fbpx
#23: Urodziny podcastu KRONIKI MIGRANTKI, czyli dlaczego nagrywam podcast

#23: Urodziny podcastu KRONIKI MIGRANTKI, czyli dlaczego nagrywam podcast

Dlaczego nagrywam podcast “Kroniki Migrantki”? Dlaczego zapraszam do rozmów same kobiety? Skąd wziął się pomysł na podcast? Na te i wiele innych pytań odpowiadam w jubileuszowym odcinku podcastu! Świętujemy wspólnie pierwsze urodziny!

Podcast chciałam nagrywać już dawno, dawno temu, a to dlatego, że po pierwsze sama słucham bardzo dużo podcastów i audiobooków. A po drugie chciałam na swoim blogu poruszać tematy, które przekraczają moje kompetencje. Doskonale zdaję sobie sprawę, że wywiady do czytania nie spełniają swojej funkcji, ale podcasty już tak!

Posłuchaj podcastu specjalnego z okazji pierwszych urodzin “Kronik Migrantki”!

Z tego odcinka dowiesz się między innymi:

  • ile podcast ma odsłuchań,
  • które odcinki są słuchane najczęściej,
  • jak planuję nagrania,
  • czy były odcinki, których nie opublikowałam,
  • dlaczego zapraszam tylko kobiety,
  • czy kiedyś będzie więcej odcinków,
  • i wiele, wiele więcej.
#16: Czy warto działać na Instagramie i pisać o emigracji?

#16: Czy warto działać na Instagramie i pisać o emigracji?

Cześć ja jestem Martyna i witam Cię w ostatnim migracyjnym podcaście KRONIKI MIGRNATKI, oczywiście ostatnim w tym roku! Wracam do Ciebie już 10. stycznia, więc koniecznie sprawdź wtedy swoją aplikację podcastową! Bardzo się cieszę, że kończymy ten rok z wynikiem 16 wspaniałych i wartościowych odcinków! Jestem z siebie naprawdę duma i wiem, że będę kontynuowała moją podcastową zajawkę w kolejnym roku. Już nie mogę się doczekać aż usłyszysz, jakie tematy szykują się na rok 2022! Postawiłam sobie wiele kreatywnych wyzwań i będę próbowała wychodzić ze strefy mojego komfortu i rozszerzać podcastową tematykę!

Pamiętaj, że możesz brać w tym czynny udział obejmując patronat nad MIGRANTKĄ i proponować tematy na nowe odcinki! Może masz możliwość teraz w okresie okołoświątecznym, w ramach prezentu albo dobrego gestu na Nowy Rok, zrobić mi drobny prezent i małą kwotą wesprzeć nasze wspólne miejsce w sieci. Będzie mi baaardzo miło! Twoje pieniądze przeznaczę na koszty utrzymania bloga i podcastu, by działać dalej i lepiej!

Kim jest moja gościni – Natalia Wocko?

A jeżeli jesteśmy już przy temacie kosztów, twórczości i generalnie działania w sieci, to serdecznie zapraszam Cię na rozmowę z Natalią Wocko. Natalię poznałam na Instagramie jakoś na początku tego roku i od razu się polubiłyśmy. Natalia na swoim Instagramie dzieli się swoim życiem w Monachium, motywuje kobiety do walki o siebie na emigracji, prowadzi kobiece live’y na różne ważne tematy oraz przekazuje wiele rzetelnych informacji o życiu w Niemczech. Jak śledzisz mnie już dłużej, to doskonale wiesz, że swoją przygodę z emigracją zaczynałam właśnie w Monachium. Wtedy, na początku mojego życia w Niemczech, za takie konto na Instagramie jakie prowadzi Natalia, oddałabym każde złoto tego świata! Bardzo podziwiam Natalię za jej wytrwałość, konsekwencję i prowadzenie konta z taką regularnością i to w dodatku dwujęzycznie! Dziękuję Ci Natalia za to, że jesteś w sieci i ciągle masz siłę, by działać kreatywnie i inspirować kobiety do walki o siebie na emigracji.

NATALIA NA INSTAGRAMIE: @natalia_wocko

To nasze drugie spotkanie z Natalią, ponieważ pierwszy raz Natalia zaprosiła mnie do swojego kobiecego live’a na Instagramie i wtedy odkryłyśmy, że bardzo dobrze nam się rozmawia. Od razu wiedziałam, że będę chciała zaprosić Natalię do swojego podcastu i czekałam na idealny moment. No i właśnie nadszedł. Na koniec roku serwuję Ci inspirującą rozmowę, pełną pomysłów, przemyśleń o działaniu w sieci, tworzeniu treści na rzecz imigrantów z Polski oraz o tym, jak wygląda to zza kulis. Praca każdej twórczyni internetowej, to nie tylko wstawienie ładnego zdjęcia na Instagramie: to praca na cały etat, z kreatywnym planowaniem, poświęcaniem na to czasu, odpowiadaniem na wiele wiadomości. Zapraszam na rozmowę!

Podcastu KRONIKI MIGRANTKI możesz posłuchać na blogu, na którym jesteś (WYŻEJ masz odtwarzacz, kliknij znak PLAY) oraz we wszystkich aplikacjach podcastowych oraz na Youtubie. 

#3: TOP 10: Fakty, które zaskoczyły w Niemczech

#3: TOP 10: Fakty, które zaskoczyły w Niemczech

Cześć! Witam Cię w trzecim odcinku mojego podcastu Kroniki Migrantki. Mam na imię Martyna Michalak, mieszkam w Niemczech i prowadzę dla Ciebie bloga o emigracji i Berlinie – migrantka.com. W sieci znajdziesz mnie pod pseudonimem Migrantka. Na moim blogu migrantka.com podejmuję takie tematy jak emigracja, życie Polaków w Niemczech i opisuje moje przygody z Berlina, gdzie obecnie mieszkam. W tym odcinku podcastu przedstawię Ci fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech. Teraz po 8 latach życia tutaj, już te sprawy są dla mnie normalką, ale na początku trochę mnie zdziwiły. Jest takie powiedzenie “co kraj to obyczaj” i wyjeżdżając za granicę lub podróżując, można to sprawdzić na własnej skórze. 

FAKT#1: Niemcy to kraj federalny, co to oznacza w praktyce?

Jako pierwszą różnicę podam fakt, że Niemcy, a dokładnie Republika Federalna Niemiec jest państwem właśnie federalnym i składa się z 16 krajów federalnych oraz okręgów i gmin, a w praktyce oznacza to, że wiele decyzji nie jest podejmowanych centralnie. Poszczególne kraje związkowe posiadają nawet swoją własną konstytucję. Są to one oczywiście niższe rangą konstytucje od Ustawy Zasadniczej (czyli tej głównej niemieckiej konstytucji), jednak to zjawisko pokazuje skalę niezależności tych obszarów. Kraje związkowe decydują o szkolnictwie, policji, kulturze, mediach, ochronie środowiska w danym rejonie czy o architekturze miast swojego terytorium. 

System federalny jest doskonale widoczny w czasach pandemii koronawirusa, kiedy każdy kraj federalny (nazywany również z niemieckiego landem) wprowadzał inne zasady. Oczywiście zalecenia szły odgórnie, ale każdy land miał nieco inne odchylenia od tych ogólnych ustaleń. W praktyce wiązało się to z tym, że przekraczając granice danego landu, trzeba było przestrzegać zasad tam panujących, a co wiązało się z tym, że trzeba było śledzić, jak te obostrzenia odzwierciedlają się w danym landzie.

