fbpx
Miasto murem podzielone: historia Muru Berlińskiego

Miasto murem podzielone: historia Muru Berlińskiego

9 listopada to wyjątkowa data w historii Niemiec, a w szczególności Berlina. Wówczas bowiem runęła granica podziału stolicy i de facto całej Europy – Mur Berliński. Historia Muru Berlińskiego jest widoczna po dziś dzień w mentalności Berlina. Dzisiaj żyjemy w globalnej wiosce – w czasach bez granic oraz bez barier czasowych i przestrzennych. Internet dał nam możliwość bycia w każdym wymarzonym miejscu, jeżeli nie fizycznie to przynajmniej „sieciowo”. Bo czym współcześnie są odległości i bariery? Możemy rozmawiać z ludźmi z całego świata, a bezpośredni kontakt z innymi kulturami stał się banalnie prosty. Jednak jeszcze całkiem niedawno, mieszkańcy jednego miasta nie mogli swobodnie przemieszczać się ze wschodu na zachód i odwrotnie. Społeczność Berlina, bo o tym mieście mowa, brutalnie podzielono na dwie części. Dotychczasowy sąsiad stawał się niekiedy dalekim obrazem zza muru.

Historia Muru Berlińskiego i jego budowa

Zacznijmy od początku. Historia Muru Berlińskiego pewnie jest Wam pokrótce znana (przynajmniej taką mam nadzieję). Jednak ciekawostek na temat jego budowy jest tak dużo, że nie sposób o wszystkich opowiedzieć za jednym zamachem. Budowy Muru Berlińskiego nikt, oprócz władz komunistycznych oczywiście, się nie spodziewał. Noc zapowiadała się spokojnie i nikt nie przypuszczał, że rano Berlińczycy obudzą się w zupełnie innym świecie.

Co więcej, środkowa część Berlina była zostawiona bez przywódcy, który był zaangażowany wówczas w swoją kampanię wyborczą. Po prostu w nocy, 13 sierpnia, bez żadnego ostrzeżenia, radziecka część Berlina wypełniła się policjantami i żołnierzami, którzy zaczęli zbliżać się do granicy swojego Sektoru. Policja Ludowa (Vopo – Volkspolizei) oraz Straż Graniczna zaczęła rozciągać drut kolczasty, zrywać bruk i stawiać słupy graniczne, aby później, jak się okazało postawić, mający 156 km, mur.

Komunistyczna część Berlina dowodziła administracją metra i pociągów, których tory rozciągały się po całym mieście. Dlatego w tę noc zostały one po prostu wstrzymane, a z 81 ulic łączących Berlin Zachodni ze Wschodnim zostało przejezdnych tylko 12. Budowa Muru Berlińskiego była policzkiem wymieszonym władzom Zachodnim – Francuzom, Brytyjczykom i Amerykanom. Jednocześnie, jak powiedział Kennedy, była to, dla reszty świata, oznaka upadku i klęski komunizmu.     

Zdradzeni przez Zachód!?  

Budowa Muru Berlińskiego zszokowała nie tylko Berlińczyków, ale również obywateli całego świata. Jednakże dlaczego wśród polityków Zachodniego Berlina nie było konkretnej reakcji?! Możemy sobie myśleć, że jak zwykle podli rządzący zostawili biednych i niczemu niewinnych ludzi samych sobie. Ale szczerze, jaką mieli opcje? Rozpocząć kolejną wojnę i znowu roznieść podnoszący się z ruin Berlin? Wiedzieli, że nie mogą nic zrobić… Oczywiście okazać niezadowolenie, ale po za tym, kompletnie nic. 

