują po to, by realizować swoje podróże bądź inne hobby. W Polsce niestety pracujemy w większości po to, by mieć za co żyć. 

Uważam, że Niemcy są bardzo pracowici, taka jest moja opinia. Niemcy bardzo szanują swoją pracę i bardzo dużo pracują oraz podchodzą do niej na maksa poważnie. Potrafią się jej poświęcić, jeżeli przyświeca im cel, który dzięki tej pracy osiągną. Często prześwieca im jakiś cel albo odkładają na emeryturę, żeby mieszkać w innym państwie o łagodnym klimacie. Praca to dla nich cel do realizacji innych rzeczy. Też macie takie wrażenie czy tylko ja tak mam? Dajcie znać w komentarzu na Insta lub tutaj pod postem!

Często słyszę, że mówi się o Niemcach, że są zimni i zdystansowani. Ja na swojej drodze spotkałam jednak wielu ciepłych, uprzejmych i pomocnych Niemców, którzy w wielu kwestiach mi doradzili i pomogli. Nawet w pracy mam dziewczyny, które naprawdę o mnie walczyły, jak miałam dostać umowę i stały za mną murem. Może mam pozytywne nastawienie przez to, że mam takie fajniejsze doświadczenia. Jestem otwarta na dyskusje, jeżeli macie inne podejście, to mi napiszcie.

FAKT#10: Inne podejście do marketingu

Jako o wisience na torcie opowiem Ci o różnicach w podejściach marketingowych, dlatego że to moja specjalizacja i jest to bardzo ciekawe. To moja pasja i chętnie się tym z Tobą podzielę.  

#Case kampanii reklamowej „Absolutna satysfakcja albo zwrot pieniędzy

Po pierwsze kampanie reklamowe powinny być dostosowane do mentalności danego społeczeństwa. Widzieliśmy to idealnie na przykładzie marki Lidl. Widzieliśmy, co stało się w Polsce, gdy wprowadzono słynną akcję “Absolutna satysfakcja albo zwrot pieniędzy”, która polegała na oddawaniu produktów marki własnej Lidla, jeżeli nam nie zasmakowały. Warunkiem było jedynie przeniesienie opakowania po podanym produkcie, a Lidl obiecał zwrot pieniędzy za dany produkt. Nie docenił jednak specyfiki zachowań polskiego konsumenta. Wyobraźcie sobie, że ta kampania w Niemczech trwała bardzo długo i była swego czasu flagową kampanią marki Lidl. Ja pamiętam ją jeszcze z Monachium, potem widziałam plakaty w Berlinie. A w Polsce zadziała się jakaś katastrofa.

Tutaj marketingowcy kompletnie nie wzięli pod uwagę mentalności społecznej. W Polsce, jeżeli możemy dostać coś za darmo, to z tego korzystamy! W Niemczech niekoniecznie. Do niemieckiego klienta nie trafiają promocje czy obniżki cen, nowości. Tutaj trzeba zadziałać inaczej. Dlatego wchodzenie polskich przedsiębiorców na niemiecki rynek (i odwrotnie) jest takie fascynujące i trzeba podejść do tego z pomysłem i dlatego odbiór tej kampanii Lidla był tak skrajnie różny w dwóch sąsiadujących sobie krajach.

#Dostrajanie się do trendów społecznych

Jednak jak już mówimy o Lidlu, chociaż nie jest to żadna reklama, jest to po prostu dobry przykład. Wspomnę jeszcze o dostosowywaniu się sklepów do trendów społecznych. Polskie filie Lidla i innych marek oczywiście również, ale mówię o Lidlu, dlatego że mam porównanie, Biedronki nie ma w Niemczech. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Marki w Polsce idealnie dostosowują się do panujących trendów. Jeżeli jest trend diety wegańskiej, trend eko, bio itd. to na sklepach pojawiają się produkty wegańskie oraz całe regały żywności ekologicznej i roślinnej. I to widziałam w Polsce praktycznie w każdym markecie.