Kraj federalny “objawia się” również tym, że landy mają różne terminy dni wolnych od pracy. Obchodzone na Bawarii niektóre święta katolickie i dni wolne z ich okazji są pomijane np. w Berlinie. Tutaj dla przykładu podam święto Trzech Króli, które jest 6 stycznia. Zawsze trzeba mieć to na uwadze w pracy, jeżeli współpracuje się z osobami z innych landów. 

Może to dziwić, ale landy różnią się nawet systemem szkolnictwa! Każdy land decyduje o systemie szkolnictwa na swoim obszarze. Dlatego jest to bardzo mylące i nie do porównania z naszym polskim systemem.

FAKT#2: Niemiecki program socjalny

Kolejną zaskakującą ciekawostką był dla mnie niemiecki system socjalny. Czasami mam wrażenie, że niektórym opłaca się tutaj bardziej nie pracować niż pracować i niemiecki system socjalny wspiera ich w tym nieogarnięciu. Jest bardzo dużo ulg dla osób bezrobotnych i dla osób, które korzystają z zasiłku socjalnego. Osoby korzystające z zasiłku mogę wyrobić sobie odpowiednią kartę, nazywa się to w Berlinie berlinpass, na którą mają szereg zniżek, tak naprawdę na wszystko! Na komunikację miejską, na wejścia na basen, do muzeów czy kin.

Pomoc socjalna w Niemczech jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie. I to jest oczywiście super! Sama kiedyś skorzystałam z pomocy socjalnej w nauce języka niemieckiego, dzięki temu mogłam się skupić na nauce i kursach języka, po czym bez problemu znalazłam pracę i jestem ogromnie wdzięczna, że niemieckie państwo wspiera w ten sposób swoich obywateli.

Jednak jest jedno ALE. System opieki socjalnej jest bardzo często nadużywany i wykorzystywany. Życie na zasiłku stało się dla niektórych po prostu sposobem na życie. Niektórzy żyją na Harz IV, bo tak nazywa się ten zasiłek, całymi latami. Jeszcze inni pobierają zasiłek, a pracują na boku na czarno, przez co urzędy nie widzą ich dochodów. Przez to dochodzi do marginalizacji takich osób. Wszyscy wiedzą, że system jest nadużywany i korzystanie z pomocy socjalnej jest społecznie piętnowane, a szkoda, bo uważam, że można dzięki temu stanąć na nogi, znaleźć fajną pracę lub zmienić branżę.

Trochę brakuje w tym wszystkim kontroli, niestety. O dziwo, bo w Niemczech jest ogólnie bardzo dużo kontroli. Mimo tego, że biurokracja wokół pomocy socjalnej to jakiś kosmos, to ludzi i tak się nie upilnuje i wykorzystują ten system. Niestety muszę powiedzieć, że jest wykorzystywany w dużej mierze przez obcokrajowców, w tym Polaków również. Może o tym innym razem!

FAKT#3: Organizacja życia społecznego

Następnym punktem, na którym się skupię, jest organizacja życia społecznego. My w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do większego lub mniejszego, ale jednak chaosu. Wiemy, że co chwilę coś nie działa, coś się rozkraczy i jest to dla nas normalne. Od polskich paradoksów kipią portale z memami. 

#Komunikacja wizualna i jej spójność

Dlatego, gdy przyjechałam do Monachium i zobaczyłam, jak działa komunikacja miejska, jak to jest wszystko dograne i logicznie rozłożone, to byłam pod dużym wrażeniem. Zawsze jak opowiadam o komunikacji moim znajomym, mówię, że łatwiej zgubić mi się w polskim mieście niż w Niemczech. Tutaj każda stacja metra jest tak rozpisana, jest tak dobrze oznaczona, na każdym przystanku są mapy, jeżeli coś się zmienia, to jest to zakomunikowane tak, że na pewno to zauważysz i trudno się zgubić!

Komunikacja wizualna i jej spójność to mistrzostwo! Nie musisz znać języka, a i tak wszystko zrozumiesz! Na stacjach są strzałki, obrazki, jeżeli jest zmiana peronu, bo jeden jest w remoncie, to masz nawet na podłodze narysowane ślady butów, w którym kierunku trzeba iść! Uważam, że jest to mistrzostwo! Na studiach wiele razy zajmowaliśmy się komunikacją wizualną, ponieważ jest to istotna część życia społecznego, a co za tym idzie również socjologii. W komunikacji wizualnej najważniejsze jest przekazanie komunikatu obrazowo. Treść obrazkowa jest bardziej zrozumiała i powinna szybciej trafić do odbiorcy niż jakikolwiek inny komunikat w formie słownej. W takim kraju jak Niemcy, w którym jest wielu obcokrajowców, jest to po prostu bardzo praktyczne i potrzebne.

#Biurokracja w urzędach Fakty które zaskoczyły mnie w Niemczech

W Niemczech mamy do czynienia również z dużą organizacją społeczną. Czasami się śmieje, że Niemcy działają jak dobrze naoliwiona maszyna. Tutaj wszystko ma swoją funkcję. I wszystko, jak np. wyżej wspomniana komunikacja wizualna, służy temu, by ułatwiać życie społeczne. Może kogoś przeraża, to co powiem, ale organizacja w urzędach również ułatwia nam życie. Ja wiem, że niemiecka biurokracja jest straszna. Jednak weźmy pod uwagę fakt, ile ludzi żyje w tym kraju, z ilu krajów pochodzą ci ludzie i jakie mamy możliwości pomocowe i ile można załatwić. Naprawdę myślę, że to wszystko ma sens.

Bardzo sobie to cenię, że na każdy przypadek jest procedura. Dzięki temu przynajmniej wiem, co mam robić w danej sytuacji. Niemcy mają procedurę już chyba na wszystko. Przyjechałaś z końca świata i nie masz dyplomu ze swojej uczelni, bo zginął w pożarze podczas wojny? Na to również jest procedura i będziesz wiedziała, co z tym zrobić. My jako obywatele UE mamy jeszcze o niebo łatwiej, dlatego że wiele praw zostaje ujednoliconych dla całej Europy. Chociażby dyplomy z uczelni wyższych, nasze polskie prawo jazdy i wiele wiele innych.

FAKT#4: Ogrom oferty kulturalnej i dostęp do kultury

Jeżeli przedstawiam fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech, to muszę wymienić ogrom oferty kulturalnej i dostęp do niej. Już mówiłam o zniżkach dla tych najbiedniejszych, którzy w ramach obniżek cen mają dostęp do muzeów czy kin. Korzystanie z kultury w Niemczech i branie w niej udziału to dobro podstawowe każdego obywatela!

#Muzea i historia miast

Szczególnie wyróżnię tutaj muzea! Niemieckie muzea są po to, by do nich przyjść i coś przeżyć, zobaczyć, podotykać, często są interaktywne! Mają bogatą ofertę dla dzieci. To nie są budynki, w których trzeba być cicho i poważnie, tylko ma być właśnie głośno, wesoło i gwarno. W Berlinie można znaleźć muzeum z każdej dziedziny zainteresowań, co jest dla mnie również fascynujące! O niektórych muzeach w ogóle nie miałam pojęcia, że mogą istnieć. A ceny ze wejście wcale nie są wygórowane, przynajmniej moim zdaniem. A do niektórych, w konkretne dni można wejść nawet za darmo.

Jako amatorski fan historii muszę również powiedzieć o dbaniu o historię niemieckich miast. Widać to zwłaszcza w Berlinie, gdzie historia tego miasta wydziera się z każdego jego zakamarka! Historia danego miejsca jest podkreślona tabliczkami, które informują, co było tutaj wcześniej, jak to miejsce wyglądało i jakie pełniło funkcje. Widać to po odrestaurowanych zabytkach oraz odnowionych kamienicach i budynkach. O historię się tutaj bardzo dba i wprowadza ją do architektury miasta. Naturalnie łączy się ją z nowoczesną architekturą i innymi nowoczesnymi rozwiązaniami.