Odmiennie zareagowali Berlińczycy, zwykli obywatele, którzy, 13 sierpnia 1961 roku, obudzili się w podzielonym murem mieście. Z dnia na dzień zostali odseparowani od przyjaciół, rodziny i znajomych i nie mogli się z tym pogodzić. Dlatego zaczęły się protesty i starcia z Policją Ludową NRD (niem. DDR). Niestety już w ciągu dwóch tygodni od rozpoczęcia budowy Muru tysiące ludzi zostało schwytanych, a komuniści skutecznie zamykali usta protestującym mieszkańcom Berlina Wschodniego. Władze części zachodniej nie mogły zbyt wiele na to poradzić, jednakże obywatele Berlina Zachodniego w protestach pokazywali swoje niezadowolenie i wsparcie dla przyjaciół zza muru.   

Checkpoint Charlie  

23. sierpnia z wszystkich przejść granicznych zostało już tylko 7. Jedno z nich możemy oglądać po dziś dzień w centrum Berlina – Checkpoint Charlie. Wiele osób w pierwszych dniach od budowy Muru próbowało uciekać, dlatego przejścia były w szybkim tempie likwidowane. Przy formowaniu Muru Berlińskiego budowlańcy zamurowywali nawet drzwi domów, które leżały na granicy Sektorów. Po zamurowaniu drzwi, ludzie próbowali uciekać przez okna, dlatego mieszkańców stref przygranicznych przesiedlano, a domy najzwyczajniej burzono. Dopiero w 1963 roku, czyli dwa lata po postawieniu Muru Berlińskiego zawarto pierwsze porozumienie o przepustkach. Dzięki niemu umożliwiono tysiącom Berlińczyków z części zachodniej odwiedzać swoich bliskich z Sektora Radzieckiego.

Codzienność podzielonego murem narodu  

Miasto murem podzielone… jak żyć? Jak odnaleźć się w miejscu przeciętym na pół? Kiedy o tym myślimy budzi się w nas współczucie i dla Niemców, którzy żyli wówczas w części radzieckiej i dla Polaków, którzy tkwili w tym samym PRL-owskim bagnie… Jednak jeżeli zastanowimy się dłużej, to tak na prawdę na oddzielonej od świata wyspie żyli obywatele Berlina Zachodniego! To oni zostali zamknięci i odseparowani od reszty, jak bakteria. Paradoks tkwi w tym, że ludzie, którzy czuli się wolnymi i byli wolni mieszkali na ogrodzonym ze wszystkich stron terytorium.

Grafika Muru Berlińskiego i mapa podzielonego Berlina

Jak ta sytuacja dużo mówi o wolności! To czy jest ktoś wolny nie zależy od tego, gdzie się fizycznie znajduje, tylko tym kim jest i co możesz zrobić! Wówczas to zamknięty Berlin Zachodni stanął przed problemami logistycznymi z handlem i transportem, ponieważ nie mógł korzystać z dróg dojazdowych do Berlina, które leżały na terenie DDR. I odwrotnie – jeżeli ZSRR zabraniało korzystania ze „swoich” dróg to RFN również nie zgadzało się na przejazd urzędników radzieckich drogami Berlina Zachodniego… Ciężko to sobie wyobrazić… Dopiero w 1971 roku podpisano umowę, która regulowała tę sprawę.     

Antyfaszystowski wał ochronny  

W komunistycznej propagandzie Mur Berliński był „antyfaszystowskim wałem obronnym” i generalnie ludzie mieszkający po wschodniej części obmurowania powinni być wdzięczni swoim socjalistycznym wybawcom za ratunek od wstrętnego zachodniego świata. Władze radzieckie chroniły po prostu swoich „rodaków” przed agresją, sabotażem i innymi brudami Zachodu. Niestety, wspak komunistom ludzie i tak chcieli uciekać do przeklętej cywilizacji RFN – w czasie 28 lat istnienia Muru ponad 5 tysięcy osób zdołało uciec. Przypadek? Nie sądzę.