W Niemczech takie produkty oczywiście są dostępne, ale w specjalistycznych marketach. Na półkach sklepowych w Lidlu koło mnie pojawiły się dopiero w 2020 roku i to w postaci tofu i kilku produktów zastępujących mięso, typu wegańskie kotlety czy mięso mielone. I tyle. Nie ma całych półek produktów i wielkich kampanii promujących to. W Lidlu takim pierwszym lepszym koło mnie nie ma nawet ciecierzycy w puszce, Lidl jest tutaj zwykłym marketem z podstawowymi produktami. Nie ma tutaj nic wymyślnego, a polski Lidl ma tyle produktów, że naprawdę zazdroszczę. Fakty które zaskoczyły mnie w Niemczech

Może Was zaciekawiłam i zapytacie dlaczego? Ano dlatego, że społeczności inaczej reagują na zmiany. Niemcy żyją w trybie rytuałów, lubią to, co dobre, znane i zazwyczaj całe życie są fanami jednej marki. Polacy szybko reagują na nowości, chętnie korzystają z promocji i rabatów oraz często kierują się ceną. Dlatego marki zawsze dostrajają się do trendów społecznych. W Niemczech dla żywności ekologicznej czy wegańskiej są osobne, wyspecjalizowane w tym markety. I do takich zwykłych marek typu Lidl, Netto, Norma czy Penny pewne nurty dochodzą po prostu wolniej i zmiany wprowadzane są stopniowo.

#Opakowania produktów

Fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech to również opakowania i brak dostępności niektórych produktów w pojedynczych sztukach. Nie w każdym markecie w Niemczech kupisz pojedynczej sztuki np. loda w upalny dzień. Musisz kupić paczkę pięciu albo od razu dziesięciu! Tutaj akurat nie mam pomysłu, dlaczego tak jest. Widocznie bardziej im się to opłaca, jest to dość tanie. Nie wiem. W Berlinie już w wielu sklepach latem widziałam takie osobne lodówki przy kasie z pojedynczymi sztukami lodów, ale w niektórych nadal nie. Już nie powiem Ci w jakiej, żeby po raz trzeci nie wymienić pewnej marki. 

Zbliżając się do końca, powiem Ci o jednym dziwnym produkcie, który zaskoczył mnie najbardziej w Niemieckich sklepach. Są to parówki w słoiku! Czaisz to? Parówki można kupić tutaj w słoiku. I powiem Ci szczerze, że do tej pory tego nie jadłam i już nie zjem. Zawsze jak to widzę w sklepie, to moja głowa wybucha!

#Miejsca samoobsługowe fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech!

Jeżeli jesteśmy już przy marketingu, to muszę jeszcze wspomnieć o miejscach w pełni samoobsługowych. W Berlinie widzę tego mniej, ale w Monachium nawet gazety stały w takich pojemnikach na ulicy, które się otwierało, zabierało gazetę i wrzucało monetę. Lub jechało na pole z dyniami, widziałam też z tulipanami i można było zebrać sobie daną roślinę i przy wyjściu z pola stoi skarbonka, do której wrzuca się pieniądze za towar. Miejsca całkowicie samoobsługowe, bez osoby, która by to wszystko kontrolowała. A teraz powiedz mi, czy wyobrażasz sobie coś takiego w Polsce?

Interesuje Cię temat marketingu w zależności od danej kultury? Chętnie mogę się tym z Tobą dzielić, bo uwielbiam ten temat i jak często zauważam takie różnice i mogę dać o tym znać.


Podaj dalej fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech!

Jeżeli podobał Ci się ten odcinek, to podziel się nim ze swoimi znajomymi i rodziną. Dzięki temu będę mogła również im opowiedzieć swoją historię. Daj go posłuchać swojej mamie, która mieszka w Niemczech lub swojemu przyjacielowi czy przyjaciółce. Pamiętaj, że w sieci znajdziesz mnie na moim blogu migrantka.com, gdzie chętnie odpowiadam na wiele Waszych pytań i wątpliwości. Nie jestem żadną ekspertką, jestem dziewczyną, która przyjechała za granicę tak jak Ty i sama próbowała ogarnąć nową rzeczywistość. Nie mówię o rzeczach, na których się nie znam, ale zawsze skieruje Was w odpowiednie, sprawdzone miejsce, gdzie znajdziecie pomoc.