Jeżeli jesteśmy przy kulturze, to powiem tylko, że wiele rozrywek jest dostępnych za darmo! Jak już mówiłam, do niektórych muzeów można wejść za darmo w konkretne dni, ale jest również wiele wydarzeń sportowych organizowanych np. w parkach, w których można brać bezpłatny udział. W Berlinie jest tego mnóstwo i w sieci znajdziecie wiele map interaktywnych, które ułatwią wybór i obiecuję napisać o tym kiedyś artykuł na mojego bloga, ale temat wydaje mi się tak obszerny, że potrzebuję dodatkowej motywacji! Możecie pisać do mnie na Instagramie, czy by Was to zainteresowało.

#Biblioteki i VHS fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech

Wspomnę tutaj jeszcze o bibliotekach, o których już mówiłam w podcaście. Karta do bibliotek kosztuje w Berlinie 10 euro rocznie, a mają bardzo bogatą ofertę – od książek, po kursy online, wypożyczanie sprzętu do czytania i pracy, po muzykę, filmy i gazety. O bibliotekach jednak już mówiłam i nie chce się powtarzać.

Muszę, bo się uduszę, jeszcze powiedzieć o VHS, czyli szkołach dla dorosłych, które oferują kursy z każdej dziedziny. Ja już kilkakrotnie korzystałam z ich oferty i serdecznie polecam. To dobra szansa na zrobienie, chociażby kursu języka obcego w przystępnej cenie. 

FAKT#5: Zieleń w miastach

Fenomen zielonych miast musiał się tutaj znaleźć, jeśli opisuję fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech. Cieszy mnie to, że w miastach dba się o miejsca zielone. Dba się o parki i nawet pomiędzy zwykłymi blokami mieszkalnymi jest pas zieleni. Każdy zielony skrawek ziemi dostaje zaraz znak z sową, co oznacza, że jest to teren pod ochroną (uwaga to hiperbolizacja, oczywiście nie każdy, ale bardzo często). Tutaj naprawdę się o to dba i myśli o tym. fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech!

Dzięki temu, mimo że w Berlinie jest bardzo dużo ludzi, aż tak nie czuć tej ciasnoty. W każdej dzielnicy jest przestrzeń do spacerów, biegania i jeżdżenia na rowerze. W weekendy parki są oczywiście zapchane i to nie ulega wątpliwości, ale mnie to cieszy, że ludzie tak chętnie korzystają z tego dobrodziejstwa. Kiedyś czytałam fajny artykuł o przestrzeniach miejskich, w którym było właśnie stwierdzenie, że parki są bardzo ważne dla miast, bo są ogrodem i balkonem dla tych, którzy tego nie mają. I w stu procentach się zgadzam! Parki i tereny zielone to nasz wspólny ogród i wspólny balkon i każdy jest w nim mile widziany.

FAKT#6: Brak zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych

No i fakt szósty, na który wszyscy czekają, czyli brak zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych. W Niemczech można normalnie pić piwo podczas spacerów, siedzeniu w parkach czy nad jeziorem! Ma to oczywiście swoje plusy i minusy.

Plusem jest to, że mamy więcej swobody i nie ma jakiś głupich mandatów za picie piwa w miejscu publicznym, czyli np. siedząc nad rzeką. Zamiast siedzenia w ogródkach piwnych można zrobić sobie spacer po mieście, można spokojnie otworzyć puszkę piwa do grilla w parku i nie ma z tym większego problemu. Minusem jest jednak to, że ludzie robią sobie imprezki w parkach i zostawiają po sobie bardzo dużo śmieci w miejscach publicznych. 

Czy jestem za, czy przeciw? Chyba za, bo ogólnie zawsze jestem za pozwalaniem niż zakazywaniem. Wydaje mi się jednak, że tutaj dużo zależy jednak od mentalności społeczeństwa. Nie wiem, jak takie pozwolenie mogłoby przyjąć się w Polsce, chociaż oczywiście ludzie i tak piją w miejscach publicznych i ten zakaz jakoś ich nie obchodzi. Nie wiem, jak wpłynęłoby to na przestrzeń publiczną polskich miast. Może wcale, a może znacznie, kto wie. Napiszcie mi koniecznie na poście na Instagramie dotyczącym tego podcastu lub tutaj na blogu, co Wy na ten temat myślicie.

FAKT#7: Ludzie i ich różnorodność

Jeżeli przedstawiam Ci fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech, to muszę powiedzieć o ludziach i ich różnorodności. W Niemczech zaskoczyło mnie to, jak wiele kultur i narodów można spotkać na ulicach! W Berlinie to już jest cały świat, ale Monachium daleko od Berlina nie odbiega. Niemcy to prawdziwe multi-kulti. Dzięki tej różnorodności ludzie mają tutaj więcej luzu i nie przejmują się tak innymi, jak my w Polsce. Widać, że toleruje się tutaj wszystkie odmiany stylów życia i mało co może tutaj zaskoczyć społeczeństwo. Kolorowe stroje, szalone przebrania, wykwintne makijaże, chodzenie na boso zimą – to wszystko jest normalne i nikogo to nie rusza. Mam wrażenie, że w Niemczech ludzie są bardziej spokojni i radośni. Może ma na to wpływ stabilność i brak troski o jutro? Bardzo możliwe. Społeczność tutaj jest również bardzo pomocna, więc jak zgubisz się w środku miasta, to wal śmiało, na pewno ktoś Ci pomoże. 

Niemieckie ulice są pełne starszych ludzi i seniorów czy seniorek, którzy biorą aktywny udział w życiu społecznym. Są ich pełne siłownie, restauracje i kawiarnie. Mnie to naprawdę zaskoczyło! W Polsce nie widać tak starszych ludzi w życiu codziennym, widać starszą panią, która robi zakupy w Biedronce, ale nie widać tych ludzi aktywnie korzystających z miasta. Jak poszłam w Niemczech pierwszy raz na siłownię, to byłam w szoku, bo tam praktycznie większość to były osoby starsze i tak fikające, że ja się przy nich chowałam. 🙂

FAKT#8: Ceny za niektóre usługi

Zaskoczyło mnie jeszcze jedno, albowiem ceny za niektóre usługi. I nawet nieporównywanie tych cen do cen w Polsce, bo to nie ma sensu, ale porównanie ogólnie danej usługi w hierarchii innych usług, już tak. Zaraz wytłumaczę, o co mi chodzi. 

Przykładem niech będzie tutaj przejazd pociągiem. W Polsce jest to jedna z najtańszych opcji komunikacji międzymiastowej, w Niemczech jedna z najdroższych! Ceny biletów na pociąg potrafią być szalooooone! Koszt biletu lotniczego do innego kraju to czasami bagatela 15 euro, zresztą między Berlinem a Monachium to około 30 euro, a przejazd między Berlinem a Monachium pociągiem ponad 100! Może przez to, że zawsze byłam przyzwyczajona do tego, że pociągi najbardziej się opłaca, to mnie to ciągle niezmiennie dziwi. I nie mam pojęcie, z czego to wynika, jak wiecie, to dajcie znać.