Wyczekiwany upadek Muru Berlińskiego  

9 listopada – po 28 lata istnienia – Mur Berliński upada. W 1989 roku ruszyła lawina zdarzeń, która doprowadziła do upadku Muru. Nie bez znaczenia była tutaj także zmieniająca się sytuacja w Polsce i w innych miejscach Europy Bloku Wschodniego. Bezpośrednią przyczyną do masowego ruszenia ludzi w stronę muru było jedno małe nieporozumienie informacyjne „DDR otwiera granice”. Ludzie ruszyli w stronę Muru sprawdzić, czy aby na pewno zapewniona w mediach wolność podróżowania jest prawdą. Oczywiście służby nie zostały o niczym poinformowane, co groziło użyciem siły wobec narastającego przy przejściach granicznych tłumu.

Oddziały odpowiedzialne za Mur Berliński były w „lekkiej” konsternacji i nie wiedziały chwilowo co robić z tym fantem. Otworzyli zatem jedno przejście i pozwolili na niewielką migrację ludności kontrolując jednocześnie paszporty. Jednakże jak to z plotkami czy informacjami takiej rangi bywa, wieść szybko rozniosła się po mieście. Kolejny napływ Berlińczyków pod Mur spowodował, mimo ciągłych braków rozkazów, otwarcie innych przejść granicznych. Skandujący głośno tłum wywierał wystarczającą presję na służbach – Berlińczycy wiwatowali, krzyczeli i tańczyli na murze – powoli otwierano przejścia, przed północą również przejście Checkpoint Charlie.   

Poranek wolności  

Obywatele podzielonego miasta witali się ze łzami w oczach! Rano Berlin obudził się w zupełnie innym stanie, wybudził się z trwającego 28 lat koszmaru – ludzie świętowali upadek granicy. Miasto pogrążyło się w cudownym chaosie. Mieszkańcy wiwatowali i z zapałem ruszali do rozwalania Muru Berlińskiego! 12. listopada na Placu Poczdamskim (Potsdamer Platz) otwarto pierwsze oficjalne nowe przejście graniczne, a 22. grudnia uwolniono od murowanych granic Bramę Brandenburską! Kontrola muru z czasem słabła – ludzie przechodzili przez wyrwy w murach, a kontrole graniczne przez nowe przejścia były mniej rygorystyczne. W 1989 roku odbył się pamiętny Sylwester przy uwolnionej już Bramie Brandenburskiej, która de facto bardzo w czasie upadku Muru Berlińskiego ucierpiała … 🙁  

Upadek Muru Berlińskiego to nasz wspólny sukces!  

Wielu mówi, że upadek Muru Berlińskiego jest niesłusznie brany na piedestał jako początek wyzwalania się Europy spod rządów komunistycznych. Jednak myślę, że ten kto rozsądny i roztropny wie, że wszystko zaczęło się u nas, w Polsce. Ale spokojnie, bez paniki – Niemcy również to wiedzą! Dlatego w 2009 roku podczas 20. rocznicy upadku Muru Berlińskiego runęły wielkie kostki domina. Pierwszą kostkę domina popchnął nie nikt inny, jak sam Lech Wałęsa.

Pisałam już o tym trochę więcej TUTAJ. Kostki domina były nie tylko symbolem Muru Berlińskiego, ale również lawiny zdarzeń tamtych czasów. Lawinę zapoczątkowaną przez Polskę i naszą polską solidarność! To, że napisałam solidarność z małej litery to nie błąd, zrobiłam to celowo. Chodzi mi o tą naszą ludzką solidarność, a nie konkretnie ten Związek Zawodowy. Podsumowując, nie ma co się kłócić, tylko należy świętować nasz wspólny sukces!

Dzień Jedności Niemiec: Tag der Deutschen Einheit

Dzień Jedności Niemiec: Tag der Deutschen Einheit

3. października obchodzimy Dzień Jedności Niemiec (niem. Tag der Deutschen Einheit). Od 29 lat Niemcy są oficjalnie na nowo zjednoczonym i połączonym narodem! 29 lat… jedności, jednak w samym Berlinie nadal widać podziały na wschód i zachód. Może niemiecka „Jedność” także jeszcze nie dorosła i dopiero uczy i poznaję się na nowo?!  