Dziękuję Ci serdecznie za wysłuchanie tego odcinka i do usłyszenia następnym razem! 🙂

Moje początki życia w Niemczech, czyli złe dobrego początki

Moje początki życia w Niemczech, czyli złe dobrego początki

Hackerbrücke – dworzec autobusowy w Monachium. To tutaj wylądowałam, wyjeżdżając za granicę. Wysiadłam z owianego legendami autobusu „Sindbad”, który – oprócz mnie – przywiózł masę innych Polaków na emigrację. Skąd taki tytuł „Początki życia w Niemczech, czyli złe dobrego początki”? Za moment się dowiesz…

Kompletnie nieznany świat

Trafiłam do świata, w którym wszystko było dla mnie nowe. Poruszanie się po dużym, obcym mieście, „dogadywanie się” w innym języku, a nawet płacenie inną walutą w sklepach było dla mnie nie lada wyzwaniem. Wcześniej za granicę pojechałam jedynie na kilka wycieczek szkolnych, podczas których nigdy nie byłam sama i nie musiałam podejmować żadnych decyzji. Nigdy sama, nigdy na długo. 

Oddać swój los w czyjeś ręce

Ale wracając do początku – z dworca odebrał nas „znajomy”, przecież nie pojechałam tam tak zupełnie w ciemno. Jednak, jak dzisiaj o tym myślę, to zdaję sobie sprawę, jak bezmyślny był to krok. No, ale cóż – było, minęło.

Cały wyjazd był zaaranżowany przez mojego partnera, który miał wspomnianego znajomego w Monachium. Pokój, mieszkanie, praca – wszystko miało być załatwione, mieliśmy po prostu szybko się odnaleźć w mieście, a reszta miała być ogarnięta i względnie przyjemna. Okazało się, że nie ma nic! Pokój, podobno przeznaczony dla nas, była zajęty, a w mieszkaniu nie wszyscy lokatorzy ucieszyli się z naszego przyjazdu – krótko mówiąc.

Możecie mi wierzyć, że początki życia w Niemczech do najprzyjemniejszych nie należały. Brakowało pokoju, łóżka, kąta, czegokolwiek, a inni mieszkańcy nie godzili się na nowych współlokatorów. Generalnie – oni nas tam nie chcieli i my nie chcieliśmy tam być. Lecz za dużo opcji nie mieliśmy. Pomysł na początek był taki – przemęczymy się, zaczniemy pracę, a potem szybko znajdziemy mieszkanie. I problem z głowy. Tylko ten, kto mieszka w Niemczech – Berlinie, Monachium lub w innym większym mieście – zrozumie ten żart i ironię sytuacji. Dla innych napiszę, że znaleźć mieszkanie w Niemczech to wyzwanie niczym udział w Olimpiadzie. 🙂

Polak Polakowi wilkiem?!

Może zapytasz: Dlaczego inni lokatorzy mieli z nami problem? A może to my jesteśmy nie do końca normalni? Wiadomo jesteśmy dziwni, jak wszyscy, czyli obiektywnie mówiąc raczej zwyczajni. 🙂 Tutaj problem był nieco inny. Za ścianą mieliśmy wówczas ludzi uzależnionych od alkoholu i narkotyków, robiących weekendowe imprezo-awantury. Dodatkowo, o zgrozo, nie dbali o higienę i szczerze mówiąc, po prostu się ich bałam. Oczywiście ich niechęć do nas zaczęła się od tego, że nie chcieliśmy płacić im haraczu – opłaty za możliwość pobytu w tym mieszkaniu. Historia ta ma jeszcze milion innych wątków, ale to tematy nie na dzisiaj.

Ten koszmar trwał pół roku

Suma summarum – pierwsze trzy miesiące na emigracji spędziłam na materacu u znajomego, w czteroosobowym pokoju, czując się intruzem, idąc nawet siku. Pierwsze pól roku – my osoby niepalące – spędziliśmy w mieszkaniu, w którym wszyscy palili gdzie popadnie. Pety i popiół walały się wszędzie, a „fajkami” śmierdziało już przed wejściem na klatkę schodową. OBRZYDLISTWO!