FAKT#9: Niemcy jako ludzie pracy

Chciałam, jako dziewiąty punkt, jeszcze powiedzieć słówko o Niemcach jako społeczności. W poprzednim podcaście mówiłam o ich rytuałach, umiejętności small talku i budowania kapitału ludzkiego. Na początku bardzo mnie to zdziwiło i w sumie zazdroszczę im tego. Mam nadzieję, że się tym od nich z czasem zarażę. Nie będę się powtarzała, więc zapraszam do poprzedniego odcinka, a dzisiaj opowiem o podejściu Niemców do pracy. Tylko pamiętajcie, że takie uogólnienia dzieli się zawsze przez dwa. To samo dotyczy Polaków, to samo Niemców. Nie da się określić, że cała narodowość jest jakaś, ale bierze się pod uwagę cechy ogólne i najczęściej spotykane. Mam wrażenie, że praca dla Niemców jest bardzo ważnym elementem życia. Praca nie jest jednak celem samym w sobie. Niemcy pracują po to, by realizować swoje podróże bądź inne hobby. W Polsce niestety pracujemy w większości po to, by mieć za co żyć. 

Uważam, że Niemcy są bardzo pracowici, taka jest moja opinia. Niemcy bardzo szanują swoją pracę i bardzo dużo pracują oraz podchodzą do niej na maksa poważnie. Potrafią się jej poświęcić, jeżeli przyświeca im cel, który dzięki tej pracy osiągną. Często prześwieca im jakiś cel albo odkładają na emeryturę, żeby mieszkać w innym państwie o łagodnym klimacie. Praca to dla nich cel do realizacji innych rzeczy. Też macie takie wrażenie czy tylko ja tak mam? Dajcie znać w komentarzu na Insta lub tutaj pod postem!

Często słyszę, że mówi się o Niemcach, że są zimni i zdystansowani. Ja na swojej drodze spotkałam jednak wielu ciepłych, uprzejmych i pomocnych Niemców, którzy w wielu kwestiach mi doradzili i pomogli. Nawet w pracy mam dziewczyny, które naprawdę o mnie walczyły, jak miałam dostać umowę i stały za mną murem. Może mam pozytywne nastawienie przez to, że mam takie fajniejsze doświadczenia. Jestem otwarta na dyskusje, jeżeli macie inne podejście, to mi napiszcie.

FAKT#10: Inne podejście do marketingu

Jako o wisience na torcie opowiem Ci o różnicach w podejściach marketingowych, dlatego że to moja specjalizacja i jest to bardzo ciekawe. To moja pasja i chętnie się tym z Tobą podzielę.  

#Case kampanii reklamowej “Absolutna satysfakcja albo zwrot pieniędzy

Po pierwsze kampanie reklamowe powinny być dostosowane do mentalności danego społeczeństwa. Widzieliśmy to idealnie na przykładzie marki Lidl. Widzieliśmy, co stało się w Polsce, gdy wprowadzono słynną akcję “Absolutna satysfakcja albo zwrot pieniędzy”, która polegała na oddawaniu produktów marki własnej Lidla, jeżeli nam nie zasmakowały. Warunkiem było jedynie przeniesienie opakowania po podanym produkcie, a Lidl obiecał zwrot pieniędzy za dany produkt. Nie docenił jednak specyfiki zachowań polskiego konsumenta. Wyobraźcie sobie, że ta kampania w Niemczech trwała bardzo długo i była swego czasu flagową kampanią marki Lidl. Ja pamiętam ją jeszcze z Monachium, potem widziałam plakaty w Berlinie. A w Polsce zadziała się jakaś katastrofa.

Tutaj marketingowcy kompletnie nie wzięli pod uwagę mentalności społecznej. W Polsce, jeżeli możemy dostać coś za darmo, to z tego korzystamy! W Niemczech niekoniecznie. Do niemieckiego klienta nie trafiają promocje czy obniżki cen, nowości. Tutaj trzeba zadziałać inaczej. Dlatego wchodzenie polskich przedsiębiorców na niemiecki rynek (i odwrotnie) jest takie fascynujące i trzeba podejść do tego z pomysłem i dlatego odbiór tej kampanii Lidla był tak skrajnie różny w dwóch sąsiadujących sobie krajach.

#Dostrajanie się do trendów społecznych

Jednak jak już mówimy o Lidlu, chociaż nie jest to żadna reklama, jest to po prostu dobry przykład. Wspomnę jeszcze o dostosowywaniu się sklepów do trendów społecznych. Polskie filie Lidla i innych marek oczywiście również, ale mówię o Lidlu, dlatego że mam porównanie, Biedronki nie ma w Niemczech. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Marki w Polsce idealnie dostosowują się do panujących trendów. Jeżeli jest trend diety wegańskiej, trend eko, bio itd. to na sklepach pojawiają się produkty wegańskie oraz całe regały żywności ekologicznej i roślinnej. I to widziałam w Polsce praktycznie w każdym markecie.

W Niemczech takie produkty oczywiście są dostępne, ale w specjalistycznych marketach. Na półkach sklepowych w Lidlu koło mnie pojawiły się dopiero w 2020 roku i to w postaci tofu i kilku produktów zastępujących mięso, typu wegańskie kotlety czy mięso mielone. I tyle. Nie ma całych półek produktów i wielkich kampanii promujących to. W Lidlu takim pierwszym lepszym koło mnie nie ma nawet ciecierzycy w puszce, Lidl jest tutaj zwykłym marketem z podstawowymi produktami. Nie ma tutaj nic wymyślnego, a polski Lidl ma tyle produktów, że naprawdę zazdroszczę. Fakty które zaskoczyły mnie w Niemczech

Może Was zaciekawiłam i zapytacie dlaczego? Ano dlatego, że społeczności inaczej reagują na zmiany. Niemcy żyją w trybie rytuałów, lubią to, co dobre, znane i zazwyczaj całe życie są fanami jednej marki. Polacy szybko reagują na nowości, chętnie korzystają z promocji i rabatów oraz często kierują się ceną. Dlatego marki zawsze dostrajają się do trendów społecznych. W Niemczech dla żywności ekologicznej czy wegańskiej są osobne, wyspecjalizowane w tym markety. I do takich zwykłych marek typu Lidl, Netto, Norma czy Penny pewne nurty dochodzą po prostu wolniej i zmiany wprowadzane są stopniowo.

#Opakowania produktów

Fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech to również opakowania i brak dostępności niektórych produktów w pojedynczych sztukach. Nie w każdym markecie w Niemczech kupisz pojedynczej sztuki np. loda w upalny dzień. Musisz kupić paczkę pięciu albo od razu dziesięciu! Tutaj akurat nie mam pomysłu, dlaczego tak jest. Widocznie bardziej im się to opłaca, jest to dość tanie. Nie wiem. W Berlinie już w wielu sklepach latem widziałam takie osobne lodówki przy kasie z pojedynczymi sztukami lodów, ale w niektórych nadal nie. Już nie powiem Ci w jakiej, żeby po raz trzeci nie wymienić pewnej marki. 

Zbliżając się do końca, powiem Ci o jednym dziwnym produkcie, który zaskoczył mnie najbardziej w Niemieckich sklepach. Są to parówki w słoiku! Czaisz to? Parówki można kupić tutaj w słoiku. I powiem Ci szczerze, że do tej pory tego nie jadłam i już nie zjem. Zawsze jak to widzę w sklepie, to moja głowa wybucha!

#Miejsca samoobsługowe fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech!

Jeżeli jesteśmy już przy marketingu, to muszę jeszcze wspomnieć o miejscach w pełni samoobsługowych. W Berlinie widzę tego mniej, ale w Monachium nawet gazety stały w takich pojemnikach na ulicy, które się otwierało, zabierało gazetę i wrzucało monetę. Lub jechało na pole z dyniami, widziałam też z tulipanami i można było zebrać sobie daną roślinę i przy wyjściu z pola stoi skarbonka, do której wrzuca się pieniądze za towar. Miejsca całkowicie samoobsługowe, bez osoby, która by to wszystko kontrolowała. A teraz powiedz mi, czy wyobrażasz sobie coś takiego w Polsce?