Dzień Jedności Niemiec to święto wszystkich Niemców!

Dzień Jedności Niemiec to (uwaga, uwaga!) jedyne święto federalne obowiązujące w całych Niemczech, reszta świąt jest ustalana przez władze Landów (województw). Właśnie dlatego święta, które obchodzone są np. na Bawarii często nie obowiązują w Berlinie i na odwrót. Różnice te wynikają z tradycji i specyfiki danych obszarów geograficznych oraz większości religijnych danych regionów. Przykładowo na Bawarii dominuje katolicyzm, więc obowiązuje tam większość świąt chrześcijańskich (np. Święto Trzech Króli), natomiast wielokulturowy i wieloreligijny Berlin jest bardziej liberalny w podejściu do świąt religii chrześcijańskich.  

Dlaczego akurat 3. października?!  

Gdy usłyszałam, że Jedność Niemiec świętuje się 3. października to nieco się zdziwiłam. Jak wiemy Mur Berliński „obalono” 9. listopada 1989 roku, co wydawałoby się bardziej logiczną datą na obchody święta zjednoczenia tego kraju. Jednak inne tragiczne wydarzenia historyczne, które również przypadały na dzień 9. listopada, wykluczyły ostatecznie tę datę z kręgu „dni do świętowania”. 9-tego listopada, oprócz Upadku Muru, miała miejsce także Noc Kryształowa w 1938 roku, Pucz Monachijski 1923 roku czy Rewolucja Listopadowa w 1918 roku. Swoją drogą ten dzień jest często dniem zwrotnym w historii Niemiec. Niesamowity zbieg okoliczności kumulujący się akurat w dniu 9. listopada.

Po upadku Muru Berlińskiego musieli dogadać się jeszcze politycy – należało ustalić wiele kwestii pomiędzy RFN i NRD (niem. DDR). Pamiętajmy, że wówczas były to dwa osobne byty polityczno-organizacyjne. W 1990 roku władze obu obozów podpisały Traktat Zjednoczeniowy (niem. der Einigungsvertrag), który regulował rozpad NRD i jednoczesne wejście właśnie tej części Niemiec do Republiki Federalnej, czyli potwierdził niemiecką Jedność.

Traktat dotyczył wielu problemów zjednoczenia – od tych społecznych, poprzez gospodarcze, aż po monetarne. Umowa ustalała jednak nie tylko zasady zjednoczenia, ale także nazwała Berlin stolicą połączonego narodu oraz ustaliła datę 3. października jako Dzień Jedności Niemiec.

Zobacz sobie filmik na YouTubie od silmpeshow, który wspaniale tłumaczy tamte czasy.

Przyjęcia obywatelskie i festyny

W Niemczech podoba mi się to, że nawet „poważne” święta narodowe obchodzi się radośnie, przy wspólnej zabawie i tańcach. Tego mi bardzo brakuje przy naszych obchodach polskiego Święta Niepodległości. U nas są pochody, które często kończą się awanturami na ulicach. W szkołach apele na baczność i śpiewanie przez młodych ludzi pieśni patriotycznych, które niestety dla nowego pokolenia nie mają zbyt wiele treści. Wszystko z wielkim nadęciem i poważnymi minami. A przecież 11-sty listopada to radosny dzień dla Polaków, dla naszego narodu! Czemu mamy się nie cieszyć, skakać, bawić i śmiać się w głos, że dzisiaj możemy nazywać się Polakami?!

W przeciwieństwie do Polski, niemiecka tradycja mówi, że Dzień Jedności Niemiec czci się wielkimi festynami, tzw. przyjęciami obywatelskimi. Co roku te wspaniałe imprezy planowane są w innym regionie Niemiec, po kolei w każdej ze stolic wojewódzkich! Z niewielkimi zmianami, miasta trzymają się harmonogramu ustalonego już w 1990 roku.