Uświadomiłam sobie, że albo musimy wrócić do Polski albo zacząć walczyć. I tak rozpoczęła się moja wojna o fajne życie na emigracji, walka o poszukiwanie własnego kąta oraz walka z samą sobą, własnymi słabościami i… językiem niemieckim.


Posłuchaj odcinka podcastu o mojej nauce języka niemieckiego:


Złe dobrego początki

Mieszkam w Niemczech od 2013 roku. Bardzo polubiłam ten kraj, nauczyłam się nawet tego strasznego języka niemieckiego i widzę tutaj swoją przyszłość. Jednak początki życia w Niemczech nie były łatwe, można nawet powiedzieć, że cholernie trudne. Dlaczego? Bo nieprzemyślane, bo zbyt spontaniczne, bo nieświadome. Zdaję sobie sprawę, że inni mieli gorzej, ale dla mnie to była moja osobista tragedia i moje osobiste przeżycia, które zostaną ze mną na długo. 

Gdy dzisiaj o tym wszystkim myślę, to tak naprawdę nie wierzę, że to faktycznie się wydarzyło. Wiele faktów wyleciało mi już z głowy, a te niemiłe wspomnienia wyparłam. Dlatego stworzyłam mój blog i chcę dzielić się moimi historiami, bo emigracja nie zawsze jest prosta. Jeżeli nie masz tutaj nikogo, jesteś sama i trafisz na tych złych Polaków – bo wierzę w to, że Ci fajni rodacy również tutaj są – to możesz poważnie się zrazić. Wówczas trzeba wierzyć w siebie i w moc innych ludzi. Dzisiaj już wiem, że po prostu źle trafiłam, spotkałam złych ludzi, miałam pecha. Ale wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, prawda? 🙂 

Korekta: Anna Jakubowska

Patrzymy na świat przez biało-czerwone okulary!

Patrzymy na świat przez biało-czerwone okulary!

Ludzie rodzą się w okularach – kiedyś, dzisiaj i pojutrze. Każde niemowlę, które przychodzi na świat ma dwie nogi, dwie ręce, dwoje oczu, jedne usta i nos. Nos każdego bobasa wieńczą okulary przeciwsłoneczne z niebieskim kolorem soczewek. Okulary to zwykła część ludzkiego ciała, więc dla nikogo nie są dziwne – wszyscy je mają, każdy taki sam kolor. Jest to typowy element twarzy, identyczny jak brwi czy usta. Wyobraziliście już sobie ten świat? 

Świat, który widzisz jest niebieski    

Świat, który widzi Twój sąsiad, Twoja mama, tata i brat jest również niebieski. Wszyscy macie okulary z takim samym kolorem soczewki. A teraz przyjrzyj się swoim okularom – są niebieskie. To co sprawia, że szkła są w takich, a nie innych barwach, to wartości, postawy, idee i przekonania, których nabyła Polska w czasie swojego istnienia. Ogień bitew, krew poległych w wojnach, ideały, kultura zabarwiły je na niebiesko. To co działo się wieki temu, to co dzieje się dzisiaj i to co przyniesie przyszłość ciągle barwi naszą rzeczywistość. Te okulary to po prostu „polskość”, przez którą codziennie oglądamy otaczający nas świat.    

Jednak tysiące kilometrów stąd…  

…w Japonii, rodzą się dzieci, które mają dwie nogi, dwie ręce, dwoje oczu, jedne usta i nos. A nos każdego bobasa wieńczą okulary przeciwsłoneczne z żółtym kolorem soczewek. Nikogo to nie dziwi, ponieważ wszyscy dokoła również urodzili się w żółtych okularach. Każda osoba je ma, są od zawsze częścią ludzkiego ciała. Wszystko co Japończyk widzi jest zabarwione na żółto, a wszystko czego doświadcza filtrowane jest przez kolor żółty. A kolor ten to nic innego jak kultura, doświadczenie, obyczajowość i wychowanie. To co działo się wieki temu, to co dzieje się dzisiaj i to co przyniesie przyszłość ciągle barwi japońską rzeczywistość.  