Interesuje Cię temat marketingu w zależności od danej kultury? Chętnie mogę się tym z Tobą dzielić, bo uwielbiam ten temat i jak często zauważam takie różnice i mogę dać o tym znać.


Podaj dalej fakty, które zaskoczyły mnie w Niemczech!

Jeżeli podobał Ci się ten odcinek, to podziel się nim ze swoimi znajomymi i rodziną. Dzięki temu będę mogła również im opowiedzieć swoją historię. Daj go posłuchać swojej mamie, która mieszka w Niemczech lub swojemu przyjacielowi czy przyjaciółce. Pamiętaj, że w sieci znajdziesz mnie na moim blogu migrantka.com, gdzie chętnie odpowiadam na wiele Waszych pytań i wątpliwości. Nie jestem żadną ekspertką, jestem dziewczyną, która przyjechała za granicę tak jak Ty i sama próbowała ogarnąć nową rzeczywistość. Nie mówię o rzeczach, na których się nie znam, ale zawsze skieruje Was w odpowiednie, sprawdzone miejsce, gdzie znajdziecie pomoc.

Dziękuję Ci serdecznie za wysłuchanie tego odcinka i do usłyszenia następnym razem! 🙂

#2: Początki na emigracji, czyli emigracja jako nauka chodzenia na nowo

#2: Początki na emigracji, czyli emigracja jako nauka chodzenia na nowo

Cześć! Witam Cię w kolejnym odcinku mojego migracyjnego podcastu. Ja nazywam się Martyna Michalak i mieszkam w Niemczech. W sieci znajdziesz mnie pod pseudonimem Migrantka. Na moim blogu migrantka.com podejmuję takie tematy jak emigracja, życie Polaków w Niemczech i opisuje moje przygody z Berlina, gdzie obecnie mieszkam. W tym odcinku podcastu opowiem Ci o początkach na emigracji, o tym, czego trzeba uczyć się na nowo, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości i jak wyglądały moje początki na emigracji.

W podcaście Marka Jankowskiego z Małej Wielkiej Firmy, który na co dzień mieszka w Anglii, usłyszałam kiedyś super zdanie, które powiedziałam Ci już na samym początku, czyli że emigracja to nauka chodzenia na nowo. Pozwoliłam sobie podwędzić tę sentencję, w sensie ukraść, bo to idealna metafora. Dokładnie tak jest! W dzieciństwie nauczyliśmy się chodzić, potem na podstawie wiedzy nawet jeździć rowerem czy biegać w maratonach, ale nagle ulegasz wypadkowi i łamiesz dwie nogi. Na rehabilitacji powoli dochodzisz do siebie i mimo że chodzisz całe swoje życie, musisz nauczyć się tego od nowa i powoli stawiasz każdy nowy krok.

I tak właśnie jest z emigracją! Od dzieciństwa ulegamy socjalizacji, czyli uczymy się norm i wartości społecznych oraz akceptowanych wzorów zachowań w danej zbiorowości. Czyli z polskiego na nasze uczymy się co nam wolno, a czego nam nie wolno w danym społeczeństwie i w zależności od kraju i narodu mogą to być zupełnie różne rzeczy. Wracając do meritum…

Początki na emigracji to również nowe normy społeczne

Wyjeżdżając do innego kraju, trzeba liczyć się z tym, że życie tam będzie przebiegać nieco inaczej. Nawet jeżeli będą to sąsiadujące Polsce Niemcy trzeba wziąć pod uwagę różnice kulturowe czy nowe normy społeczne i prawne. Normy społeczne wyznaczają nam pewne wzory zachowań i sposoby postępowania w konkretnej sytuacji. Mają charakter powszechny i ogólny, ponieważ dotyczą wszystkich osób w danej grupie społecznej. W socjologii są to społecznie akceptowane sposoby i środki osiągania celów. Każde społeczeństwo składa się z zasad, które mówią nam jak mamy osiągać dane cele oraz na tym, jakie cele powinniśmy osiągać.

Socjologiczne ujęcie norm społecznych

Przykładem wartości typowych dla naszych czasów, a więc inaczej – akceptowanych czy afirmowanych w naszej kulturze celów działania, będzie: standard życia, majątek, sława, wykształcenie, sprawność fizyczna, zdrowie. A przykładem norm zalecających uznane sposoby osiągania tych celów będzie: ambitna edukacja, wytężona praca, uparty trening, konsekwentna kariera. Normy społeczne określają nasze funkcjonowanie w obrębie grupy lub społeczeństwa. Normy można podzielić na moralne, religijne, zwyczajowe, obyczajowe i prawne. 

Takie normy społeczne można podzielić na nakazujące i zakazujące oraz najprościej wyrazić słowami “musi” lub “nie można”, “nie wolno”. W dzisiejszych czasach każdy musi mieć wykształcenie, kierowca nie może jechać pod prąd ulicy jednokierunkowej i nie można naruszać godności drugiego człowieka.

Są również w społeczeństwach przyzwolenia, które wyraża się słowami „może” albo „wolno”, czyli tutaj wolno palić, ale to nie znaczy, że jak nie jesteś palaczem, to musisz tutaj koniecznie zapalić. To tylko przyzwolenie. Staropanieństwo czy starokawalerstwo nie jest zakazanym celem życiowym, nawet gdy skądinąd uznaną wartością jest założenie rodziny. Podobnie rozrzutność nie budzi protestu, nawet gdy podkreślaną cnotą jest oszczędność. Konsumpcja nawet w ideologii ruchów antyglobalizacyjnych nie jest wartością, której należy zakazać, lecz co najwyżej nie trzeba jej afirmować ani propagować.

Następnie dochodzimy do zaleceń lub preferencji, które wskazują, co byłoby szczególnie godne uznania. Wyraża je zwrot: „dobrze by było, żeby…”. Na autostradach niemieckich, gdzie ogólnie nie obowiązują zakazy prędkości, są jednak znaki wskazujące prędkość zalecaną. Policja nie oczekuje, że wszyscy tam zwolnią, ani nie karze tych, którzy przyśpieszają, apeluje tylko w ten sposób do rozsądku.

Kończąc mój socjologiczny wykład, chodzi mi o to, że każde społeczeństwo ma różne zasady społeczne i różne wartości. Na to wpływają nie tylko obyczaje czy nasze przyzwyczajenia i automatycznie wypracowane wzory zachowań, ale również obowiązujące normy prawne. Tak jak podczas chodzenia – robimy to automatycznie, ale kiedyś musieliśmy się tego nauczyć.

Komunikacja miejska kraju przyjmującego

Przykładem może być tutaj kupowanie głupiego biletu na komunikację miejską. Najpierw trzeba dowiedzieć się, jaki jest rozkład stref i jak w ogóle funkcjonuje komunikacja publiczna w danym mieście. Trzeba zobaczyć, jakie bilety są dostępne i jaki bilet jest optymalny dla nas. Tego trzeba nauczyć się od nowa na emigracji, nie będzie to wyglądało tak samo, jak w Poznaniu czy Krakowie. Jedynym plusem jest to, że jeżeli już ogarniecie komunikację w jednym niemieckim mieście, to później będzie już łatwiej w kolejnym. Na moim blogu znajdziecie wpis o komunikacji miejskiej w Berlinie. Mi było dla przykładu o niebo łatwiej zrozumieć berlińską komunikację, bo znałam już tę z Monachium.

Bankowość nowego kraju

Początki na emigracji to również nowe konto w banku i takie zakładanie konta w banku i generalnie niemiecka bankowość również jest czymś zupełnie nowym. Jeżeli chodzi o bankowość, to uważam, że Niemcy są bardzo zacofani. W małych sklepach często nie ma możliwości płatności kartą, już nie wspomnę o płatnościach zbliżeniowych. Ja do tej pory nie mam takiej opcji na mojej karcie, bo kartę mam starą jeszcze z Monachium, której nie wymieniałam! Ha ha ha! Także muszę teraz wymienić, żeby mieć taką do płatności zbliżeniowych. A mieszkając w Polsce, studiując w Poznaniu, przed wyjazdem do Monachium, już wtedy miałam kartę zbliżeniową. Naprawdę tutaj są duże różnice, jeżeli mówimy o bankowości.

Obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne i prawo meldunkowe

Przyjeżdżając do Niemiec, trzeba również poznać dwie bardzo ważne zasady i normy społeczne, czyli obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego i posiadania meldunku. Pisałam już o tym wiele razy, ale będę o tym trąbić, ponieważ cały czas popełniamy te same błędy. Żeby początki na emigracji w Niemczech nie dały Ci się później we znaki, musisz o to zadbać. Po przyjeździe do Niemiec na stałe lub na dłuższy okres czasu musimy się zameldować pod wybranym adresem. Musicie również pamiętać, że my jako obcokrajowcy potrzebujemy zaświadczenia o meldunku w każdej urzędowej sprawie. Nasz dowód osobisty nie wystarczy. Naszym dodatkiem do dowodu powinien być zawsze meldunek, bo inaczej nie załatwimy wielu spraw w urzędach.

Trzeba również zadbać o ubezpieczenie zdrowotne! W Niemczech każdy, bez wyjątku, musi być ubezpieczony! Niektóre osoby, które mają uprawnienia do państwowego ubezpieczenia w Polsce (NFZ, EKUS), nie muszą dodatkowo ubezpieczać się w Niemczech. Jednak są to wyjątki!!! Są to przykładowo studenci, pracownicy przygraniczni, osoby na delegacjach w Niemczech czy wykonawcy prac sezonowych. Jednak trzeba upewnić się, czy ta wyjątkowa sytuacja faktycznie Ciebie dotyczy.

Korzystanie z ofert telekomunikacyjnych

Początki na emigracji i kontakt z rodziną z Polski, czyli następna sprawa to kupowanie karty SIM i korzystanie z telefonu. Może nie telefonu samego w sobie, ale z usług telekomunikacyjnych. Teraz w Polsce również to obowiązuje, ale kiedyś tego nie było – rejestrowanie użytkownika po zakupie karty SIM. Ja, gdy przyjechałam do Niemiec, to bardzo się tym zdziwiłam, bo w Polsce tego jeszcze nie było. I oczywiście wybór takiej karty! Teraz sama już nie wiem, jak to funkcjonuje, bo od wielu lat mam abonament. Ale na początku było to bardzo stresujące. Poza tym teraz moi rodzice ogarniają internety i mają różne komunikatory, dzięki którym możemy się komunikować, ale kiedyś potrzebowałam takie karty na telefon, żeby jeszcze dodatkowo móc dzwonić do Polski.

Szukanie mieszkania w nowym kraju

Kolejnym wyzwaniem, które na nas czeka na początku emigracji w Niemczech to szukanie mieszkania. Na ten temat powinnam nagrać osobny podcast, bo to temat tak złożony, to temat rzeka. Znalezienie mieszkania w Niemczech to ogromne wyzwanie! Trzeba mieć wiele wymaganych dokumentów. Wpis o tym, jakie dokumenty potrzebne są do wynajęcia mieszkania w Niemczech, również znajdziecie na moim blogu, ale chciałabym nagrać jeszcze taki podcast, żeby dać Wam jakieś wskazówki, jak takie mieszkanie znaleźć. Czasami wydaje się to wręcz niemożliwe. W Niemczech na jedno mieszkanie odbywają się castingi, niekiedy trzeba przyjść, przedstawić się, złożyć dokumenty i cierpliwie czekać. Innym razem wchodzi się zobaczyć mieszkanie z dwudziestoma innymi zainteresowanymi. Tak naprawdę tego mieszkania w ogóle w tym tłumie nie widać. Wtedy można tylko złożyć swoje podanie i modlić się o to, żeby się udało.

Abonamenty i umowy na dłuższy okres czasu

Następne, do czego trzeba się przyzwyczaić to to, że w Niemczech trzeba zwrócić uwagę na to, że gdy podpiszecie umowę na abonament na telefon, Internet lub gdziekolwiek indziej, to po jej zakończeniu umowa automatycznie się przedłuża na kolejny rok. A i nie licz na to, że dostawca Wam o tym przypomni! Zero maila, zero SMS, reklamy wysyłać potrafią, ale koniec umowy im jakoś zawsze przypadkiem umyka. A zrezygnować z takiej umowy trzeba trzy miesiące przed jej końcem. Trzy miesiące! To bardzo długi okres, dlatego trzeba na to szczególnie uważać. Jest to również ważne, nawet jeżeli nie chcecie zrezygnować z danej usługi, ale na przykład wynegocjować nowe warunki.

Zazwyczaj jest tak, że podpisujemy korzystną umowę na dwa lata i jak zapomnimy jej wypowiedzieć, to przedłuży nam się na kolejny rok, ale na gorszych zasadach. Dlatego warto zawsze dać znać swojemu dostawcy usług telefonicznych czy internetowych, że wiesz, że umowa się kończy i w sumie to może z niej zrezygnujesz i może wtedy da Ci fajną ofertę. Trzeba zwracać na to uwagę, ponieważ dostawcy mega to wykorzystują i cena potrafi zwiększyć się nawet o połowę po zakończeniu umowy. Osobiście uważam, że jest to okropna praktyka!!! Pamiętam, że w Polsce też tak kiedyś było i zostało to zmienione. W Niemczech jeszcze niestety nie. Jest to bardzo nienowoczesne podejście do klienta. Miejmy nadzieję, że kiedyś się to zmieni. 

Opłata za media w Niemczech

Kolejna sprawa: w Niemczech obowiązkiem każdego gospodarstwa domowego jest płacenie abonamentu na media. Po zameldowaniu się pod danym adresem dostaje się list o płatności na media i nieważne czy korzystamy z nich czy nie. Ja wiem, że większość nie korzysta z radia czy telewizji, ja również nie korzystam, ale płacić trzeba. I naprawdę trzeba! Nie tak jak w Polsce, że niby jest obowiązek, ale mało kto płaci. Tutaj nie płacąc tej opłaty, można sobie narobić sporego długu. Jeszcze raz podkreślam, że opłatę GEZ płaci się na gospodarstwo domowe, a nie od lokatora! Czyli mieszkanie, w którym mieszka sześcioosobowa rodzina opłaca ten abonament tylko raz.

Nowe święta, obrzędy i tradycje Początki na emigracji

Początki na emigracji nawet u naszych kulturowo bliskich sąsiadów to szereg obyczajowych niespodzianek. Przyjeżdżając do innego kraju, musimy również liczyć się z tym, że są tutaj obchodzone inne święta, niektóre świętuję się inaczej, a jeszcze innych, znanych nam z Polski, w ogóle się tutaj nie obchodzi. Jeszcze z Niemcami jesteśmy w miarę blisko kulturowo, więc część znanych nam do tej pory tradycji jest obchodzona również tutaj, chociaż niektóre w inny sposób. W przypadku innych kultur koniecznie trzeba wziąć to pod uwagę.