Sprytny podróżnik będzie wiedział, co kupić przed wycieczką.     

Jeżeli ktoś z nas będzie chciał podróżować do Japonii z pewnością kupi sobie japońskie okulary przeciwsłoneczne, aby jak najlepiej poznać ten kraj. Przyjeżdżając do Japonii założy żółte okulary i będzie oglądał ten kraj tak samo jak widzą go Japończycy. Turysta przez miesiąc uczy się Japonii i obserwuje ją przez żółte okulary, pozna jej wartości, kulturę i wierzenia. A po powrocie do kraju powie, że jest ekspertem od spraw japońskich, powie, że poznał kulturę Japonii i wszystko już wie na temat tego kraju.  

Podróżnik twierdzi, że kultura Japonii jest zielona.  

Dlaczego? Jak to? Przecież od zawsze wiadomo, że Japonia jest żółta. Turysta kupił japońskie okulary przeciwsłoneczne, by oglądać ten kraj z perspektywy tubylcy. Jadnak podróżnik zapomniał o jednej bardzo ważnej sprawie, zapomniał zdjąć swoich okularów, nie usunął filtra „polskości”. Wszystkiego czego się nauczył i czego doświadczył w Japonii pomimo, że założył żółte okulary, zinterpretował przez pryzmat swojej kultury. Nie widział świata na żółto, lecz na zielono, ponieważ japoński żółty zmieszał mu się z polskim niebieskim.     

Morał tej historii jest taki…  

…że, aby poznać inną kulturę należy pozbyć się swoich przekonań i postaw oraz otworzyć się na nowe. Tylko, że jest to niemożliwe! Nie da się odciąć od tego co mamy wpojone, tego czego nabyliśmy w procesie dorastania w Polsce, w Ameryce czy w każdym innym zakątku świata. Zawsze będziemy odbierać świat przez pryzmat tego co już wiemy i tego gdzie się urodziliśmy. Jeżeli chcemy zrozumieć inne kultury to starajmy się ich nie oceniać. Żeby je zrozumieć trzeba rozjaśnić kolor niebieski naszych okularów, wówczas żółta kultura Japonii będzie mogła się przedrzeć przez nasze szkła. Im więcej będziemy wiedzieć i im bardziej będziemy świadomi, dlaczego jesteśmy Polakami i co mówi o naszej polskości, tym lepiej będziemy sterowali naszym niebieskim filtrem i wyraźniej widzieli oryginalne odcienie żółtego.

Nasze okulary są biało-czerwone.  

Widzimy świat z perspektywy Polaka i Europejczyka, kobiety albo mężczyzny, bogatego lub biednego. To co widzimy przesiewamy przez sito naszych doświadczeń, oceniamy i przetwarzamy w naszym systemie. Nie da się tego wyzbyć, i nawet głupotą jest wyrzekać się tego! Kraj, w którym się rodzimy, rodzina, w której dorastamy stanowią o naszej całości. I to czy się zgadzamy z kulturą, w której przyszło nam się narodzić czy kategorycznie odcinamy się od niej – to stanowi o nas, jako o ludziach. To właśnie dzięki temu tworzą się nasze opinie na różne tematy – to, że z czymś się zgadzamy i to od czego chcemy uciec. Dzięki temu, że w danym środowisku żyliśmy już wiemy czego chcemy, a czego wolimy unikać.    

I tak samo oceniamy innych – wrzucając ich do lejka własnych doświadczeń.  

Niestety właśnie przez to czasami tych innych nie rozumiemy. Ja też wielu kultur nie rozumiem. Nie wiem dlaczego w jednej kulturze kobiety nie mogą prowadzić samochodu, a w innej nie można swobodnie wydmuchać sobie  nosa. I pewnie nigdy tego nie zrozumiem. A może sztuką jest AKCEPTACJA pomimo braku zrozumienia?