Na początku emigracji w Niemczech trzeba zwrócić uwagę na inny rozkład dni wolnych czy dni świątecznych. A na dodatek zobaczyć, czy zamieszkiwany przez nas land obchodzi dane święto czy nie. Niemcy to kraj federalny, co w praktyce odnośnie do świąt oznacza, że świąteczne dni wolne inaczej rozkładają się różnie w zależności od zamieszkiwanego landu

Na emigracji uczymy się od lokalsów również nowych świąt, nowych tradycji czy obrzędów. Ja w Monachium poznałam np. Fashing i Oktoberfest, czyli wielkie święto piwa, które jest popularne na całym świecie.

W Niemczech bardzo rzuciło mi się w oczy poszanowanie innych religii i to, że różne religie są zauważane w codzienności. W Polsce wychowujemy się w katolickim kraju i wszystko jest podporządkowane tej jednej religii. Wszystko kręci się wokół świąt kościelnych wiary katolickiej. W Niemczech w zależności od landu jest również wielu wyznawców katolicyzmu jak np. w Bawarii, ale również wiele ewangelików i jeszcze innych religii. Dlatego np. na Bawarii większość dni wolnych to katolickie święta, ale przykładowo w Berlinie jest już inny rozkład świąt.

Początki na emigracji i nowe rytuały społeczne

Na emigracji musimy liczyć się również z tym, że w nowym kraju mogą obowiązywać inne rytuały społeczne. W każdym społeczeństwie można wychwycić różne rytuały. W Niemczech żyje się szybko i pędzi do przodu jak to w niemal każdym kraju zachodnim. Starsi Niemcy cenią sobie jednak poranną kawę i poczytanie w spokoju gazety jeszcze przed pracą. Gdy pracowałam w Niemczech w kawiarni, bardzo mnie to zdziwiło. Codziennie rano, przed swoją pracą, przychodziły na swoją ulubioną kawę te same osoby z sąsiedztwa i popijały w spokoju kawkę przy czytaniu codziennej prasy. Niektórzy emeryci przychodzili nawet o tej samej godzinie i wychodzili o tej samej. Przykładowo przychodzili codziennie o godzinie 11, siedzieli do 12 na kawie i o tej godzinie wychodzili z kawiarni! I tak codziennie!

Przerwy w pracy to świętość!

Wspomnę jeszcze o zupełnie innym podejściu do pracy. Niemcy celebrują przerwy w pracy, przerwa obiadowa to dla nich naprawdę przerwa! Idą coś zjeść, rozmawiają, rozluźniają się. Ta przerwa jest bardzo ważnie nie tylko dla pracowników, ale również dla pracodawców, ponieważ wówczas ludzie z jednej firmy mają okazję ze sobą swobodnie porozmawiać i się integrować. U mnie w pracy wszyscy Ci, co mają coś do jedzenia, siadają przy jednym stole i wspólnie jedzą, a druga grupa idzie coś kupić do jedzenia na mieście i dołącza do tych, którzy już siedzą przy stole. Są również różne rytuały dotyczące przerwy w pracy. Przykładowo u nas w środy wystawiany jest obok biura ryneczek z lokalnymi przysmakami i w środy chodzi się właśnie tam podczas przerwy obiadowej.

Ordnung muss sein!

Jeżeli chodzi o system pracy w Niemczech, to zaskoczyła mnie organizacja. Każda praca, jaką wykonywałam w Niemczech, nieważne czy była to praca w kawiarni czy w agencji reklamowej, miała swoją strukturę. Tutaj objawiało się słynne powiedzenie “Ordnung muss sein”. Każde zadanie pracownika jest zarządzane w ramach danej struktury! Każde działanie można jeszcze bardziej zoptymalizować. Dzięki tej organizacji praca jest po pierwsze łatwiejsza, bardziej jasna, bo ma się do czynienia z konkretnymi obowiązkami. Nie mówię, że tak jest wszędzie, mówię jedynie o swoich doświadczeniach. Po drugie nowa osoba, która przychodzi do pracy, może się szybciej wdrożyć. Te zasady są czasami spisane na kartce papieru.

Mistrzowie small talku!

Jeżeli jesteśmy w temacie rytuałów, to powiem jeszcze o niemieckiej, jakby to nazwać, etykiecie. Wielu powie, że Niemcy są mili, ale te miłe relacje z nimi są dość płytkie. I to jest poniekąd prawda, bo Niemcy są nauczeni small talku. Oni potrafią prowadzić miłe rozmowy o niczym, zagadywać do innych, zainteresować się kimś, jednocześnie nie mówiąc nic konkretnego. Ja nie wiem, jak oni to robią. Nie ważne czy przychodzą odebrać swoją ulubioną kawę czy rozmawiają z koleżanką z pracy. Niemcy budują ten ludzki kapitał, mają wiele miłych relacji z ludźmi, ale trudniej wchodzą w głębokie relacje społeczne i przyjaźnie.

Frustrujące początki na emigracji

Opowiem Ci tylko jeszcze o trudnościach i jak wyglądały moje początki na emigracji. Po moim przyjeździe do Niemiec pewnie jak wielu Polaków doznałam szoku kulturowego. Wiele rzeczy było dla mnie kompletnie nowych, nie znałam języka i bardzo trudno było mi to wszystko ogarnąć. Dodatkowo w głowie miałam jedną myśl: znajdź i zacznij szybko jakąkolwiek pracę i zacznij zarabiać pieniądze. W końcu taki był cel mojego wyjazdu za granicą, a poza tym nie miałam wielkich oszczędności.

Na początku bardzo źle trafiłam. Czteropokojowe mieszkanie, z naprawdę okropnymi ludźmi. My niestety jechaliśmy “na ślepo”, na wyczucie. Zaufaliśmy, jak się okazało niepotrzebnie, koledze, który również wynajmował pokój w tym mieszkaniu. Na szczęście byliśmy w tym razem. Gdy jedno nie miało siły, drugie po prostu musiało mieć energię, by ciągnąć nas do przodu. 

Jeżeli słucha mnie ktoś, kto mieszka na Bawarii lub w innym dużym mieście w Niemczech doskonale wie, czym jest wyzwanie znalezienie mieszkania. Dlatego wiedziałam, że nie było wyjścia. Musieliśmy po prostu zostać na razie w mieszkaniu, do którego trafiliśmy na początku – z pijakami, palaczami (tak, palili nawet w kuchni) i chorymi akcjami w każdy weekend. Cóż, trzeba było po prostu zagryźć zęby!

Po pewnym czasie udało mi się jakimś CUDEM znaleźć kawalerkę, pomogli mi w tym ludzie, których spotkałam na swojej drodze w Monachium. Pomógł mi wtedy mój ówczesny pracodawca, a w sumie tak naprawdę jego żona. Za co jestem jej bardzo wdzięczna, mimo że nasze drogi później się rozeszły. Miałam po prostu szczęście, bo starsza pani, która wynajmowała kawalerkę po poznaniu mnie, po prostu mi zaufała i wynajęła mieszkanie. I tak udało się zacząć od nowa, na swoim. To był naprawdę cud!

Nie zapominaj o swoim celu!

Dlaczego o tym mówię? Bo wiem, że początki na emigracji zazwyczaj są do kitu. Wyjątkiem jest przyjazd do rodziny lub do znajomych, ale wtedy może na innym polu spotka Cię horror, czego Ci oczywiście nie życzę. Chcę Ci powiedzieć, że może być lepiej i że będzie lepiej, że z każdego dołka jest wyjście. Jak ja tutaj trafiłam, byłam przerażona. To tak to tutaj wygląda? Ja byłam świeżo po studiach, po mieszkaniu we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu, gdzie się razem bawiliśmy, śmialiśmy i wspólnie spędzaliśmy czas. A tutaj? Nie chcę nikogo obrażać, ale powiem to – patola, która w tygodniu całe dnie pracuje, a w weekend pije na potęgę. I ja myślałam, że wszyscy Polacy tutaj tacy są. Ja byłam naprawdę przerażona, jak to tutaj wygląda!

Ucz się języka niemieckiego!

Także chcę Ci tylko powiedzieć, że początki są do dupy. Jeżeli Twoje nie były, to gratuluję i zazdroszczę. 🙂 Pamiętaj jednak, że przyjdzie dobre. Najważniejsze, żeby w swojej głowie ustalić sobie, czego od emigracji się oczekuje, czego się chce. Ustalić sobie, jak do tego można dojść. Najważniejsze to zacząć uczyć się języka niemieckiego i o tym nagrałam właśnie pierwszy odcinek. Uważam, że to jest podstawa dalszego rozwoju. Najważniejsze to mieć swój cel i nie przejmować się ludźmi dookoła. Jeżeli trafiłaś do mieszkania z dziwnymi ludźmi – rób swoje. Jeżeli w pracy masz chamskich współpracowników – rób swoje. Wiedz, że Ty ze swoimi planami na rozwój, na naukę języka niedługo zmienisz pracę. Potem zmienisz mieszkanie. Oni pewnie do końca życie będą tam gnili, wyzywali się nawzajem i żyli od afery do afery.

Nie dawaj się wykorzystywać! Początki na emigracji

Nie patrz na innych i nie dawaj się wykorzystywać, nie daj sobie wmówić, że “tak trzeba”. Nic nie trzeba. Ustal sobie swoje priorytety i staraj się do nich dążyć. Jeżeli masz kurs niemieckiego codziennie wieczorem, to gdy zadzwoni zaaferowana szefowa, że masz coś natychmiast zrobić. To zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, co jest dla Ciebie ważniejsze – język czy robienie dobrze pracodawcy? Pracy, tutaj w Niemczech, jeżeli jeszcze wykonuję się pracę fizyczną, na początku jest naprawdę dużo. Ja wiele razy rezygnowałam ze swoich planów, bo polscy pracodawcy, u których pracowałam na samym początku, mieli taką organizację w firmie, że co chwile miałam telefon, że na gwałt jestem gdzieś potrzebna. Jak dzwonił do mnie telefon, to automatycznie byłam zestresowana. A bo ktoś nie przyszedł, a bo szefowa się źle czuje. A ja co robiłam głupia? Ubierałam się i jechałam. Teraz oczywiście bym tego nie zrobiła. Dlatego mówię to do Ciebie!

Nie bój się zmian już na pierwszym etapie!

Zostawiam Cię tutaj z Twoimi przemyśleniami, zobacz czy nie jesteś teraz w takiej sytuacji i czy nie masz z niej wyjścia. Pamiętaj, że jeżeli jest to praca fizyczna, którą wykonujesz, bo jesteś jeszcze na początku swojej drogi, to jest takiej pracy bardzo dużo. Jeżeli jedna firma Ci nie odpowiada, to zmień ją na inną. Jeżeli w danej firmie pracodawca jest nieuczciwy lub masz chamskich współpracowników, to nie bój się odejść! Szukaj nowej pracy i zmieniaj ją jak najszybciej, im szybciej, tym lepiej! 


Zakończenie odcinka podcastu “Początki na emigracji”

Jeżeli podobał Ci się ten odcinek, to podziel się nim ze swoimi znajomymi i rodziną. Dzięki temu będę mogła również im opowiedzieć swoją historię. Daj go posłuchać swojej mamie, która mieszka w Niemczech lub swojemu przyjacielowi czy przyjaciółce. Pamiętaj, że w sieci znajdziesz mnie na moim blogu migrantka.com, gdzie chętnie odpowiadam na wiele pytań i wątpliwości. Nie jestem żadną ekspertką, jestem dziewczyną, która przyjechała za granicę tak jak Ty i sama próbowała ogarnąć nową rzeczywistość. Nie mówię o rzeczach, na których się nie znam, ale zawsze skieruje Was w odpowiednie, sprawdzone miejsce, gdzie znajdziecie pomoc.

Dziękuję Ci serdecznie za wysłuchanie tego odcinka i do usłyszenia następnym razem! 🙂

KRONIKI MIGRANTKI – podcast o emigracji i życiu w Niemczech

KRONIKI MIGRANTKI – podcast o emigracji i życiu w Niemczech

Moin! Moin! Witam Cię serdecznie w podcaście dla osób mieszkających na emigracji – KRONIKI MIGRANTKI. Co 2 TYGODNIE znajdziesz w nim ciekawostki o życiu poza granicami Polski. Posłuchasz inspirujących rozmów oraz dowiesz się wielu przydatnych faktów o życiu w Niemczech. Ja nazywam się MARTYNA MICHALAK i jestem autorką tego podcastu o emigracji oraz socjolożką i dziennikarką. W 2013 roku przeprowadziłam się do Niemiec i od tamtej pory to tutaj jest mój dom.

Kilka słów o mnie

Na początku swojej drogi w Niemczech wylądowałam w bawarskim Monachium – jadłam precle i piłam piwo na Oktoberfest. Po trzech latach przeniosłam się jednak do stolicy chaosu i tolerancji, czyli prosto do Berlina. Na swoim migracyjnym koncie mam już przygody z szukaniem mieszkania i spaniem kątem u znajomych, zmaganiem się z nauką języka niemieckiego, walką o pracę w swoim zawodzie i odbijaniem się od kolejnych zamkniętym na cztery spusty drzwi, by znaleźć uchylone za rogiem okno. 🙂

Nie jestem żadną ekspertką od życia w Niemczech! Nie martw się, nie będę Cię tutaj pouczyła! Jestem zwykłą dziewczyną, która “przypadkiem” trafiła do Niemiec, choć nigdy tego nie planowała i poooowoli zaczęła tutaj wgrywać sobie nowy, migracyjny system do swojej głowy. Każdy kto doświadczył emigracji doskonale wie, z jakimi wyzwaniami wiąże się życie poza ojczyzną. Dlatego postanowiłam stworzyć dla Polaków i Polek na emigracji bezpieczną przystań, jaką jest mój blog – migrantka.com i teraz właśnie ten podcast.

Jak będzie wyglądał mój podcast o emigracji?

Odcinki podcastu KRONIKI MIGRANTKI ukazują się w co drugi poniedziałek rano. Najczęściej będą to rozmowy z ekspertami i ekspertkami z danej dziedziny, którzy będą dzielić się z nami swoją wiedzą. Ale również luźne wymiany myśli o emigracji oraz inspirujące pogadanki z emigrantami i emigrantkami. Co jakiś czas nagram również coś solo, bo pewnie nie będę mogła się powstrzymać. 

Gdzie znajdziesz mój podcast o emigracji?

Zapamiętaj i powiedz wszystkim swoim znajomym żyjącym na emigracji, że tego podcastu mogą słuchać całkowicie za DARMO. I znajdą go we wszystkich dobrych aplikacjach podcastowych, typu Spotify, ApplePodcasts, GooglePodcasts oraz na Youtubie. Wszystkie odcinki tego podcastu, wraz z ich wersją do czytania i innymi dodatkowymi informacjami, znajdziesz również na moim blogu migrantka.com, w zakładce podcast. Jeżeli chcesz być na bieżąco, to zapraszam Cię także do śledzenia moich mediów społecznościowych. Wszędzie znajdziesz mnie pod pseudonimem MIGRANTKA.

Zapraszam do słuchania i mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej!